Arrangement będzie kontynuowany na wattpadzie . Jestem w trakcie przebudowy rozdziałów, ale będzie się pojawiał regularnie.
środa, 25 maja 2016
sobota, 21 lutego 2015
ROZDZIAŁ XXIX "Nie rezygnuj ze mnie, z nas"
To, że kogoś potrzebujemy, zaczyna nas niszczyć.
— Tess Gerritsen
Nie spędziłam nocy w swojej sypialni. Nie chciałam spać w pobliżu Justina, nie teraz, nie kiedy po prostu się go bałam i nie znałam jego intencji. Co w niego wstąpiło? - pytałam się w myślach.
Kiedy tylko zdołałam się uspokoić i zmyłam makijaż, przygotowałam sobie miejsce na kanapie, co i tak było zbędne, bo przez większość nocy nie spałam próbując jakoś przetrawić sytuację, która między nami zaistniała.
Dlaczego tak bardzo się zdenerwował? Przecież nie zrobiłam nic złego. A on naskoczył na mnie jakbym popełniła jakąś zbrodnię. Do tego zrobił mi siniaki, które przez jakiś czas będą mi przypominać o jego temperamencie.
Wiedziałam, że Justin jest wybuchowy, a szczególnie pod wpływem alkoholu, ale jego zachowanie strasznie mnie zdziwiło i przestraszyło. Żałowałam, że dałam mi się namówić na tę imprezę i picie – wiedziałam, że będą z tego kłopoty, zbyt długo było dobrze.
Nawet nie chciałam myśleć o burzy, która zapewne rozpęta, jeśli jeszcze się nie rozpętała, w mediach. Nie dość, że Justin był ze mną na imprezie, to jeszcze pobił dziennikarza. Dodajmy do tego, że ledwo trzymał się na nogach z powodu upojenia alkoholowego.
Myślenie o tym sprawiało, że czułam się jeszcze gorzej niż wcześniej. Chociaż Justin mnie zranił, nadal chciałam dla niego jak najlepiej i martwiłam się o jego reputację, która kolejny raz została narażona na szwank i w tym przypadku ja też miałam w tym swój udział. Jakby nie było, ten paparazzi sprowokował Justina komentarzem o mnie.
Potarłam zmęczone oczy kiedy szukałam wygodniejszej pozycji na kanapie, aby wreszcie móc zasnąć. Moje życie było takie proste kiedy nie znałam Justina…
***
Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do salonu przez okno. Zamrugałam powiekami próbując zlokalizować gdzie jestem, kiedy wspomnienia z wczoraj zalały mój umysł. Westchnęłam ciężko zastanawiając się czy Justin już wstał i czy cokolwiek pamięta. Byłam niesamowicie zmęczona i zdołowana, ale wiedziałam, że od leżenia na kanapie moje życie się nie zmieni.
Podniosłam się z mojego posłania i udałam się do kuchni. Kątem oka zajrzałam do sypialni, do której drzwi były uchylone. Justina nie było w łóżku, a jedynymi śladami jego obecności było niepościelone łóżko.
Z jednej strony odetchnęłam z ulgą, że nie będę musiała się z nim mierzyć bez żadnego przygotowania, ale z drugiej było mi przykro, że chłopak nie czuł się na tyle winny, by zostać i mnie przeprosić. Westchnęłam zrezygnowana i skierowałam się do kuchni. Może kawa postawi mnie na nogi i wreszcie zacznę normalnie funkcjonować?
***
Bałam się włączyć komputer i wejść na jakąś plotkarską stronkę. A co jeśli Justin będzie o coś oskarżony? Paparazzi to podstępne żmije, zrobią wszystko żeby go pogrążyć. Cholera, przecież to nie był jego pierwszy wyskok. A jeśli trafi do więzienia? Przecież dobrze wiem, że to po części moja wina. Gdyby mnie tam nie było Justin by się tak nie zdenerwował. Cała ta sytuacja to moja, cholerna wina. To ja miałam być za niego odpowiedzialna.
Potrząsnęłam głową z irytacją. Dlaczego obwiniam o wszystko siebie, do cholery?! Ten facet zupełnie zawrócił mi w głowie, skoro zamiast być zła na niego za głupoty które zrobił, gniew kieruje w swoją stronę.
Przeczesałam dłonią włosy, starając się opanować chwilowe zachwianie emocjonalne. Nikt nie jest bez winy ani ja, ani paparazzi, który go sprowokował, ani on. Tyle lat spędził na świeczniku, w centrum uwagi, a dał tak łatwo się podejść. Alkohol robi swoje. I brak ochroniarzy także. Nigdy więcej nie pokażę się na żadnej imprezie z Justinem bez obstawy. Oczywiście jeśli takowa się odbędzie...
Nie wiem co się teraz z nami stanie. Nie mogę ignorować jego napadów złości, bo to może skończyć się gorzej niż kilkoma siniakami. Ale tęsknie za nim. Wpadłam po uszy, bo nie mogę wytrzymać bez żadnego kontaktu z nim.
W końcu odważyłam się sprawdzić jakiś serwis plotkarski. Z laptopem na kolanach wygodnie umościłam się na kanapie i wpisałam adres jednego z najbardziej znanych portali. Natychmiast powitał mnie jakże uroczy tytuł informacji dnia "Bieber znów atakuje fotografa!". Mimo przygotowania na tę rewelację poczułam ucisk w żołądku. Bałam się treści tego artykułu.
"Weź się w garść!" - rozkazałam sobie i kliknęłam na pogrubiony nagłówek.
Fotorelacja zawierała kilka zdjęć na których widać jak Justin okłada paparazzi oraz ujęcie na którym zgarniam go do taksówki.
Na żadnym nie widać mojej twarzy, ale moja obecność nie została pominięta. W artykule jest wzmianka o mnie, a raczej o "nowej przyjaciółce nerwowego gwiazdora, którą portal postara się jak najszybciej zidentyfikować". Oczywiście nie zapomnieli też wspomnieć o tym, że Justin nie był do końca trzeźwy i że to nie pierwszy jego, tego typu wyskok. O tym czy fotograf ma zamiar wnieść pozew nie napisali.
Zamknęłam laptopa nie patrząc na komentarze. Wolałam się jeszcze bardziej nie dołować.
Położyłam głowę na oparciu kanapy i przeczesałam ręką włosy, czując jak od nadmiaru myśli i emocji zaczyna boleć mnie głowa. Cholerny Justin!
***
Oczywiście nie mogłam spędzić całego dnia na rozpaczaniu nad moim nędznym losem. Musiałam zacząć się uczyć, bo wielkimi krokami zbliżały się egzaminy, które musiałam zaliczyć za pierwszym podejściem.
Siedziałam z nosem w książce kiedy zadzwonił dzwonek. "Justin" to była moja pierwsza myśl. Wstałam z kanapy i udałam się do przedpokoju.
Nie patrząc w domofon otworzyłam drzwi wejściowe, a następnie te od mojego mieszkania. Było to trochę nieodpowiedzialne z mojej strony, bo co jeśli to jakiś morderca? No cóż, wiedziałam, że morderca raczej by nie dzwonił, poza tym to musiał być Justin, bo kto inny miałby mnie odwiedzić?
Oczywiście nie pomyliłam się. Kilka minut później, w drzwiach mojego salonu pojawił się ON. Wyglądał mizernie, chyba kac mu nie służył. Zaczerwienione oczy, roztrzepana fryzura i wymięte ubranie. Do tego mina męczennika.
"Dobrze mu tak"- pomyślałam i wróciłam wzrokiem do książki nie mówiąc ani słowa. Nie zamierzałam mu niczego ułatwiać. Jasne, nie byłam na niego jakoś strasznie zła, tylko raczej zraniona, bo to co zrobił było głupie i niepotrzebne. Byłam do tego trochę zawiedziona, bo nie miał ze sobą kwiatów, a ja przecież tak lubię kwiaty... Cholera, od kiedy jestem taka małostkowa?
Chłopak zrobił kilka kroków w moją stronę i zajął miejsce w fotelu naprzeciw mnie.
-Hej - szepnął zachrypniętym głosem, a ja zerknęłam na niego bez słowa.
Między nami zapadła cisza. Chyba zrozumiał, że nie pójdzie mu tak łatwo, bo ciężko westchnął i poprawił się na miejscu.
- Wiem, że jesteś zła - powiedział cicho na co prychnęłam. Normalnie wróżbita Maciej! - Nie powinienem był tego robić i zrozumiem jeśli nie będziesz chciała ze mną gadać, ale byłem taki wkurwiony! - Wstał z miejsca i podszedł do mnie. - Popatrz na mnie - zarządził, a ja z westchnieniem podniosłam na niego wzrok.
Klęcząc przede mną na dywanie, złapał za mój podbródek, abym nie mogła przestać na niego patrzeć.
- Jest mi naprawdę przykro i gdybym mógł cofnąć czas na pewno nie wyżywałbym się na tobie - oznajmił patrząc mi prosto w oczy.
Wiedziałam, że nie kłamie, ale nie mogłam mu się poddać tak łatwo. Jego ego wzrosłoby jeszcze bardziej i miałby nade mną jeszcze większą kontrolę. A już i tak miał mnie ciasno owiniętą wokół jego małego palca. (Czemu pomyślałam o jego penisie?)
- Niestety nie posiadasz takiej magicznej mocy - odpowiedziałam i odsunęłam się od niego. Staraj się kochanie.
Przewrócił oczami i zajął miejsce obok mnie.
- Kurwa, Claire... - zaczął i zacisnął dłonie w pięści. Przez chwilę panowała między nami cisza, a z twarzy Justina można było wyczytać, że mocno się nad czymś zastanawia. Wow myśli. Cóż za niespodzianka - moja wredna strona charakteru dała o sobie znać. Uciszyłam ją, bo wolałam nie rozdmuchiwać naszej kłótni jeszcze bardziej...
W końcu kiedy zaczęłam zastanawiać się czy może nie powinnam dźgnąć go palcem i przywrócić do świata żywych, chłopak wreszcie drgnął i zwrócił w moją stronę z determinacją na twarzy. Okej, to było dziwne. Nigdy nie spotkałam się z nikim, kto miałby takie stany zawieszenia.
Justin wziął głęboki oddech, jakby przygotowywał się na jakąś trudną rozmowę. O cholera, ale chyba mi się teraz nie oświadczy? Nie jestem jeszcze na to gotowa!
I kiedy już miałam powiedzieć, chłopie, to nie najlepszy moment na małżeństwo, ja muszę studia skończyć, Justin zaczął mówić.
-Jestem kutasem, wiem. Przestraszyłem cię i jest mi cholernie głupio. Może trudno mnie zrozumieć, ale jestem cholernie zmęczony i czasem robię rzeczy, których nie chcę. Do tego nieustannie tracę kontrolę - westchnął i pokręcił głową. Przygryzłam wargę, czując, że wymiękam. Nie mogłam być zła kiedy mówił do mnie z miną smutnego szczeniaka.
Złapałam go za rękę, w geście pocieszenia. Chłopak mocno ją uścisnął i przyłożył do ust, składając na niej delikatny pocałunek, który rozłożył mnie na łopatki. Następnie posłał mi smutny uśmiech, który sprawił, że miałam ochotę go przytulić. Byłam stracona!
-Wiem, ze cały czas wszystko pieprze - zaczął znów i popatrzył mi prosto w oczy - ale nie chce stracić jedynej dobrej rzeczy która pojawiła się ostatnio w moim życiu - wyszeptał, a ja poczułam jak moje serce topnieje.
-Jak ty to robisz? - zapytałam cicho, poprawiając zabłąkany kosmyk włosów.
-Co robię? - Popatrzył na mnie z dezorientacją na twarzy.
Westchnęłam ciężko i poprawiłam się na miejscu. - Sprawiasz, że chcę ci wybaczyć - odpowiedziałam patrząc na niego ze smutkiem.
-To dobrze - stwierdził z wyrazem niezrozumienia na twarzy.
Pokręciłam głową. - Nie dla mnie - oznajmiłam. - To co zdarzyło się wczoraj nigdy nie powinno mieć miejsca. Bałam się ciebie Justin! Nie wiedziałam do czego będziesz zdolny - wyznałam, czując łzy pod powiekami. Zamknęłam oczy i odgoniłam od siebie uczucie słabości - Dzisiaj przychodzisz, mówisz mi kilka słodkich słów, a ja jestem gotowa ci wybaczyć.
-Cieszę się - powiedział cicho, ale przerwałam mu.
- A nie powinieneś - oznajmiłam. - Ta sytuacja nie jest dobra dla żadnego z nas. To szalone! I niedorzeczne!
Wstałam z miejsca i zaczęłam chodzić w kółko, aby się trochę uspokoić. Justin przez chwilę mnie obserwował, ale w końcu podszedł do mnie i złapał za ramiona, uniemożliwiając dalszą wędrówkę. A potem powiedział słowa, które na zawsze zmieniły naszą relację.
-Claire, jesteś jedna z najważniejszych osób w moim życiu i wiem ze spieprzyłem i pewnie zrobię to ponownie, ale zależy mi. Naprawdę. Nie rezygnuj ze mnie, z nas. Jestem egoistą tak, ale nie chcę cię stracić! - Chłopak wziął głęboki oddech, a ja patrzyłam na niego jak zaczarowana. - Wiem, że jeśli będziemy razem twoje życie się zmieni. Media są bezlitosne, a ja nie mam zamiaru cię ukrywać. Chcę pokazać światu jaka jesteś wspaniała i jak bardzo zależy mi aby to wszystko wyszło - wyznał.
Nie czekając na nic więcej złączyłam nasze usta w pocałunku, który miał przekazać wszystkie nasze uczucia. Co mogłam zrobić więcej? Przecież miłość wybaczy wszystko.
_________________________________________________________________________
Jestem wreszcie. Możecie mnie pobić, bo przychodzę do was po tak długiej przerwie z tak chujowym rozdziałem, ale na nic więcej mnie po prostu nie stać. Po drodze zgubiłam gdzieś cały sens tej historii i teraz jakoś muszę ją skończyć. Bo nie chce zostawiać was praktycznie na samym końcu. Dokończę co zaczęłam, a później zobaczymy... Dobra, nieważne.
Właśnie minął mi pierwszy tydzień ferii i mam trochę czasu, więc jeśli chcecie następny rozdział np w następną sobotę/niedzielę to piszcie :)
Nie rozpisuje się.
Nara, szpara i wgl.
JUSTIN TAKI SŁODKI U ELLEN <333
TO MNIE ROZWALIŁO XDDDD
piątek, 9 stycznia 2015
Zawieszenie
Głupio mi Was tak trzymać w niepewności, więc nie będę czarować i wymyślać jakiś historii, napiszę po prostu, że przez pewien czas rozdziału nie będzie. Miałam problem z laptopem podczas świąt dlatego rozdział się nie pojawił, a teraz zaczęła się szkoła, a co za tym idzie nauka, bo zbliża się koniec semestru. Obiecuję, że rozdział pojawi się w ferie, bo jest już zaczęty :) Dodam tylko, że mam już mniej więcej zaplanowaną akcję na kolejne rozdziały, więc pójdzie mi szybciej.
Nie obrażajcie się na mnie i proszę bądźcie powściągliwi z ocenianiem mnie - bardzo chciałam napisać rozdział, ale czasem same chęci nie wystarczają :)
Życzę udanego weekendu! Bądźcie wyrozumiali :)
Pojarajmy się razem *.* Jestem z niego strasznie dumna :D
Nie obrażajcie się na mnie i proszę bądźcie powściągliwi z ocenianiem mnie - bardzo chciałam napisać rozdział, ale czasem same chęci nie wystarczają :)
Życzę udanego weekendu! Bądźcie wyrozumiali :)
Pojarajmy się razem *.* Jestem z niego strasznie dumna :D
sobota, 6 grudnia 2014
Rozdział XXVIII "...co się właściwie stało?"
Poniedziałkowe zajęcia były przykrym powrotem do rzeczywistości i rozbiły cudowną bańkę szczęścia w której się znalazłam.
Pierwszy raz w życiu przyszłam nieprzygotowana na zajęcia i zamiast słuchać oraz udzielać się na wykładzie musiałam robić notatki, aby nie zostać w tyle, czyli coś czego nie robiłam nigdy wcześniej. Błąd, nawet nie myślałam, że będę kiedyś w takiej sytuacji.
Mogłam za to winić jedynie Justina i jego zajmującą osobowość, która przysłaniała mi cały świat i zaburzyła zdolność racjonalnego i przyszłościowego myślenia.
Przysłoniła mi także widok na ekran, w który z zaciekawieniem się wpatrywałam.
-Justin, zabierz swój gruby tyłek z ekranu. Nie jesteś przezroczysty, do cholery! - warknęłam próbując zmienić pozycję i poprawić swoją widoczność.
Chłopak parsknął śmiechem i wskoczył na kanapę na której leżałam.
-Justin - pisnęłam, zanosząc się śmiechem kiedy zaczął mnie łaskotać. - Boże, uspokój się! Przestań! - walczyłam z nim próbując zachować powagę.
-Ha! Mam - wykrzyknął zaprzestając swojej czynności i z dumą pokazując pilot, który wyjął z pod moich pleców. Szeroko otworzyłam oczy i rzuciłam się w jego stronę.
-Co?! Oddaj mi go! - wykrzyknęłam próbując dostać się do mojej własności.
Chłopak zrobił unik i robiąc mi na złość wyłączył telewizor. - Nie ma oglądania - skwitował z głupim uśmieszkiem, a ja miałam ochotę wydrapać mu oczy.
- Jak mogłeś?! - zapytałam przejętym głosem i udałam zranienie. - Mario Casas miał właśnie zdjąć koszulkę! - założyłam ręce na piersi robiąc obrażoną minę.
-Ojojoj - zacmokał Justin i wciągnął mnie na swoje kolana. Zaczął muskać mnie wargami po policzku. - Jest sobota, chodźmy do klubu. Potańczymy, wyszalejemy się. Hmm, co ty na to? - zapytał mnie, przesuwając zabłąkany kosmyk włosów z mojej twarzy.
Przygryzłam wargę zastanawiając się nad jego pomysłem. Chłopak przewrócił oczami i bardziej do mnie przywarł.
-Dalej Claire, no nie daj się prosić! - wyszeptał do mojego ucha, lekko gryząc płatek.
-Okej - powiedziałam i zeszłam z jego kolan. - No to w co mam się ubrać? - zapytałam przeczesując włosy. - Co to za klub?
Justin wstał z kanapy i poprawił sobie spodnie w kroku - rzecz, którą często robi - i ustał przede mną.
-Załóż lepiej coś swobodniejszego, bo wbijemy na parkiet - zarządził i puścił mi oczko. - Ja jadę do domu, bo nie mam tutaj imprezowych ubrań - oznajmił i przycisnął do mnie swoje usta w szybkim pocałunku. - Będę o 9 - rzucił tylko i wyszedł z mojego mieszkania.
Przewróciłam oczami i wyklinałam Justina w drodze do sypialni. Cholerny urokliwy Bieber i jego pomysły. A ja miałam spędzić spokojny wieczór...
-Wchodzimy tylnym wejściem, znam właściciela - powiedział Justin, a ja prychnęłam, oczywiście, że zna...
Każdy szanujący się menadżer klubu stawał na głowie, aby go poznać. Przecież Justin Bieber to wspaniała promocja.
Ruszyłam za nim do drzwi, podziwiając jego wygląd i wyrzeźbione plecy.
Chłopak był ubrany w szary podkoszulek w serek i czarne rurki. Żeby nie było nudno odstawił się w neonowo-zielone buty i oczywiście gangsterskie łańcuchy na szyi. Włosy tworzyły standardowy nieład, którego układanie zajmowało około pół godziny.
-Wchodź pierwsza,chce popatrzeć na twój tyłek - zarządził Justin, przepuszczając mnie pierwszą w drzwiach. Typowy Justin - dżentelmen tylko wtedy kiedy widzi swoją korzyść.
-Justin czy ty masz jakiś tyłkowy fetysz? - zapytałam rozbawiona i spojrzałam przez ramię żeby zobaczyć jak Justin pożera wzrokiem moją pupę, oblizując przy tym swoje pulchne wargi.
Przewróciłam oczami na jego brak subtelności, ale nie skomentowałam tego, zdążyłam się przyzwyczaić. Chłopak oderwał wzrok od mojej tylnej części i spojrzał z zadowoleniem na moją twarz.
-Przecież wiesz, że tak - odpowiedział posyłając mi jednoznaczne spojrzenie, a ja pokręciłam głową.
Co ja z nim mam...
Już po pierwszych dwóch godzinach wiedziałam, że nie zabawimy tu długo. Justin rzucił się w wir zabawy, zamawiając coraz to nowe kolejki i pochłaniając alkohol w zawrotnym tempie. Ja trochę oszukiwałam, wypiłam dwa drinki, bo wiedziałam, że muszę zachować trzeźwy umysł, by jakoś przetransportować kompletnie pijanego Justina do mieszkania.
- Claire, kochanie, jesteś kurwa, taka seksowna - powiedział chłopak ocierając się o mnie w rytm brudnego bitu jednej z piosenek.
Parsknęłam śmiechem, bo przez alkohol tak zabawnie plątał mu się język. Wiedziałam, że trochę przesadził z procentami, ale zdawałam sobie sprawę, że to sposób na odreagowanie.
Za miesiąc zaczynał trasę koncertową i ciężko pracował, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik, dlatego pozwoliłam mu na szaleństwo i starałam się nie dopuścić do tego by wylądował nosem na parkiecie.
-Mam ochotę cię przelecieć, tutaj, teraz, przy tych wszystkich ludziach - szeptał mi do ucha, wędrując swoimi dłońmi po moim ciele. - Oni mogliby tylko patrzeć kiedy wbijam się w ciebie z całej siły, a ty mogłabyś tylko krzyczeć moje imię, bo byłoby ci tak dobrze. - Składał pocałunki na mojej szyi.
Klimat klubu pobudził moje zmysły i czułam jak roztapiam się pod jego dłońmi i słowami. Próbowałam to sobie wyobrazić i czułam podniecenie budujące się gdzieś w moim ciele.
Powrót do domu może być ciekawy...
-Justin do cholery, idź prosto - krzyknęłam kiedy tylko zdołałam wyciągnąć go z klubu. Chłopak tylko głupkowato zachichotał nadal trzymając się mojego ramienia. - Boże, Justin, opanuj się! - powiedziałam kiedy przytulił się do mnie prawie mnie zgniatając i przewracając.
Szybko wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po taksówkę, która miała przyjechać za 10 min. Przewróciłam oczami zirytowana. Jeszcze przez cholerne 10 min będę musiała męczyć się z tym nietrzeźwym idiotą.
-Czy to Justin Bieber? - usłyszałam z boku i zamarłam. Na chodniku stało dwóch paparazzich z aparatami w ręku.
Jeden z nich uśmiechnął się cwanie i z pewnością siebie podszedł do nas i podniósł aparat. - Pan Bieber, jak miło - powiedział z ironią, na co Justin podniósł na niego zamglony wzrok.
-Spierdalaj - rzucił krótko i czułam jak zaczął się spinać.Złapałam go za rękę starając się trochę uspokoić.
Mężczyzna tylko parsknął śmiechem i podniósł aparat. -Grzeczniej panie Bieber, chyba nie chcesz żeby twoje cudowne fanki zobaczyły jutro zdjęcia na których jesteś zupełnie schlany - powiedział z sugestywnym uśmiechem.
Drgnęłam niespokojnie, w myślach błagając aby taksówka przyjechała szybciej i wyklinając głupi pomysł Justina.
- Daj mi kurwa spokój - rzucił chłopak i wziął głęboki oddech próbując się jakoś uspokoić i zapanować nad gniewem.
Na szczęście paparazzi nie zdążył mu odpowiedzieć, bo zauważyłam podjeżdżającą taksówkę.
Odetchnęłam z ulgą i ścisnęłam rękę Justina. - Chodź, jest już taksówka, jedziemy - oznajmiłam mu i pociągnęłam za jego dłoń, ciesząc się, że jakoś wykręciliśmy się z tej rozmowy. Niestety byłam w błędzie.
-Tak Bieber, wracaj do domu, ze swoją kolejną dziwką - rzucił na odchodne fotograf, a ja poczułam tylko jak ręka Justina wyrywa się z mojej.
Wszystko działo się tak szybko. Zdążyłam tylko zauważyć lecącą pięść Justina, a między nimi już toczyła się regularna szarpanina.
-Ona nie jest dziwką, kutasie! - krzyknął Justin kopiąc go.
Nie wiedziałam co mam zrobić, popatrzyłam błagalnie na taksówkarza, który pośpieszył mi z pomocą i w jakiś sposób ich rozdzielił. Oczywiście drugi z fotografów nie stracił okazji do zrobienia "dobrego" zdjęcia. Naciskał migawkę tak szybko, że myślałam, że zaraz pójdzie z niej ogień.
Złapałam Justina za bark, jedną ręką szukając w torebce chusteczek, które zatamowałyby krwawienie z jego łuku brwiowego.
-Wsiadaj do taksówki - rzuciłam szybko i nakazałam ruszyć taksówkarzowi.
Wiedziałam, że Justin będzie miał problemy, a zdjęcia obiegną cały internet, ale wolałam zacząć myśleć o tym jutro.
Całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Byłam zła na Justina i jego lekkomyślność, powinien być przyzwyczajony do takich sytuacji i zignorować tego kretyna, a nie wdawać się w bójkę!
Kiedy podjechaliśmy pod moje mieszkanie chłopak szybko wyszedł z taksówki nawet na mnie nie patrząc. Westchnęłam i zapłaciłam kierowcy, dając mu hojny napiwek i gorąco dziękując za pomoc - nie wiem co bym bez niego zrobiła...
Justin stał na klatce pod moimi drzwiami i czekał, aż je otworzę. Kiedy tylko to zrobiłam wparował do środka, mocno przyciskając chusteczkę do swojej rany.
-Nie powinieneś tego robić. Będziesz miał kłopoty - powiedziałam spokojnie i złapałam go za ramię. Chłopak odwrócił się do mnie z furią w oczach, a ja mimowolnie zrobiłam krok w tył. Coś w jego spojrzeniu sprawiało, że przestałam czuć się pewnie.
-Co ty powiedziałaś? - zapytał niebezpiecznie cicho i ruszył w moją stronę, a ja konsekwentnie posuwałam się w tył do momentu, kiedy poczułam za plecami zimną ścianę. Bałam się go w tym momencie.
-Nie powinieneś tego robić - powtórzyłam cicho, nie wiedząc czy odnoszę się do bójki z paparazzi czy do obecnej sytuacji.
-Nie będziesz mi mówić co mam robić! - krzyknął chłopak łapiąc mnie za ramiona i przyciskając do ściany. Poczułam ból w plecach kiedy zetknęły się one z twardą powierzchnią. - Zrozumiałaś?! - zapytał ze złością.
- Justin, zostaw mnie! - Próbowałam się wyrwać, ale on jeszcze mocnej na mnie napierał i ponownie odbił od ściany. Nawet pijany miał więcej siły ode mnie. - To boli! - krzyknęłam ze strachem w głosie, nie wiedząc do czego może być zdolny w takim stanie.
-Zapytałem czy zrozumiałaś! - warknął ponownie uderzając moim ciałem o ścianę i nieświadomie jeszcze bardziej zacieśniając uścisk na moich ramionach.
-Tak - pisnęłam słabo, nie wiedząc jak się bronić i poczułam łzy pojawiające się pod moimi powiekami. Jak z żartobliwego i czułego faceta mógł tak szybko zmienić swoje postępowanie?
Chłopak gwałtownie mnie puścił, a ja natychmiast zaczęłam rozcierać bolące miejsce. Byłam przerażona i zdezorientowana jego zachowaniem.
Pokonał w kilku krokach drogę do sypialni, a ja stałam pod ścianą ze łzami w oczach, zastanawiając się co się właściwie stało?
__________________________________________________________________________
Mikołajkowo jest! Po raz kolejny przepraszam za tak długi odstęp między rozdziałami, ale szkoła nieźle daje w kość. Poza tym jest on dość krótki, ale nie mam głowy do szczegółów. Jesteśmy już w strefie końcowej opowiadania, zostały może 3-5 do epilogu. Nie wiem kiedy będzie kolejny, niedługo święta, więc postaram się spiąć :)
Wesołych Mikołajek(?)!
PS. Co sądzicie o nowym kolorze włosów Justina? Czy tylko ja jestem nim załamana?
Polecam na życzenie! http://just-believe-in-your-dream.blogspot.com/
Pierwszy raz w życiu przyszłam nieprzygotowana na zajęcia i zamiast słuchać oraz udzielać się na wykładzie musiałam robić notatki, aby nie zostać w tyle, czyli coś czego nie robiłam nigdy wcześniej. Błąd, nawet nie myślałam, że będę kiedyś w takiej sytuacji.
Mogłam za to winić jedynie Justina i jego zajmującą osobowość, która przysłaniała mi cały świat i zaburzyła zdolność racjonalnego i przyszłościowego myślenia.
Przysłoniła mi także widok na ekran, w który z zaciekawieniem się wpatrywałam.
-Justin, zabierz swój gruby tyłek z ekranu. Nie jesteś przezroczysty, do cholery! - warknęłam próbując zmienić pozycję i poprawić swoją widoczność.
Chłopak parsknął śmiechem i wskoczył na kanapę na której leżałam.
-Justin - pisnęłam, zanosząc się śmiechem kiedy zaczął mnie łaskotać. - Boże, uspokój się! Przestań! - walczyłam z nim próbując zachować powagę.
-Ha! Mam - wykrzyknął zaprzestając swojej czynności i z dumą pokazując pilot, który wyjął z pod moich pleców. Szeroko otworzyłam oczy i rzuciłam się w jego stronę.
-Co?! Oddaj mi go! - wykrzyknęłam próbując dostać się do mojej własności.
Chłopak zrobił unik i robiąc mi na złość wyłączył telewizor. - Nie ma oglądania - skwitował z głupim uśmieszkiem, a ja miałam ochotę wydrapać mu oczy.
- Jak mogłeś?! - zapytałam przejętym głosem i udałam zranienie. - Mario Casas miał właśnie zdjąć koszulkę! - założyłam ręce na piersi robiąc obrażoną minę.
-Ojojoj - zacmokał Justin i wciągnął mnie na swoje kolana. Zaczął muskać mnie wargami po policzku. - Jest sobota, chodźmy do klubu. Potańczymy, wyszalejemy się. Hmm, co ty na to? - zapytał mnie, przesuwając zabłąkany kosmyk włosów z mojej twarzy.
Przygryzłam wargę zastanawiając się nad jego pomysłem. Chłopak przewrócił oczami i bardziej do mnie przywarł.
-Dalej Claire, no nie daj się prosić! - wyszeptał do mojego ucha, lekko gryząc płatek.
-Okej - powiedziałam i zeszłam z jego kolan. - No to w co mam się ubrać? - zapytałam przeczesując włosy. - Co to za klub?
Justin wstał z kanapy i poprawił sobie spodnie w kroku - rzecz, którą często robi - i ustał przede mną.
-Załóż lepiej coś swobodniejszego, bo wbijemy na parkiet - zarządził i puścił mi oczko. - Ja jadę do domu, bo nie mam tutaj imprezowych ubrań - oznajmił i przycisnął do mnie swoje usta w szybkim pocałunku. - Będę o 9 - rzucił tylko i wyszedł z mojego mieszkania.
Przewróciłam oczami i wyklinałam Justina w drodze do sypialni. Cholerny urokliwy Bieber i jego pomysły. A ja miałam spędzić spokojny wieczór...
***
-Wchodzimy tylnym wejściem, znam właściciela - powiedział Justin, a ja prychnęłam, oczywiście, że zna...
Każdy szanujący się menadżer klubu stawał na głowie, aby go poznać. Przecież Justin Bieber to wspaniała promocja.
Ruszyłam za nim do drzwi, podziwiając jego wygląd i wyrzeźbione plecy.
Chłopak był ubrany w szary podkoszulek w serek i czarne rurki. Żeby nie było nudno odstawił się w neonowo-zielone buty i oczywiście gangsterskie łańcuchy na szyi. Włosy tworzyły standardowy nieład, którego układanie zajmowało około pół godziny.
-Wchodź pierwsza,chce popatrzeć na twój tyłek - zarządził Justin, przepuszczając mnie pierwszą w drzwiach. Typowy Justin - dżentelmen tylko wtedy kiedy widzi swoją korzyść.
-Justin czy ty masz jakiś tyłkowy fetysz? - zapytałam rozbawiona i spojrzałam przez ramię żeby zobaczyć jak Justin pożera wzrokiem moją pupę, oblizując przy tym swoje pulchne wargi.
Przewróciłam oczami na jego brak subtelności, ale nie skomentowałam tego, zdążyłam się przyzwyczaić. Chłopak oderwał wzrok od mojej tylnej części i spojrzał z zadowoleniem na moją twarz.
-Przecież wiesz, że tak - odpowiedział posyłając mi jednoznaczne spojrzenie, a ja pokręciłam głową.
Co ja z nim mam...
***
- Claire, kochanie, jesteś kurwa, taka seksowna - powiedział chłopak ocierając się o mnie w rytm brudnego bitu jednej z piosenek.
Parsknęłam śmiechem, bo przez alkohol tak zabawnie plątał mu się język. Wiedziałam, że trochę przesadził z procentami, ale zdawałam sobie sprawę, że to sposób na odreagowanie.
Za miesiąc zaczynał trasę koncertową i ciężko pracował, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik, dlatego pozwoliłam mu na szaleństwo i starałam się nie dopuścić do tego by wylądował nosem na parkiecie.
-Mam ochotę cię przelecieć, tutaj, teraz, przy tych wszystkich ludziach - szeptał mi do ucha, wędrując swoimi dłońmi po moim ciele. - Oni mogliby tylko patrzeć kiedy wbijam się w ciebie z całej siły, a ty mogłabyś tylko krzyczeć moje imię, bo byłoby ci tak dobrze. - Składał pocałunki na mojej szyi.
Klimat klubu pobudził moje zmysły i czułam jak roztapiam się pod jego dłońmi i słowami. Próbowałam to sobie wyobrazić i czułam podniecenie budujące się gdzieś w moim ciele.
Powrót do domu może być ciekawy...
***
-Justin do cholery, idź prosto - krzyknęłam kiedy tylko zdołałam wyciągnąć go z klubu. Chłopak tylko głupkowato zachichotał nadal trzymając się mojego ramienia. - Boże, Justin, opanuj się! - powiedziałam kiedy przytulił się do mnie prawie mnie zgniatając i przewracając.
Szybko wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po taksówkę, która miała przyjechać za 10 min. Przewróciłam oczami zirytowana. Jeszcze przez cholerne 10 min będę musiała męczyć się z tym nietrzeźwym idiotą.
-Czy to Justin Bieber? - usłyszałam z boku i zamarłam. Na chodniku stało dwóch paparazzich z aparatami w ręku.
Jeden z nich uśmiechnął się cwanie i z pewnością siebie podszedł do nas i podniósł aparat. - Pan Bieber, jak miło - powiedział z ironią, na co Justin podniósł na niego zamglony wzrok.
-Spierdalaj - rzucił krótko i czułam jak zaczął się spinać.Złapałam go za rękę starając się trochę uspokoić.
Mężczyzna tylko parsknął śmiechem i podniósł aparat. -Grzeczniej panie Bieber, chyba nie chcesz żeby twoje cudowne fanki zobaczyły jutro zdjęcia na których jesteś zupełnie schlany - powiedział z sugestywnym uśmiechem.
Drgnęłam niespokojnie, w myślach błagając aby taksówka przyjechała szybciej i wyklinając głupi pomysł Justina.
- Daj mi kurwa spokój - rzucił chłopak i wziął głęboki oddech próbując się jakoś uspokoić i zapanować nad gniewem.
Na szczęście paparazzi nie zdążył mu odpowiedzieć, bo zauważyłam podjeżdżającą taksówkę.
Odetchnęłam z ulgą i ścisnęłam rękę Justina. - Chodź, jest już taksówka, jedziemy - oznajmiłam mu i pociągnęłam za jego dłoń, ciesząc się, że jakoś wykręciliśmy się z tej rozmowy. Niestety byłam w błędzie.
-Tak Bieber, wracaj do domu, ze swoją kolejną dziwką - rzucił na odchodne fotograf, a ja poczułam tylko jak ręka Justina wyrywa się z mojej.
Wszystko działo się tak szybko. Zdążyłam tylko zauważyć lecącą pięść Justina, a między nimi już toczyła się regularna szarpanina.
-Ona nie jest dziwką, kutasie! - krzyknął Justin kopiąc go.
Nie wiedziałam co mam zrobić, popatrzyłam błagalnie na taksówkarza, który pośpieszył mi z pomocą i w jakiś sposób ich rozdzielił. Oczywiście drugi z fotografów nie stracił okazji do zrobienia "dobrego" zdjęcia. Naciskał migawkę tak szybko, że myślałam, że zaraz pójdzie z niej ogień.
Złapałam Justina za bark, jedną ręką szukając w torebce chusteczek, które zatamowałyby krwawienie z jego łuku brwiowego.
-Wsiadaj do taksówki - rzuciłam szybko i nakazałam ruszyć taksówkarzowi.
Wiedziałam, że Justin będzie miał problemy, a zdjęcia obiegną cały internet, ale wolałam zacząć myśleć o tym jutro.
***
Całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Byłam zła na Justina i jego lekkomyślność, powinien być przyzwyczajony do takich sytuacji i zignorować tego kretyna, a nie wdawać się w bójkę!
Kiedy podjechaliśmy pod moje mieszkanie chłopak szybko wyszedł z taksówki nawet na mnie nie patrząc. Westchnęłam i zapłaciłam kierowcy, dając mu hojny napiwek i gorąco dziękując za pomoc - nie wiem co bym bez niego zrobiła...
Justin stał na klatce pod moimi drzwiami i czekał, aż je otworzę. Kiedy tylko to zrobiłam wparował do środka, mocno przyciskając chusteczkę do swojej rany.
-Nie powinieneś tego robić. Będziesz miał kłopoty - powiedziałam spokojnie i złapałam go za ramię. Chłopak odwrócił się do mnie z furią w oczach, a ja mimowolnie zrobiłam krok w tył. Coś w jego spojrzeniu sprawiało, że przestałam czuć się pewnie.
-Co ty powiedziałaś? - zapytał niebezpiecznie cicho i ruszył w moją stronę, a ja konsekwentnie posuwałam się w tył do momentu, kiedy poczułam za plecami zimną ścianę. Bałam się go w tym momencie.
-Nie powinieneś tego robić - powtórzyłam cicho, nie wiedząc czy odnoszę się do bójki z paparazzi czy do obecnej sytuacji.
-Nie będziesz mi mówić co mam robić! - krzyknął chłopak łapiąc mnie za ramiona i przyciskając do ściany. Poczułam ból w plecach kiedy zetknęły się one z twardą powierzchnią. - Zrozumiałaś?! - zapytał ze złością.
- Justin, zostaw mnie! - Próbowałam się wyrwać, ale on jeszcze mocnej na mnie napierał i ponownie odbił od ściany. Nawet pijany miał więcej siły ode mnie. - To boli! - krzyknęłam ze strachem w głosie, nie wiedząc do czego może być zdolny w takim stanie.
-Zapytałem czy zrozumiałaś! - warknął ponownie uderzając moim ciałem o ścianę i nieświadomie jeszcze bardziej zacieśniając uścisk na moich ramionach.
-Tak - pisnęłam słabo, nie wiedząc jak się bronić i poczułam łzy pojawiające się pod moimi powiekami. Jak z żartobliwego i czułego faceta mógł tak szybko zmienić swoje postępowanie?
Chłopak gwałtownie mnie puścił, a ja natychmiast zaczęłam rozcierać bolące miejsce. Byłam przerażona i zdezorientowana jego zachowaniem.
Pokonał w kilku krokach drogę do sypialni, a ja stałam pod ścianą ze łzami w oczach, zastanawiając się co się właściwie stało?
__________________________________________________________________________
Mikołajkowo jest! Po raz kolejny przepraszam za tak długi odstęp między rozdziałami, ale szkoła nieźle daje w kość. Poza tym jest on dość krótki, ale nie mam głowy do szczegółów. Jesteśmy już w strefie końcowej opowiadania, zostały może 3-5 do epilogu. Nie wiem kiedy będzie kolejny, niedługo święta, więc postaram się spiąć :)
Wesołych Mikołajek(?)!
PS. Co sądzicie o nowym kolorze włosów Justina? Czy tylko ja jestem nim załamana?
Polecam na życzenie! http://just-believe-in-your-dream.blogspot.com/
niedziela, 2 listopada 2014
Rozdział XXVII "Wyluzuj, skarbie. Oni są naprawdę w porządku"
- Mam nadzieję, że te hieny nigdzie się nie czają - powiedział Justin kiedy tylko podjechaliśmy pod całkiem uroczy jednorodzinny dom.
Malownicza i spokojna okolica wydawała mi się bardzo przyjazna i to bardzo mnie zdziwiło. Wyobrażałam sobie, że jego znajomy mieszka w bloku, apartamencie czy czymś w podobnie, a tutaj taka niespodzianka. Uroczy domek, idealny dla statecznej rodziny z dziećmi.
Domyśliłam się, że komentarz Justina dotyczy wszędobylskich paparazzi, którzy tylko czekają na jakąś sensację. A jestem pewna, że nowa i zupełnie niepopularna dziewczyna u boku Justina Biebera wzbudziłaby zainteresowanie.
Rozejrzałam się nerwowo po okolicy próbując zlokalizować nieporządnych osobników, ale teren był czysty. Może paparazzi też świętowali Nowy Rok?
- Chodź, Claire - rzucił Justin kiedy tylko wyszliśmy z jego bajeranckiego samochodu.
Weszłam na chodnik starając się nie potknąć o jakąś nierówność i wzięłam głęboki oddech. Justin uśmiechnął się do mnie pocieszająco i złapał moją rękę, jednocześnie rozpalając w moim wnętrzu przyjemne ciepło.
Ten pozornie mały gest znaczył dla mnie bardzo wiele i nie mogłam uspokoić nierównego bicia mojego serca. To takie banalne, ale czułam się naprawdę wyjątkowo kiedy z nim byłam.
Wolnym krokiem podeszliśmy pod drzwi, a Justin bez zbędnych sygnałów po prostu wszedł do środka. Znaleźliśmy się w schludnym korytarzu. Beżowe ściany i idealnie komponujące się z tym kolorem obrazy nadawały wnętrzu ciepły klimat. Z pokoju obok było słychać zagłuszone głosy i śmiechy. Momentalnie spięłam się w środku.
Justin musiał być naprawdę blisko z właścicielem domu, skoro wbijał się od tak do jego mieszkania. Poczułam jeszcze większe zdenerwowanie, bo jeśli jego znajomi mnie nie polubią, nasz związek nie miał szans. To nie jacyś tam kumple tylko bliscy przyjaciele, którzy mają wpływ na jego decyzje...
Justin chyba wyczuł moje zdenerwowanie, bo delikatnie pogładził mnie po dłoni. - Wyluzuj, skarbie. Oni są naprawdę w porządku - oznajmił i złożył słodki pocałunek na moim czole. To było tak urocze, że mimowolnie kąciki moich warg uniosły się ku górze. Justin odwzajemnił mój gest i pociągnął mnie za rękę w głąb pokoju. Prosto do paszczy lwa...
Siedziałam na skórzanej kanapie, sącząc drugiego już drinka i uśmiechając się do Xaviera - jednego z przyjaciół Jaya, który opowiadał o jakieś zadymie na imprezie z jego udziałem. Był zabawny i bardzo "dotykalski", ale nie wyglądał groźnie, więc pozwalałam mu od czasu do czasu dotknąć mojego ramienia, albo poklepać po kolanie w przyjaznym geście.
Okazało się, że nie taki diabeł straszny i szybko znalazłam wspólny język z nowo poznanymi ludźmi. Nie byłam jedyną dziewczyną na tej domówce, więc to był dodatkowy plus. Dziwnie bym się czuła w otoczeniu samych facetów.
Nie była to też żadna huczna impreza. Po prostu kilkoro znajomych postanowiło spędzić ostatni dzień w roku w swoim towarzystwie. Reasumując, siedzieliśmy, rozmawialiśmy i słuchaliśmy uwielbianej (przez chłopaków), muzyki. Coś czego w ogóle nie spodziewałabym się po Justinie. Strzelałam, że zabierze mnie do zatłoczonego i zadymionego klubu, a jego kolesie będą palić trawkę i pić do upadłego. Rzeczywistość pozytywnie mnie zaskoczyła.
Okazało się, że Dante - właściciel domu jest odrobinę starszy od Justina i ma już rodzinę - żonę, córkę i synka.
Jego partnerka, Sara wyglądała jakby była w moim wieku, ale sprawiała wrażenie bardziej dojrzałej i sympatycznej.
-Skąd znasz Bizzle'iego - zapytał Xavier, nazywając Justina jakimś dziwnym przezwiskiem. Wiedziałam, że chodzi o niego, bo kiedy wszedł do pokoju wszyscy krzyczeli "hej Bizzle", " co tam Bizzle" itp. Zupełnie nie rozumiem skąd wytrzasnęli tą głupią ksywkę, może to od nazwiska?
Otrząsnęłam się z myśli i popatrzyłam na chłopaka. - Poznaliśmy się w H&F na jednej z imprez - odpowiedziałam przypominając sobie to zdarzenie. Jak ja go wtedy nienawidziłam! Co tak nagle się zmieniło? Aha zakochałam się w nim. To jednak nie zmienia faktu, że nadal go nienawidzę.
-Naprawdę? - zapytał szczerze zaskoczony Xavier, a ja popatrzyłam na niego z pytaniem w oczach. Co w tym takiego dziwnego? - Myślałem, że nie wiem, poznaliście się na jakiejś oficjalnej imprezie czy coś - wyjaśnił.
Zaśmiałam się lekko zaintrygowana jego tokiem myślenia. - Nie bywam na oficjalnych imprezach, bo nie jestem sławna, ani nie należę do branży - wytłumaczyłam.
Chłopak wyglądał na szczerze zaszokowanego. - Cholera, to dziwne. Justin nigdy nie spotykał się z nikim z poza szołbizu - zatrzymał się na chwilę robiąc minę 'myśliciela'. Po chwili jednak ocknął się i ponownie zwrócił w moim kierunku. - Tak w ogóle to czym się zajmujesz?
- Jestem studentką i zanim zapytasz, studiuje prawo - oznajmiłam dumnie. Tak, zawsze marzyłam o tym kierunku i ciężko pracowałam, aby dostać szansę spełnienia tych marzeń.
Xavier uśmiechnął się przyjaźnie. - To fajnie, na pewno się kiedyś przydasz Justinowi. On ma nieustannie jakieś problemy z prawem - powiedział puszczając mi oczko.
Przewróciłam oczami na jego słowa. - Tak, słyszałam. Jak można być tak kłótliwym?
-Nie chodzi tylko o kłótliwość. - Machnął ręką chłopak. - Najczęściej o za szybką jazdę i posiadanie narkotyków - dodał jak gdyby nigdy nic, a ja uchyliłam usta ze zdziwienia.
Justin miał sprawę za posiadanie narkotyków? Cholera, jego menager musiał się ostro napracować żeby to nie wyszło na światło dzienne. - No i nie dostał żadnej kary? - zapytałam.
- Jakiąś grzywnę czy coś. Justin ma dobrego adwokata, który potrafi załatwić wszystko. W dodatku jest gwiazdą, oni zawsze mają taryfę ulgową. - Wzruszył ramionami i pociągną łyk piwa.
Wzięłam głęboki wdech, próbując przyswoić nowe informacje. Oczywiście, wiedziałam, że Justin bierze jakieś narkotyki, ale myślałam o jakiś małych ilościach i oczywiście o miękkich narkotykach, jakaś trawka czy coś. Cholera, ale skoro go złapali i miał sprawę to musiała być jakaś większa ilość, albo coś jeszcze gorszego, coś czego nie można zakwalifikować za niską szkodliwość społeczną.
Rozejrzałam się w poszukiwaniu Justina, ale wyszedł dwadzieścia minut temu odebrać telefon i jeszcze nie wrócił.
-Nie przejmuj się - usłyszałam i spojrzałam w stronę Xaviera. - Bizzle to dobry gość, tylko czasem mu odpierdala. - Uśmiechnął się pocieszająco, a ja niemrawo odwzajemniłam jego gest. Chłopak zaśmiał się i poklepał mnie po kolanie.
- Za, łapy precz od mojej laski. - Odwróciłam się i zobaczyłam Justina, który zmierzał w naszym kierunku.
Xavier uniósł ręce w geście poddania. - Spoko stary, już spływam. Idę się dotlenić - dodał mając na myśli zapalenie papierosa i wyszedł na zewnątrz. Sara nie tolerowała palenia w miejscu w którym przebywają dzieci, dzięki czemu uzyskała u mnie ogromny szacunek.
- Co ten frajer ci nagadał? - zapytał Justin łapiąc za nieotwartą puszkę pepsi. Obiecał, że dziś nie będzie pił i bezpiecznie odwiezie nas do domu. Cóż za szlachetny gest!
-Dlaczego miał mi coś nagadać? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie i napiłam się drinka.
Justin oblizał usta i popatrzył na mnie z rozbawieniem. - Przecież to oczywiste. Popatrzyłaś na mnie z taką miną, że wiem, że coś zbroiłem - zaśmiał się, a ja przewróciłam oczami.
-Porozmawiamy o tym później, teraz nie jest czas na rozgrzebywanie tej sprawy - odpowiedziałam i lekko się do niego uśmiechnęłam próbując zlikwidować napięcie w moim ciele. Nie chciałam psuć wieczoru na rozpamiętywanie jakieś sprawy z przeszłości.
- Dobra jak chcesz - wzruszył ramionami Justin i przyciągną mnie do siebie. - Za pół godziny wybije północ, chodźmy się zabawić ostatni raz w tym roku.
-Czego sobie życzysz w Nowym Roku? - zapytał szeptem Justin, kiedy staliśmy w ogródku czekając na wybicie północy.
Uśmiechnęłam się pod nosem. - Nie powiem ci, bo się nie spełni - odpowiedziałam obserwując jak przewraca oczami.
-Dziesięć, dziewięć! - usłyszeliśmy końcowe odliczanie.
Przymknęłam powieki przypominając sobie jak wiele zdarzyło się w tym roku. Koniec szkoły średniej. Mieszkanie na drugim końcu świata. Studia. No i Justin.
-Zero! - poczułam jak usta Justina odnajdują moje i zatraciłam się w tym. Wow, to dzieje się naprawdę. Jesteśmy razem, po tych wszystkich problemach i nieporozumieniach. Bałam się tylko jak długo będzie trwać ta sielanka.
-Głupio mi, że jest sylwester, impreza i w ogóle, a ty musisz zachować trzeźwość - zaczęłam, kiedy tylko rozlaliśmy szampana i razem z Justinem usiedliśmy na ławce.
Chłopak popatrzył na mnie badawczo. - Wyluzuj Claire, przecież sam to zaproponowałem.
Przewróciłam oczami i westchnęłam. - Wiem, ale nadal mi głupio, że nie możesz się napić nawet szampana - powiedziałam. - Może po prostu wezwiemy później taksówkę i pojedziemy do mnie - zaproponowałam.
Justin poruszył brwiami z irytującym uśmieszkiem. - Zapraszasz mnie do siebie ? Mmm Claire, a może od razu tam pojedziemy i będziemy świętować, sami - ostatnie słowo powiedział bardzo sugestywnie.
- Nie wiem co ci chodzi po głowie - broniłam się.
- Tak, tak - pokiwał głową - a do tego chcesz mnie zamroczyć alkoholem, żeby mi się później dobrać do spodni - oznajmił z pewną siebie miną, a ja próbowałam ukryć śmiech. - Nie wiedziałem, że z ciebie taka niegrzeczna kocica - dodał, a ja wybuchnęłam śmiechem.
-Jesteś takim idiotą Justin! - stwierdziłam i pokręciłam głową rozbawiona. - Czasem mam ochotę cię udusić za te twoje komentarze.
- Uuu Claire, lubisz takie zabawy? - zapytał z przesadnym zainteresowaniem i zrobił zaszokowaną minę. - Wiesz, ja jeszcze tego nie próbowałem, ale może być fajnie - poruszył brwiami, a ja pacnęłam go w tył głowy.
Wstałam z ławki i podałam mu rękę. - Chodź Justin, jednak nie będziesz pić alkoholu, bo już bez niego masz fazę.
Chłopak złapał moją dłoń i ruszyliśmy w stronę wejścia.
Oczywiście Justin skorzystał z mojej wcześniejszej propozycji i już o godzinie pierwszej był tak pijany, że ledwo stał na nogach.
- Kochanie - wymruczał do mojego ucha, obejmując moje biodra. - Masz ochotę się stąd ulotnić? - zapytał muskając ustami mój policzek.
Odwróciłam głowę w jego stronę i potarłam dłonią jego policzek. - Masz już dość na dziś?
Justin przewrócił oczami i mocniej przycisnął mnie do siebie. - Chcę skorzystać z twojej niemoralnej propozycji - poruszył zabawnie brwiami, a ja westchnęłam zrezygnowana. - No wiesz. Ja, ty i twoje mieszkanie - powiedział sugestywnym tonem, a ja pacnęłam go w głowę.
-Dobra Justin, zbieramy się, bo chyba naprawdę masz już dość - oznajmiłam, łapiąc go za rękę. - Zamów taksówkę, a ja pójdę po nasze rzeczy.
- Jak sobie życzysz, księżniczko - odpowiedział i wyciągnął telefon z kieszeni.
Udałam się do sąsiedniego pokoju, aby wziąć moją torebkę, sweterek i koszulę Justina.
-Wychodzicie? - zapytała Sara kiedy tylko zobaczyła jak zbieram nasze rzeczy.
Odwróciłam się do niej z delikatnym uśmiechem. - Tak, Justin już ledwo chodzi, a ja nie mam zamiaru zbierać go z podłogi - oznajmiłam, a dziewczyna parsknęła śmiechem.
-Masz rację, trochę go wzięło. - Zgodziła się ze mną, a ja przytaknęłam przewracając oczami.
-Bardzo dziękuję za gościnę - powiedziałam stojąc już przy drzwiach i żegnając się z Sarą i Dante.
Mężczyzna tylko puścił mi oczko, a następnie przybił żółwika z Justinem, który obejmował mnie w pasie.
-Musimy się kiedyś spotkać - powiedziała mi cicho Sara, a ja przytaknęłam jej z uśmiechem.
-Masz mój numer, jak tylko będziesz miała ochotę się spotkać to dzwoń - oznajmiłam jej.
-Dobra, widzę taksówkę. Nara, dzięki za dobrą imprezę - powiedział Justin i ruszyliśmy w stronę czekającego na nas auta.
____________________________________________________________________________
Najchętniej usunęłabym cały rozdział i napisała go od nowa, ale nie chcę Was zwodzić przez kolejny miesiąc. Przepraszam za zwłokę i obiecuję poprawę. Nie mam nic na swoją obronę.
Malownicza i spokojna okolica wydawała mi się bardzo przyjazna i to bardzo mnie zdziwiło. Wyobrażałam sobie, że jego znajomy mieszka w bloku, apartamencie czy czymś w podobnie, a tutaj taka niespodzianka. Uroczy domek, idealny dla statecznej rodziny z dziećmi.
Domyśliłam się, że komentarz Justina dotyczy wszędobylskich paparazzi, którzy tylko czekają na jakąś sensację. A jestem pewna, że nowa i zupełnie niepopularna dziewczyna u boku Justina Biebera wzbudziłaby zainteresowanie.
Rozejrzałam się nerwowo po okolicy próbując zlokalizować nieporządnych osobników, ale teren był czysty. Może paparazzi też świętowali Nowy Rok?
- Chodź, Claire - rzucił Justin kiedy tylko wyszliśmy z jego bajeranckiego samochodu.
Weszłam na chodnik starając się nie potknąć o jakąś nierówność i wzięłam głęboki oddech. Justin uśmiechnął się do mnie pocieszająco i złapał moją rękę, jednocześnie rozpalając w moim wnętrzu przyjemne ciepło.
Ten pozornie mały gest znaczył dla mnie bardzo wiele i nie mogłam uspokoić nierównego bicia mojego serca. To takie banalne, ale czułam się naprawdę wyjątkowo kiedy z nim byłam.
Wolnym krokiem podeszliśmy pod drzwi, a Justin bez zbędnych sygnałów po prostu wszedł do środka. Znaleźliśmy się w schludnym korytarzu. Beżowe ściany i idealnie komponujące się z tym kolorem obrazy nadawały wnętrzu ciepły klimat. Z pokoju obok było słychać zagłuszone głosy i śmiechy. Momentalnie spięłam się w środku.
Justin musiał być naprawdę blisko z właścicielem domu, skoro wbijał się od tak do jego mieszkania. Poczułam jeszcze większe zdenerwowanie, bo jeśli jego znajomi mnie nie polubią, nasz związek nie miał szans. To nie jacyś tam kumple tylko bliscy przyjaciele, którzy mają wpływ na jego decyzje...
Justin chyba wyczuł moje zdenerwowanie, bo delikatnie pogładził mnie po dłoni. - Wyluzuj, skarbie. Oni są naprawdę w porządku - oznajmił i złożył słodki pocałunek na moim czole. To było tak urocze, że mimowolnie kąciki moich warg uniosły się ku górze. Justin odwzajemnił mój gest i pociągnął mnie za rękę w głąb pokoju. Prosto do paszczy lwa...
***
Siedziałam na skórzanej kanapie, sącząc drugiego już drinka i uśmiechając się do Xaviera - jednego z przyjaciół Jaya, który opowiadał o jakieś zadymie na imprezie z jego udziałem. Był zabawny i bardzo "dotykalski", ale nie wyglądał groźnie, więc pozwalałam mu od czasu do czasu dotknąć mojego ramienia, albo poklepać po kolanie w przyjaznym geście.
Okazało się, że nie taki diabeł straszny i szybko znalazłam wspólny język z nowo poznanymi ludźmi. Nie byłam jedyną dziewczyną na tej domówce, więc to był dodatkowy plus. Dziwnie bym się czuła w otoczeniu samych facetów.
Nie była to też żadna huczna impreza. Po prostu kilkoro znajomych postanowiło spędzić ostatni dzień w roku w swoim towarzystwie. Reasumując, siedzieliśmy, rozmawialiśmy i słuchaliśmy uwielbianej (przez chłopaków), muzyki. Coś czego w ogóle nie spodziewałabym się po Justinie. Strzelałam, że zabierze mnie do zatłoczonego i zadymionego klubu, a jego kolesie będą palić trawkę i pić do upadłego. Rzeczywistość pozytywnie mnie zaskoczyła.
Okazało się, że Dante - właściciel domu jest odrobinę starszy od Justina i ma już rodzinę - żonę, córkę i synka.
Jego partnerka, Sara wyglądała jakby była w moim wieku, ale sprawiała wrażenie bardziej dojrzałej i sympatycznej.
-Skąd znasz Bizzle'iego - zapytał Xavier, nazywając Justina jakimś dziwnym przezwiskiem. Wiedziałam, że chodzi o niego, bo kiedy wszedł do pokoju wszyscy krzyczeli "hej Bizzle", " co tam Bizzle" itp. Zupełnie nie rozumiem skąd wytrzasnęli tą głupią ksywkę, może to od nazwiska?
Otrząsnęłam się z myśli i popatrzyłam na chłopaka. - Poznaliśmy się w H&F na jednej z imprez - odpowiedziałam przypominając sobie to zdarzenie. Jak ja go wtedy nienawidziłam! Co tak nagle się zmieniło? Aha zakochałam się w nim. To jednak nie zmienia faktu, że nadal go nienawidzę.
-Naprawdę? - zapytał szczerze zaskoczony Xavier, a ja popatrzyłam na niego z pytaniem w oczach. Co w tym takiego dziwnego? - Myślałem, że nie wiem, poznaliście się na jakiejś oficjalnej imprezie czy coś - wyjaśnił.
Zaśmiałam się lekko zaintrygowana jego tokiem myślenia. - Nie bywam na oficjalnych imprezach, bo nie jestem sławna, ani nie należę do branży - wytłumaczyłam.
Chłopak wyglądał na szczerze zaszokowanego. - Cholera, to dziwne. Justin nigdy nie spotykał się z nikim z poza szołbizu - zatrzymał się na chwilę robiąc minę 'myśliciela'. Po chwili jednak ocknął się i ponownie zwrócił w moim kierunku. - Tak w ogóle to czym się zajmujesz?
- Jestem studentką i zanim zapytasz, studiuje prawo - oznajmiłam dumnie. Tak, zawsze marzyłam o tym kierunku i ciężko pracowałam, aby dostać szansę spełnienia tych marzeń.
Xavier uśmiechnął się przyjaźnie. - To fajnie, na pewno się kiedyś przydasz Justinowi. On ma nieustannie jakieś problemy z prawem - powiedział puszczając mi oczko.
Przewróciłam oczami na jego słowa. - Tak, słyszałam. Jak można być tak kłótliwym?
-Nie chodzi tylko o kłótliwość. - Machnął ręką chłopak. - Najczęściej o za szybką jazdę i posiadanie narkotyków - dodał jak gdyby nigdy nic, a ja uchyliłam usta ze zdziwienia.
Justin miał sprawę za posiadanie narkotyków? Cholera, jego menager musiał się ostro napracować żeby to nie wyszło na światło dzienne. - No i nie dostał żadnej kary? - zapytałam.
- Jakiąś grzywnę czy coś. Justin ma dobrego adwokata, który potrafi załatwić wszystko. W dodatku jest gwiazdą, oni zawsze mają taryfę ulgową. - Wzruszył ramionami i pociągną łyk piwa.
Wzięłam głęboki wdech, próbując przyswoić nowe informacje. Oczywiście, wiedziałam, że Justin bierze jakieś narkotyki, ale myślałam o jakiś małych ilościach i oczywiście o miękkich narkotykach, jakaś trawka czy coś. Cholera, ale skoro go złapali i miał sprawę to musiała być jakaś większa ilość, albo coś jeszcze gorszego, coś czego nie można zakwalifikować za niską szkodliwość społeczną.
Rozejrzałam się w poszukiwaniu Justina, ale wyszedł dwadzieścia minut temu odebrać telefon i jeszcze nie wrócił.
-Nie przejmuj się - usłyszałam i spojrzałam w stronę Xaviera. - Bizzle to dobry gość, tylko czasem mu odpierdala. - Uśmiechnął się pocieszająco, a ja niemrawo odwzajemniłam jego gest. Chłopak zaśmiał się i poklepał mnie po kolanie.
- Za, łapy precz od mojej laski. - Odwróciłam się i zobaczyłam Justina, który zmierzał w naszym kierunku.
Xavier uniósł ręce w geście poddania. - Spoko stary, już spływam. Idę się dotlenić - dodał mając na myśli zapalenie papierosa i wyszedł na zewnątrz. Sara nie tolerowała palenia w miejscu w którym przebywają dzieci, dzięki czemu uzyskała u mnie ogromny szacunek.
- Co ten frajer ci nagadał? - zapytał Justin łapiąc za nieotwartą puszkę pepsi. Obiecał, że dziś nie będzie pił i bezpiecznie odwiezie nas do domu. Cóż za szlachetny gest!
-Dlaczego miał mi coś nagadać? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie i napiłam się drinka.
Justin oblizał usta i popatrzył na mnie z rozbawieniem. - Przecież to oczywiste. Popatrzyłaś na mnie z taką miną, że wiem, że coś zbroiłem - zaśmiał się, a ja przewróciłam oczami.
-Porozmawiamy o tym później, teraz nie jest czas na rozgrzebywanie tej sprawy - odpowiedziałam i lekko się do niego uśmiechnęłam próbując zlikwidować napięcie w moim ciele. Nie chciałam psuć wieczoru na rozpamiętywanie jakieś sprawy z przeszłości.
- Dobra jak chcesz - wzruszył ramionami Justin i przyciągną mnie do siebie. - Za pół godziny wybije północ, chodźmy się zabawić ostatni raz w tym roku.
***
-Czego sobie życzysz w Nowym Roku? - zapytał szeptem Justin, kiedy staliśmy w ogródku czekając na wybicie północy.
Uśmiechnęłam się pod nosem. - Nie powiem ci, bo się nie spełni - odpowiedziałam obserwując jak przewraca oczami.
-Dziesięć, dziewięć! - usłyszeliśmy końcowe odliczanie.
Przymknęłam powieki przypominając sobie jak wiele zdarzyło się w tym roku. Koniec szkoły średniej. Mieszkanie na drugim końcu świata. Studia. No i Justin.
-Zero! - poczułam jak usta Justina odnajdują moje i zatraciłam się w tym. Wow, to dzieje się naprawdę. Jesteśmy razem, po tych wszystkich problemach i nieporozumieniach. Bałam się tylko jak długo będzie trwać ta sielanka.
***
Chłopak popatrzył na mnie badawczo. - Wyluzuj Claire, przecież sam to zaproponowałem.
Przewróciłam oczami i westchnęłam. - Wiem, ale nadal mi głupio, że nie możesz się napić nawet szampana - powiedziałam. - Może po prostu wezwiemy później taksówkę i pojedziemy do mnie - zaproponowałam.
Justin poruszył brwiami z irytującym uśmieszkiem. - Zapraszasz mnie do siebie ? Mmm Claire, a może od razu tam pojedziemy i będziemy świętować, sami - ostatnie słowo powiedział bardzo sugestywnie.
- Nie wiem co ci chodzi po głowie - broniłam się.
- Tak, tak - pokiwał głową - a do tego chcesz mnie zamroczyć alkoholem, żeby mi się później dobrać do spodni - oznajmił z pewną siebie miną, a ja próbowałam ukryć śmiech. - Nie wiedziałem, że z ciebie taka niegrzeczna kocica - dodał, a ja wybuchnęłam śmiechem.
-Jesteś takim idiotą Justin! - stwierdziłam i pokręciłam głową rozbawiona. - Czasem mam ochotę cię udusić za te twoje komentarze.
- Uuu Claire, lubisz takie zabawy? - zapytał z przesadnym zainteresowaniem i zrobił zaszokowaną minę. - Wiesz, ja jeszcze tego nie próbowałem, ale może być fajnie - poruszył brwiami, a ja pacnęłam go w tył głowy.
Wstałam z ławki i podałam mu rękę. - Chodź Justin, jednak nie będziesz pić alkoholu, bo już bez niego masz fazę.
Chłopak złapał moją dłoń i ruszyliśmy w stronę wejścia.
***
Oczywiście Justin skorzystał z mojej wcześniejszej propozycji i już o godzinie pierwszej był tak pijany, że ledwo stał na nogach.
- Kochanie - wymruczał do mojego ucha, obejmując moje biodra. - Masz ochotę się stąd ulotnić? - zapytał muskając ustami mój policzek.
Odwróciłam głowę w jego stronę i potarłam dłonią jego policzek. - Masz już dość na dziś?
Justin przewrócił oczami i mocniej przycisnął mnie do siebie. - Chcę skorzystać z twojej niemoralnej propozycji - poruszył zabawnie brwiami, a ja westchnęłam zrezygnowana. - No wiesz. Ja, ty i twoje mieszkanie - powiedział sugestywnym tonem, a ja pacnęłam go w głowę.
-Dobra Justin, zbieramy się, bo chyba naprawdę masz już dość - oznajmiłam, łapiąc go za rękę. - Zamów taksówkę, a ja pójdę po nasze rzeczy.
- Jak sobie życzysz, księżniczko - odpowiedział i wyciągnął telefon z kieszeni.
Udałam się do sąsiedniego pokoju, aby wziąć moją torebkę, sweterek i koszulę Justina.
-Wychodzicie? - zapytała Sara kiedy tylko zobaczyła jak zbieram nasze rzeczy.
Odwróciłam się do niej z delikatnym uśmiechem. - Tak, Justin już ledwo chodzi, a ja nie mam zamiaru zbierać go z podłogi - oznajmiłam, a dziewczyna parsknęła śmiechem.
-Masz rację, trochę go wzięło. - Zgodziła się ze mną, a ja przytaknęłam przewracając oczami.
***
-Bardzo dziękuję za gościnę - powiedziałam stojąc już przy drzwiach i żegnając się z Sarą i Dante.
Mężczyzna tylko puścił mi oczko, a następnie przybił żółwika z Justinem, który obejmował mnie w pasie.
-Musimy się kiedyś spotkać - powiedziała mi cicho Sara, a ja przytaknęłam jej z uśmiechem.
-Masz mój numer, jak tylko będziesz miała ochotę się spotkać to dzwoń - oznajmiłam jej.
-Dobra, widzę taksówkę. Nara, dzięki za dobrą imprezę - powiedział Justin i ruszyliśmy w stronę czekającego na nas auta.
____________________________________________________________________________
Najchętniej usunęłabym cały rozdział i napisała go od nowa, ale nie chcę Was zwodzić przez kolejny miesiąc. Przepraszam za zwłokę i obiecuję poprawę. Nie mam nic na swoją obronę.
wtorek, 23 września 2014
Rozdział XXVI "Może będzie dobrze? "
Stałam przed lustrem dokonując ostatnich poprawek w moim
makijażu, kiedy poczułam dłonie oplatające mnie w tali.
-Świetnie wyglądasz - powiedział Justin i pocałował mnie w
skroń, co było tak urocze, że mały uśmiech mimowolnie wkradł się na moje usta.
Popatrzyłam w lustro i wewnętrznie westchnęłam. To może nieskromne, ale
cholera, wyglądaliśmy tak dobrze…
Wreszcie nadszedł TEN dzień. Miałam poznać znajomych Justina
i spędzić z nimi ostatni dzień roku. Byłam zdenerwowana, to oczywiste, bo co
jeśli mnie nie polubią i będę się czuła jak wyrzutek? Nasz układ nie obejmował
pokazywania się razem na jakiś imprezach, więc dlaczego to tak nagle się
zmieniło? Dlaczego Justin, tak nagle chciał, abym poznała jego znajomych? Nie
znałam odpowiedzi na te pytania i nawet nie miałam ochoty o tym teraz myśleć,
bo mogłaby rozboleć mnie głowa.
-Mam coś dla ciebie - usłyszałam, a chwilę potem miałam już
na szyi srebrny łańcuszek z zawieszką. Złapałam za podarunek i zaskoczona
odwróciłam się do Justina.
Chłopak uparł się, że kupi mi sukienkę na sylwestra, chociaż
stanowczo odmawiałam, a teraz to. Dlaczego on daje mi prezenty? Mówiłam mu, że
nie czuję się z tym komfortowo.
-Co to jest Justin? - zapytałam zdezorientowana i spojrzałam
na niego w odbiciu lustra. Jak zawsze prezentował się wspaniale. Jego niby
niedbały i ‘gangsterski’ styl bardzo mnie ruszał.
Chłopak popatrzył na mnie bez emocji i wzruszył ramionami. -
Jak to co? Łańcuszek - powiedział jak gdyby
nigdy nic i wtulił głowę w moją szyję. Zauważyłam, że lubił to robić,
kiedy tylko miał okazję to przylepiał się do mojej szyi, drażniąc swoim gorącym
oddechem moją skórę.
Po moich plecach przeszedł niekontrolowany dreszcz, ale nie
zwróciłam na niego uwagi i nie dałam się rozproszyć. Nie wtedy kiedy mieliśmy
coś sobie wyjaśnić.
-Wiem, że to łańcuszek, Jay - odpowiedziałam zirytowana. -
Pytam, dlaczego mi go dajesz?
Chłopak przewrócił oczami i odsunął się ode mnie.
-Cholera, Claire, daje ci go, bo chcę, okej? - oznajmił i
przeczesał swoje świeżo ułożone włosy w nerwowym geście. To był jeden z jego odruchów. W razie
zdenerwowania czochrał swoje włosy, przygryzał wargę, albo ewentualnie
wrzeszczał – wszystko zależało od sytuacji i jego wyjściowego humoru.
Teraz jednak nie interesował mnie jego humor i samopoczucie.
Wzięłam głęboki wdech starając się nie wybuchnąć.
-Nie jest 'okej', Justin. Mówiłam ci, że to nieodpowiednie.
Czuję się jak dziwka! - krzyknęłam i schowałam twarz w dłoniach. Hahaha jesteś
nią rzuciła zadowolona podświadomość, a ja nawet nie zaprotestowałam. Nie
mogłam okłamywać samej siebie, kiedy miałam rację.
-Nawet tak nie mów, Claire - warknął Justin, a ja podniosłam
na niego wzrok. Stał pod ścianą ze spojrzeniem wbitym w moją twarz. Zaczął się
denerwować, co nie było dobrą wróżbą, ale ja nie zamierzałam się poddawać.
Musieliśmy ustalić na jakich warunkach istnieje nasza relacja.
-Justin, mamy jakiś tam układ, który obejmuje seks, a ty
kupujesz mi cholerne prezenty. Czuję się jakbyś
mi za niego płacił! - ponownie podniosłam głos i poczułam jak łzy
kumulują się pod moimi powiekami, ale nie pozwoliłam im wypłynąć. Nie tym
razem. Musiałam być silna i wreszcie to wyjaśnić. Właśnie dziś – ostatniego dnia
roku.
Chłopak potarł dłonią czoło i westchnął.
-Claire, przepraszam. Kurwa, nie chciałem żebyś tak się
czuła - wyszeptał i podszedł do mnie. - Przecież wiesz, że jesteś dla mnie
ważna - oznajmił złamanym głosem, jakby to co przed chwilą powiedział sprawiło
mu trudność.
Moje serce zaczęło bić w nienaturalnym tempie. Czy on
naprawdę przed chwilą to powiedział?
-Jestem dla ciebie ważna? - zapytałam cicho, bojąc się, że
źle usłyszałam, albo, że to tylko sen i zaraz się obudzę.
Justin podniósł głowę i popatrzył na mnie badawczo. -
Myślałem, że to oczywiste - oznajmił i odwrócił mnie do siebie. Pokręciłam głową
niczego nie rozumiejąc.
-Co jest między nami, Justin? Dezorientujesz mnie! -
powiedziałam nieco głośniej niż zamierzałam.
Chłopak milczał, a ja wzięłam głęboki wdech. Między nami
zapanowała cisza i już myślałam, że na tym zakończymy naszą rozmowę.
- Chcę żeby było coś więcej - wypalił w końcu Justin,
zupełnie mnie zaskakując.
Nie wiedziałam co mam o tym myśleć, kiedy rzucił mi taką
podkręconą piłkę! Coś więcej? Kurwa!
-Ale mówiłeś... - plątałam się w słowach.
-Wiem co mówiłem, ale zmieniłem zdanie - przerwał mi i wziął
głęboki wdech- Chcę żeby między nami było coś więcej niż tylko seks - oznajmił
pewnym głosem.
-Co masz na myśli? - zapytałam głupio, ale musiałam wiedzieć
na czym stoję.
-Nie wiem, cholera - zaczął i pokręcił głową. - Chcę spędzać
z tobą czas, wychodzić na imprezy, do kina i cholera nie wiem gdzie, ale po
prostu chce mieć cię blisko! - krzyknął i zaczął chodzić w tę i z powrotem po
pokoju.
Zaskoczona otworzyłam usta i patrzyłam jak chłopak nerwowym
gestem przeczesuje włosy. Nie
spodziewałam się takiej szczerości z jego strony. Westchnęłam i spuściłam wzrok
na podłogę.
Przez chwilę między nami panowała cisza, którą w końcu
zdecydowałam się przerwać.
-Co się tak nagle zmieniło? - zapytałam szeptem i spojrzałam
na niego. Chłopak odwrócił się w moją stronę.
-Boże, Claire, nie pytaj mnie o takie rzeczy! Po prostu
czuję, że może być między nami coś więcej. Nie wiem co się zmieniło. Lubię cię,
mówiłem już - powiedział i popatrzył na mnie, czekając na jakąś reakcję.
Przygryzłam wargę i przymknęłam oczy, próbując jakoś to
ogarnąć. Jeszcze niedawno liczył się dla niego tylko seks, a teraz chce spędzać
ze mną każdą chwilę. Z jednej strony bardzo mi to pochlebiało, ale z drugiej
cały czas moja podświadomość szukała w tym jakiegoś podstępu, który miał mnie
jeszcze bardziej zranić.
-To jest popieprzone - wyszeptałam wreszcie chowając twarz w
dłoniach. Nie mogłam zrozumieć co do cholery się działo? Skąd ta nagła zmiana
zdania? W co on do cholery gra? To jakiś
chwyt marketingowy?
-Kochanie, proszę - zaczął Justin, a ja mimowolnie
parsknęłam śmiechem - te czułe słówka zupełnie do niego nie pasowały.
Chłopak niepewnie przytulił mnie do siebie, a ja schowałam
twarz w jego szyi. Tak, wreszcie czułam, że jestem na swoim miejscu, z nim.
- Chcę zacząć jeszcze raz. Jak normalna para - oznajmił
cicho i wziął moją twarz w swoje dłonie. - Oczywiście nie będzie łatwo.
Paparazzi nadal za mną łażą, szalone fanki pewnie będą cię hejtować i musisz to
zaakceptować jeśli chcesz żeby nasz związek wszedł na wyższy poziom - skończył
swoją przemowę dotykając dłonią mojej twarzy. - To zależy od ciebie.
Przymknęła m powieki czując jak bardzo jestem wyprana z energii.
Niby wreszcie stało się to o czym skrycie marzyłam, ale czy to nie jest tylko
złudna nadzieja, albo idealnie zaplanowane zagranie z jego strony? Normalna para,
to brzmiało śmiesznie. My nigdy nie moglibyśmy być normalną parą – więcej niż
połowę czasu, który spędzamy razem, kłócimy się, a drugą połowa zarezerwowana
jest na seks. Co w tym normalnego?
-Nie wiem czy to zadziała – powiedziałam szeptem okrutną
prawdę, czując jak robi mi się słabo. Chciałam być z nim, to oczywiste, ale czy
byłam na to gotowa? Czy on był gotowy dać mi związek, którego pragnę?
Justin popatrzył na mnie oskarżycielskim wzrokiem. – To
tobie od początku nie podobał się układ oparty na seksie, a teraz kiedy chce to
zmienić masz jakieś pretensje! – oznajmił podniesionym głosem robiąc kilka
kroków do tyłu.
-Justin, dobrze wiesz, że to nie tak. Proszę, zostawmy tę
rozmowę na jutro. Mieliśmy iść do twoich znajomych. – Próbowałam załagodzić
sytuację. Podeszłam do chłopaka i
położyłam rękę na jego ramieniu. Widziałam jak wiele go kosztuje próba
uspokojenia się i przystania na moje warunki. Bo czego jak czego, ale
kompromisu to Justin nienawidził.
-Dobra, chodźmy – w końcu oznajmił i złapał mnie za rękę,
czym zupełnie mnie zaskoczył. Ten niby zwyczajny gest, sprawił, że zapaliła się
we mnie iskierka nadziei. Może będzie dobrze?
___________________________________________________________________________
Głupio mi, że po tak długim czasie przychodzę z tak krótkim rozdziałem, ale jak widzicie jest on przełomowy. Chciałam opisać tu jeszcze scenę z sylwestra, ale stwierdziłam, że nie będę Was trzymać w niepewności. W weekend się za to wezmę. Nie wiem kiedy kolejny, to wszystko zależy od komentarzy. Wierzcie lub nie, ale one naprawdę motywują. Kiedy widzę, że poświęcacie te kilka sekund na napisanie kilku słów, łatwiej mi usiąść przed komputerem na te 3-4 godziny i napisać rozdział. Bardzo chętnie poczytam wasze propozycje co do kolejnych rozdziałów, muszę zapełnić lukę, którą mam! xD
Dziękuję za wejścia i komentarze. Kocham Was:)
środa, 27 sierpnia 2014
Rozdział XXV "Lubię na Ciebie patrzeć"
Przez dwa dni dosłownie mieszkałam u Justina.
Dwudziestego siódmego grudnia, chłopak zarządził, że muszę zabrać swoje rzeczy z mojego mieszkania i wprowadzić się do niego, bo jak twierdzi 'nie chce się ze mną rozstawać nawet na chwilę'. No cóż, to wyznanie sprawiło, że prawie zeszłam na zawał. Byłam strasznie zaskoczona, że moja obecność jest dla niego ważna.
Cholera, czy ten człowiek musi tak uzależniać? Z jednej strony wiem, że jest skończonym skurwielem i dla niego te czułe słówka i gesty, to tylko gra. Chce zasmakować 'życia w związku' czy cholera wie co, i dobrze wiem, że na własne życzenie mogę sobie spieprzyć życie, zgadzając się na te jego gierki. Z drugiej strony to takie cholernie niewiarygodne, że ktoś może być tak uroczy i kochany. Czuję się przy nim jak księżniczka i wpadam coraz głębiej w to chore i destrukcyjne uczucie.
Bo Justin Bieber i jego urok jest dla kobiet jak Mekka dla muzułmanów, Święty Graal dla chrześcijan czy Wedy dla hindusów. Jest po prostu bóstwem i facetem na którego czeka się całe życie. To on jest utożsamieniem bohatera literackiego z gorącego romansu. Jest drugą połówką jabłka.
Czy muszę dodawać, że jest również Bogiem Seksu? Tak, jakby jego inne nadzwyczajne umiejętności nie wystarczały...
Bo wiecie, zdarzają się faceci, którzy mimo swojego świetnego wyglądu nie pobudzają twoich zmysłów, oraz niekoniecznie przystojni, przy których twoje hormony wariują. On nie ma tego problemu.
Podsumowując, Justin Bieber ma cały pakiet.
Oczywiście jeśli ma dobry humor. A ja właśnie, spędzając z nim czas, na taki trafiłam.
-Myślałaś o tym skoku? - zapytał Justin podnosząc głowę z mojego brzucha i zwracając zaspany wzrok w moją stronę.
Właśnie urządziliśmy sobie maraton z serialami i całe popołudnie spędziliśmy wylegując się na kanapie w jego niezwykle luksusowym pokoju kinowym.
Odwróciłam uwagę od ogromnego telewizora i Ericka z Czystej krwi, który właśnie pojawił się na ekranie, aby na niego spojrzeć.
-Kiedy miałam o tym pomyśleć? - Podniosłam brwi do góry. - Jesteśmy cały czas razem. Nie mam nawet chwili na myślenie - rzuciłam i wplotłam swoje palce w jego włosy, które, cholera są takie miękkie bez tych wszystkich pianek i lakierów.
Justin zachichotał, a ja wewnętrznie westchnęłam, był taki uroczy... - Właśnie przyznałaś, że nie myślisz - parsknął, a ja wywróciłam oczami na jego infantylność. Czasem tak strasznie mnie irytował...
- O seks się zaczyna! - wykrzyknął zadowolony chłopak, ponownie wracając wzrokiem na ekran.
Pokręciłam głową z politowaniem. Ten osobnik ma 21
czy 11 lat?
Uśmiechnęłam się pod nosem i wróciłam do oglądania Erica, który z niezwykłą szybkością zadowalał stojącą do niego tyłem, jasnowłosą dziewczynę. Zrobiło mi się gorąco. Głupio mi się do tego przyznać, ale jedną z moich erotycznych fantazji był właśnie seks z wampirem, oczywiście nie dosłownie wampirem, ale w stylu wampira. Ta, nieważne...
Zęby wpijające się w szyję i właśnie ta szybkość, która obezwładnia. Samo myślenie o takim stosunku, wzbudzało we mnie dreszcze.
Poczułam jak ręce Justina zaczęły wędrować po moich żebrach. Przymknęłam oczy i poczułam jak oblewa mnie fala gorąca. To niesamowite jak działa na mnie, jego tak niewinny dotyk.
- Zaczerwieniłaś się - szepnął chłopak patrząc na mnie z rozbawieniem, a ja zagryzłam wargę. - Podnieca cię taki seks? - zapytał powoli, wskazując głową na ekran i unosząc się na łokciach, nad moim rozgrzanym ciałem. Zaczęłam ciężej oddychać. - Taki brutalny i zniewalający? - wychrypał tuż przy moim uchu.
Uniosłam głowę do góry by ułatwić mu dostęp do mojej szyi. - Chciałabyś czuć moje zęby na sobie, kiedy bez hamulców bym cię pieprzył? - zadał pytanie i wpił się stanowczo w moją delikatną skórę.
Stłumiłam jęk, bo cholera, to było tak przyjemne. Wygięłam delikatnie plecy, napierając moim biustem na jego umięśnioną, nieosłoniętą żadnym materiałem, klatkę.
- Chcesz tego, prawda? - zachichotał przy mojej szyi i podniósł głowę, by spojrzeć mi w oczy. - Grasz taką ułożoną, ale w rzeczywistości jesteś taką niegrzeczną dziewczynką - wyszeptał i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
Jęknęłam niezadowolona kiedy po sekundzie się ode mnie oderwał. - Chcesz tego, Claire? Chcesz żebym ostro cię pieprzył ? - zapytał z uśmiechem, który obiecywał grzeszne przyjemności, a ja skinęłam głową. - Chcesz tego? No, więc to powiedz - zarządził i ułożył swoje krocze na wprost swojego. Mogłam poczuć jaki jest podniecony.
- Justin - jęknęłam kiedy zaczął się o mnie ocierać. Bawił się mną, jak zwykle wykorzystując swoją oczywistą przewagę.
- Słucham, skarbie. Powiedz czego chcesz - zanucił i jeszcze mocnej do mnie przywarł. Zacisnęłam powieki czując słodkie pulsowanie.
- Proszę - zaskomlałam i wbiłam palce w jego nagie plecy. Poczułam kilka zadrapań, które zostawiłam podczas naszych wcześniejszych zbliżeń i uśmiechnęłam się w duchu. Oznaczyłam go i przez pare cennych dni był tylko mój. To świadomość napawała mnie przeogromnym szczęściem.
Przejechałam dłońmi po jego barkach, kiedy ponownie otarł się o mnie, wysyłając małe wyładowania elektryczne do wszystkich komórek mojego ciała.
-Justin, proszę - ponowiłam prośbę, wijąc się pod nim i przyciskając go swoimi dłońmi do własnego ciała.
- O co prosisz? - zaśmiał się i potarł swoim nosem o mój.
Wręcz perfidnie starał się wyprowadzić mnie z równowagi. Nęcił mnie, aby później zupełnie zniewolić. Wiedziałam, że moja nagroda będzie bardzo przyjemna, więc cicho powiedziałam to czego ode mnie wymagał - Pieprz mnie.
Chłopak zaśmiał się z zadowoleniem. - Już się robi, kochanie.
Justin podniósł się na łokciach i wstał z kanapy. Szybko złapał mnie za ręce i pociągnął do góry. Posłałam mu zdezorientowaną minę. - Chce cię związać - wyjaśnił z samozadowoleniem wypisanym na twarzy.
Przełknęłam ślinę i dałam się mu zaciągnąć do jego sypialni. W centrum stało królewskie łoże, zakryte czarną narzutą.
- Kładź się - usłyszałam i po chwili zawahania, wykonałam polecenie. Położyłam się na plecach i obserwowałam jak Justin szukał czegoś w szufladzie. Po chwili chyba znalazł to czego szukał, bo odwrócił się do mnie z zadowoloną miną.
- Ta dam! - Uśmiechną się i wyjął zza pleców kajdanki. Parsknęłam śmiechem na jego entuzjazm, chociaż w środku poczułam podniecenie. Lubiłam być od niego zależna, oczywiście w granicach rozsądku.
Z każdym kolejnym jego krokiem w moją stronę, robiłam się bardziej mokra. Ten facet potrafił rozpalić mnie samym lubieżnym spojrzeniem. Zacisnęłam biodra kiedy tylko jego kolana znalazły się na łóżku. Kierował się powoli w moją stronę, aby chwilę później usiąść na mnie okrakiem.
Justin bez słowa, ale nadal mając na ustach swój seksowny uśmieszek, złapał moją rękę i z precyzją przytwierdził ją kajdanką do ramy łóżka. Zrobił to samo z drugą, a ja czułam jak metal delikatnie wpija mi się w skórę.
Chłopak popatrzył na mnie z góry oblizując usta. - Nie masz pojęcia jak bardzo jesteś teraz seksowna.
Zagryzłam wargę, czując się niesamowicie dobrze ze świadomością, że jestem pociągająca dla kogoś tak doświadczonego jak Justin. Bądźmy szczerzy, liczba dziewczyn, która przewinęła się przez jego łóżko musi być ogromna.
Czułam jak jego dłonie wędrują w stronę mojej cienkiej koszulki i wczepiają się w jej krańce. - Kupię ci nową. - Puścił mi oczko i mocno pociągnął za materiał. Chwilę później moja klatka była całkiem odkryta dla jego wzroku, a ja otworzyłam usta w szoku.
- Mówiłem już, że uwielbiam twoje cycki? - zapytał jak gdyby nigdy nic i wziął w dłonie moje 'dziewczynki'. Westchnęłam zadowolona, kiedy zaczął je ugniatać. Och tak, to co ten facet robi ze swoimi rękami...
Z uśmiechem na twarzy, przeniósł się niżej.
Poczułam jak moje legginsy zostają ściągnięte z mojego ciała, razem z bielizną.
Leżałam pod nim naga i rozpalona, czekając na przyjemność, którą miał mi zafundować.
Chłopak popatrzył na mnie z przymkniętymi powiekami. - Lubię na ciebie patrzeć - powiedział, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. - Dość gadania. Ktoś tu zamawiał wampiryczny seks? - zapytał, a ja parsknęłam śmiechem. Justin przejechał językiem po górnych zębach i rzucił się w moją stronę. Pisnęłam kiedy wpił się w moją szyję.
Wiłam się pod nim, niezdolna do żadnego innego ruchu. Przeklinałam Justina i jego pomysł z wiązaniem.
Jego usta z mojej szyi kierowały się coraz niżej. Poczułam zęby wbijające się w skórę na mojej piersi i krzyknęłam zaskoczona. Justin zaczął chuchać na bolące miejsce co dało mi ulgę. Wiedziałam, że zostanie mi malinka.
Oznaczał mnie. Z jednego miejsca przenosił się w drugie. Ból mieszał się z przyjemnością, a ja mogłam tylko leżeć i jęczeć. Było mi tak dobrze.
Justin uniósł głowę i z zadowolonym uśmieszkiem zaczął się ze mnie podnosić.
Stanął przy rogu łóżka cały czas na mnie patrząc. Złapał za swoje dresowe spodnie i ściągnął je z siebie, ani na chwilę nie spuszczając ze mnie wzroku. Już sobie wyobrażałam jak muszę wyglądać. Dysząca i spragniona, oznaczona przez niego.
Chłopak wszedł na łóżko i jak drapieżnik, który czyha na swoją ofiarę zaczął się do mnie zbliżać. Widziałam jak bardzo był podniecony.
Nie czekając na nic delikatnie złapał mnie za kolana i rozszerzył moje nogi wchodząc we mnie z całej siły. Wygięłam się czując jego niespodziewany ruch. Zabolało, ale chwilę później zupełnie zapomniałam o bólu. Justin zaczął niestrudzenie pracować swoimi biodrami, kierując nas w stronę spełnienia. Jego usta weszły ponownie w kontakt z moją skórą, a ja odchyliłam głowę by ułatwić mu do siebie dostęp.
W pokoju było słychać odgłosy zderzających się ze sobą ciał i moich jęków. Chwała Bogu, że każde pomieszczenie w willi Justina było wyciszone. W innym wypadku zrobiłabym niesamowity koncert dla jego sąsiadów.
Wyczerpana leżałam na klatce Justina wsłuchując się w jego równy oddech. Kiedy tylko spektakularnie zakończyliśmy swój bieg ku spełnieniu, chłopak uwolnił mnie z kajdanek. Na nadgarstkach miałam siniaki, ale zupełnie się nimi nie przejęłam.
- Jestem cała w malinkach - wymruczałam, kiedy spojrzałam na swój dekolt. - Wyglądam jak ofiara wypadku - dodałam marszcząc nos.
Justin zaśmiał się pod nosem i jeszcze bardziej mnie do siebie przysunął. - Przynajmniej każdy będzie wiedział, że jesteś tylko moja - powiedział całując mnie w skroń. Poczułam motylki w moim brzuchu i uśmiechnęłam się, czując erupcję szczęścia.
Czy to oznacza, że on też coś do mnie czuje?
_____________________________________________________________
Na osłodę pierwszego września. Podziękujcie Beyonce, bo jej piosenki były dla mnie inspiracją :D
Przepraszam za zwłokę, ale tak po prostu wyszło. Mogą zdarzyć się błędy, bo nawet dokładnie go nie sprawdzałam. Scena +18 nie do końca jest taka jaką chciałam, ale nic więcej dziś bym nie wymyśliła.
Trzymam za Was kciuki w roku szkolnym i mam nadzieję, że te dziesięć miesięcy minie nam tak szybko jak wakacje ;)
Zaznaczam, że na kolejny rozdział będziecie musieli trochę poczekać. Mam rozszerzoną historię i wos, więc będę miała niezły zapierdol, ale postaram się Was nie zaniedbać.
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem i proszę o powtórkę! :D
*scena inspirowana (bardzo) opowiadaniem Million Dollar Baby
Dwudziestego siódmego grudnia, chłopak zarządził, że muszę zabrać swoje rzeczy z mojego mieszkania i wprowadzić się do niego, bo jak twierdzi 'nie chce się ze mną rozstawać nawet na chwilę'. No cóż, to wyznanie sprawiło, że prawie zeszłam na zawał. Byłam strasznie zaskoczona, że moja obecność jest dla niego ważna.
Cholera, czy ten człowiek musi tak uzależniać? Z jednej strony wiem, że jest skończonym skurwielem i dla niego te czułe słówka i gesty, to tylko gra. Chce zasmakować 'życia w związku' czy cholera wie co, i dobrze wiem, że na własne życzenie mogę sobie spieprzyć życie, zgadzając się na te jego gierki. Z drugiej strony to takie cholernie niewiarygodne, że ktoś może być tak uroczy i kochany. Czuję się przy nim jak księżniczka i wpadam coraz głębiej w to chore i destrukcyjne uczucie.
Bo Justin Bieber i jego urok jest dla kobiet jak Mekka dla muzułmanów, Święty Graal dla chrześcijan czy Wedy dla hindusów. Jest po prostu bóstwem i facetem na którego czeka się całe życie. To on jest utożsamieniem bohatera literackiego z gorącego romansu. Jest drugą połówką jabłka.
Czy muszę dodawać, że jest również Bogiem Seksu? Tak, jakby jego inne nadzwyczajne umiejętności nie wystarczały...
Bo wiecie, zdarzają się faceci, którzy mimo swojego świetnego wyglądu nie pobudzają twoich zmysłów, oraz niekoniecznie przystojni, przy których twoje hormony wariują. On nie ma tego problemu.
Podsumowując, Justin Bieber ma cały pakiet.
Oczywiście jeśli ma dobry humor. A ja właśnie, spędzając z nim czas, na taki trafiłam.
***
-Myślałaś o tym skoku? - zapytał Justin podnosząc głowę z mojego brzucha i zwracając zaspany wzrok w moją stronę.
Właśnie urządziliśmy sobie maraton z serialami i całe popołudnie spędziliśmy wylegując się na kanapie w jego niezwykle luksusowym pokoju kinowym.
Odwróciłam uwagę od ogromnego telewizora i Ericka z Czystej krwi, który właśnie pojawił się na ekranie, aby na niego spojrzeć.
-Kiedy miałam o tym pomyśleć? - Podniosłam brwi do góry. - Jesteśmy cały czas razem. Nie mam nawet chwili na myślenie - rzuciłam i wplotłam swoje palce w jego włosy, które, cholera są takie miękkie bez tych wszystkich pianek i lakierów.
Justin zachichotał, a ja wewnętrznie westchnęłam, był taki uroczy... - Właśnie przyznałaś, że nie myślisz - parsknął, a ja wywróciłam oczami na jego infantylność. Czasem tak strasznie mnie irytował...
- O seks się zaczyna! - wykrzyknął zadowolony chłopak, ponownie wracając wzrokiem na ekran.
Pokręciłam głową z politowaniem. Ten osobnik ma 21
czy 11 lat?
Uśmiechnęłam się pod nosem i wróciłam do oglądania Erica, który z niezwykłą szybkością zadowalał stojącą do niego tyłem, jasnowłosą dziewczynę. Zrobiło mi się gorąco. Głupio mi się do tego przyznać, ale jedną z moich erotycznych fantazji był właśnie seks z wampirem, oczywiście nie dosłownie wampirem, ale w stylu wampira. Ta, nieważne...
Zęby wpijające się w szyję i właśnie ta szybkość, która obezwładnia. Samo myślenie o takim stosunku, wzbudzało we mnie dreszcze.
Poczułam jak ręce Justina zaczęły wędrować po moich żebrach. Przymknęłam oczy i poczułam jak oblewa mnie fala gorąca. To niesamowite jak działa na mnie, jego tak niewinny dotyk.
- Zaczerwieniłaś się - szepnął chłopak patrząc na mnie z rozbawieniem, a ja zagryzłam wargę. - Podnieca cię taki seks? - zapytał powoli, wskazując głową na ekran i unosząc się na łokciach, nad moim rozgrzanym ciałem. Zaczęłam ciężej oddychać. - Taki brutalny i zniewalający? - wychrypał tuż przy moim uchu.
Uniosłam głowę do góry by ułatwić mu dostęp do mojej szyi. - Chciałabyś czuć moje zęby na sobie, kiedy bez hamulców bym cię pieprzył? - zadał pytanie i wpił się stanowczo w moją delikatną skórę.
Stłumiłam jęk, bo cholera, to było tak przyjemne. Wygięłam delikatnie plecy, napierając moim biustem na jego umięśnioną, nieosłoniętą żadnym materiałem, klatkę.
- Chcesz tego, prawda? - zachichotał przy mojej szyi i podniósł głowę, by spojrzeć mi w oczy. - Grasz taką ułożoną, ale w rzeczywistości jesteś taką niegrzeczną dziewczynką - wyszeptał i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
Jęknęłam niezadowolona kiedy po sekundzie się ode mnie oderwał. - Chcesz tego, Claire? Chcesz żebym ostro cię pieprzył ? - zapytał z uśmiechem, który obiecywał grzeszne przyjemności, a ja skinęłam głową. - Chcesz tego? No, więc to powiedz - zarządził i ułożył swoje krocze na wprost swojego. Mogłam poczuć jaki jest podniecony.
- Justin - jęknęłam kiedy zaczął się o mnie ocierać. Bawił się mną, jak zwykle wykorzystując swoją oczywistą przewagę.
- Słucham, skarbie. Powiedz czego chcesz - zanucił i jeszcze mocnej do mnie przywarł. Zacisnęłam powieki czując słodkie pulsowanie.
- Proszę - zaskomlałam i wbiłam palce w jego nagie plecy. Poczułam kilka zadrapań, które zostawiłam podczas naszych wcześniejszych zbliżeń i uśmiechnęłam się w duchu. Oznaczyłam go i przez pare cennych dni był tylko mój. To świadomość napawała mnie przeogromnym szczęściem.
Przejechałam dłońmi po jego barkach, kiedy ponownie otarł się o mnie, wysyłając małe wyładowania elektryczne do wszystkich komórek mojego ciała.
-Justin, proszę - ponowiłam prośbę, wijąc się pod nim i przyciskając go swoimi dłońmi do własnego ciała.
- O co prosisz? - zaśmiał się i potarł swoim nosem o mój.
Wręcz perfidnie starał się wyprowadzić mnie z równowagi. Nęcił mnie, aby później zupełnie zniewolić. Wiedziałam, że moja nagroda będzie bardzo przyjemna, więc cicho powiedziałam to czego ode mnie wymagał - Pieprz mnie.
Chłopak zaśmiał się z zadowoleniem. - Już się robi, kochanie.
Justin podniósł się na łokciach i wstał z kanapy. Szybko złapał mnie za ręce i pociągnął do góry. Posłałam mu zdezorientowaną minę. - Chce cię związać - wyjaśnił z samozadowoleniem wypisanym na twarzy.
Przełknęłam ślinę i dałam się mu zaciągnąć do jego sypialni. W centrum stało królewskie łoże, zakryte czarną narzutą.
- Kładź się - usłyszałam i po chwili zawahania, wykonałam polecenie. Położyłam się na plecach i obserwowałam jak Justin szukał czegoś w szufladzie. Po chwili chyba znalazł to czego szukał, bo odwrócił się do mnie z zadowoloną miną.
- Ta dam! - Uśmiechną się i wyjął zza pleców kajdanki. Parsknęłam śmiechem na jego entuzjazm, chociaż w środku poczułam podniecenie. Lubiłam być od niego zależna, oczywiście w granicach rozsądku.
Z każdym kolejnym jego krokiem w moją stronę, robiłam się bardziej mokra. Ten facet potrafił rozpalić mnie samym lubieżnym spojrzeniem. Zacisnęłam biodra kiedy tylko jego kolana znalazły się na łóżku. Kierował się powoli w moją stronę, aby chwilę później usiąść na mnie okrakiem.
Justin bez słowa, ale nadal mając na ustach swój seksowny uśmieszek, złapał moją rękę i z precyzją przytwierdził ją kajdanką do ramy łóżka. Zrobił to samo z drugą, a ja czułam jak metal delikatnie wpija mi się w skórę.
Chłopak popatrzył na mnie z góry oblizując usta. - Nie masz pojęcia jak bardzo jesteś teraz seksowna.
Zagryzłam wargę, czując się niesamowicie dobrze ze świadomością, że jestem pociągająca dla kogoś tak doświadczonego jak Justin. Bądźmy szczerzy, liczba dziewczyn, która przewinęła się przez jego łóżko musi być ogromna.
Czułam jak jego dłonie wędrują w stronę mojej cienkiej koszulki i wczepiają się w jej krańce. - Kupię ci nową. - Puścił mi oczko i mocno pociągnął za materiał. Chwilę później moja klatka była całkiem odkryta dla jego wzroku, a ja otworzyłam usta w szoku.
- Mówiłem już, że uwielbiam twoje cycki? - zapytał jak gdyby nigdy nic i wziął w dłonie moje 'dziewczynki'. Westchnęłam zadowolona, kiedy zaczął je ugniatać. Och tak, to co ten facet robi ze swoimi rękami...
Z uśmiechem na twarzy, przeniósł się niżej.
Poczułam jak moje legginsy zostają ściągnięte z mojego ciała, razem z bielizną.
Leżałam pod nim naga i rozpalona, czekając na przyjemność, którą miał mi zafundować.
Chłopak popatrzył na mnie z przymkniętymi powiekami. - Lubię na ciebie patrzeć - powiedział, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. - Dość gadania. Ktoś tu zamawiał wampiryczny seks? - zapytał, a ja parsknęłam śmiechem. Justin przejechał językiem po górnych zębach i rzucił się w moją stronę. Pisnęłam kiedy wpił się w moją szyję.
Wiłam się pod nim, niezdolna do żadnego innego ruchu. Przeklinałam Justina i jego pomysł z wiązaniem.
Jego usta z mojej szyi kierowały się coraz niżej. Poczułam zęby wbijające się w skórę na mojej piersi i krzyknęłam zaskoczona. Justin zaczął chuchać na bolące miejsce co dało mi ulgę. Wiedziałam, że zostanie mi malinka.
Oznaczał mnie. Z jednego miejsca przenosił się w drugie. Ból mieszał się z przyjemnością, a ja mogłam tylko leżeć i jęczeć. Było mi tak dobrze.
Justin uniósł głowę i z zadowolonym uśmieszkiem zaczął się ze mnie podnosić.
Stanął przy rogu łóżka cały czas na mnie patrząc. Złapał za swoje dresowe spodnie i ściągnął je z siebie, ani na chwilę nie spuszczając ze mnie wzroku. Już sobie wyobrażałam jak muszę wyglądać. Dysząca i spragniona, oznaczona przez niego.
Chłopak wszedł na łóżko i jak drapieżnik, który czyha na swoją ofiarę zaczął się do mnie zbliżać. Widziałam jak bardzo był podniecony.
Nie czekając na nic delikatnie złapał mnie za kolana i rozszerzył moje nogi wchodząc we mnie z całej siły. Wygięłam się czując jego niespodziewany ruch. Zabolało, ale chwilę później zupełnie zapomniałam o bólu. Justin zaczął niestrudzenie pracować swoimi biodrami, kierując nas w stronę spełnienia. Jego usta weszły ponownie w kontakt z moją skórą, a ja odchyliłam głowę by ułatwić mu do siebie dostęp.
W pokoju było słychać odgłosy zderzających się ze sobą ciał i moich jęków. Chwała Bogu, że każde pomieszczenie w willi Justina było wyciszone. W innym wypadku zrobiłabym niesamowity koncert dla jego sąsiadów.
***
Wyczerpana leżałam na klatce Justina wsłuchując się w jego równy oddech. Kiedy tylko spektakularnie zakończyliśmy swój bieg ku spełnieniu, chłopak uwolnił mnie z kajdanek. Na nadgarstkach miałam siniaki, ale zupełnie się nimi nie przejęłam.
- Jestem cała w malinkach - wymruczałam, kiedy spojrzałam na swój dekolt. - Wyglądam jak ofiara wypadku - dodałam marszcząc nos.
Justin zaśmiał się pod nosem i jeszcze bardziej mnie do siebie przysunął. - Przynajmniej każdy będzie wiedział, że jesteś tylko moja - powiedział całując mnie w skroń. Poczułam motylki w moim brzuchu i uśmiechnęłam się, czując erupcję szczęścia.
Czy to oznacza, że on też coś do mnie czuje?
_____________________________________________________________
Na osłodę pierwszego września. Podziękujcie Beyonce, bo jej piosenki były dla mnie inspiracją :D
Przepraszam za zwłokę, ale tak po prostu wyszło. Mogą zdarzyć się błędy, bo nawet dokładnie go nie sprawdzałam. Scena +18 nie do końca jest taka jaką chciałam, ale nic więcej dziś bym nie wymyśliła.
Trzymam za Was kciuki w roku szkolnym i mam nadzieję, że te dziesięć miesięcy minie nam tak szybko jak wakacje ;)
Zaznaczam, że na kolejny rozdział będziecie musieli trochę poczekać. Mam rozszerzoną historię i wos, więc będę miała niezły zapierdol, ale postaram się Was nie zaniedbać.
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem i proszę o powtórkę! :D
*scena inspirowana (bardzo) opowiadaniem Million Dollar Baby
niedziela, 17 sierpnia 2014
Rozdział XXIV "Skoczymy razem"
Świąteczny okres minął mi zaskakująco szybko i zanim
się obejrzałam już wracałam z deszczowego Seattle do słonecznego Miasta
Aniołów. Zmiana klimatu była trochę szokująca, pierwszy raz miałam spędzić
koniec roku ze słoneczną pogodą, ale nie narzekałam. Byłam naładowana pozytywną
energią i nie mogłam doczekać się spędzenia Sylwestra z Justinem, który
codziennie zalewał mnie falą najróżniejszych fotografii. A to zrobił zdjęcie
swojego świątecznego posiłku (który jadł tylko w towarzystwie swojego kota), a
to wysłał mi swoje selfie w stroju Mikołaja, tysiąc pięćset zdjęć swojej gołej
klaty oraz oczywiście Jerry’ego uwięzionego w materiałowym więzieniu.
Kiedy tylko zobaczyłam to intymne ujęcie jego
nierozłącznego przyjaciela, natychmiast wybuchłam śmiechem, co było odrobinę
nie na miejscu, ponieważ właśnie jadłam obiad z mamą oraz jej wspólniczką.
Wytłumacz dwóm wpatrującym się w ciebie, jak w nadprzyrodzone zjawisko,
kobietom, że twój chłopak-nie chłopak, właśnie wysłał ci zdjęcie swojego
napęczniałego fiutka i podpisał 'Jerry tęskni'. Trudne zadanie. Nawciskałam im,
że Archie wstawił zdjęcie z dzieciństwa na którym wyszedł jak lemur. Uwierzyły.
Z jednej strony byłam szczęśliwa, że Justin zwraca
na mnie uwagę. Niesamowicie mi pochlebiało, to że nie zapominał o mnie.
Codziennie wysyłał mi jakieś urocze wiadomości, albo fotorelacje ze swojego
dnia. To było miłe, tak jakby mu na mnie zależało, jakbym była kimś znaczącym.
Z drugiej strony nie byłam pewna czy jestem jedynym
odbiorcą jego zainteresowania. Przecież Justin mógł mieć jeszcze kogoś z kim
miał podobne relacjach, co ze mną. Niezobowiązujący seks. Ta myśl była dla mnie
tak destrukcyjna, że nawet nie miałam ochoty o niej myśleć.
Poza tym było mi go szkoda. Spędzał święta sam. Jego
przyjaciele wrócili do rodzinnych domów, zupełnie go olewając. A jego rodzina?
Z tego co udało mi się od niego wyciągnąć, wiedziałam, że pokłócił się z matką,
o jej nowego faceta, a ojca nie było w Stanach. Wyjechał na wycieczkę do
Europy. Jedynym kompanem jego doli był jego uroczy kociak, którego już zdążyłam
pokochać. Był tak strasznie uroczy. Niemal jak sam właściciel...
Justin niby nie narzekał na samotne święta, tylko na
to, że mu się nudzi, ale mogłam sobie wyobrazić, że nie czuje się z tym dobrze.
Namawiał mnie do wcześniejszego powrotu, a ja oczywiście nie mogłam mu odmówić.
Dlatego też, skróciłam o jeden dzień mój pobyt w
Seattle i zaprosiłam go do siebie.
***
-Tak mamo, jestem już na miejscu. Nie musisz się
martwić - powiedziałam z westchnieniem, kiedy tylko przekroczyłam próg swojego
mieszkania.
Moja matka wymusiła na mnie obietnicę, abym gdy
tylko dostanę się do domu zadzwoniła do niej i potwierdziła, że wszystko jest w
porządku. Zaskakujące jak bardzo zbliżyłyśmy się do siebie przez te kilka dni.
Mama specjalnie zostawiła wszystko na głowie swojej wspólniczki Arabell, by móc
spędzić ze mną trochę czasu w święta. Jednym z powodów jej zainteresowania moim
życiem była oczywiście chęć ‘przebicia’ mojego ojca, który zaprosił mnie do
siebie i przy kolacji oznajmił, że musimy wyjechać gdzieś wspólnie na wakacje.
Nawet zamówił już jacht i załatwił sobie zastępstwo w firmie. Odmowa nie
wchodziła w grę. Tato, tłumaczył, że chce lepiej poznać swoją jedyną córkę i
naprawić nasze relacje. Razem z jego nową partnerką Marią byłyśmy nieco
zdziwione jego entuzjazmem, ale nie skomentowałyśmy tego.
Gdy tylko moja mama dowiedziała się o tej rewelacji,
natychmiast wzięła urlop i starała się sprawić, aby tytuł ‘Rodzica Roku’
przypadł do niej. Zabierała mnie na zakupy do SPA i obiecała, że wygospodaruje
tydzień w wakacje, abyśmy mogły wylecieć razem do Europy. Rywalizacja, o uwagę
dziecka, to takie typowe.
Oczywiście zgodziłam się na to, bo nie chciałam robić jej przykrości, poza tym,
kto nie lubi być rozpieszczany?
***
- Claire, mała zmiana planów. – Usłyszałam, gdy
tylko odebrałam przychodzące połączenie od Justina. Zdezorientowana
zmarszczyłam brwi. Mieliśmy się spotkać za półtorej godziny u mnie.
- Cześć, Justin. Miło, że pytasz. U mnie w porządku,
a jak u ciebie? – rzuciłam sarkastycznie na co chłopak tylko prychnął.
- Nie mam czasu na takie pierdoły – oznajmił, na co
przewróciłam oczami. – Nie przyjadę do ciebie – powiedział.
- Uff to dobrze – odpowiedziałam ironicznie, chociaż
zrobiło mi się trochę przykro. Ja dla niego wracam wcześniej, a on ma mnie w
dupie. Typowy Justin.
-HA HA – usłyszałam. – Claire, ja nie przyjadę do
ciebie, ale za to ty przyjedziesz do mnie! – Wyczułam w jego głosie
samozadowolenie.
Przez chwilę nic nie mówiłam. On mnie zaprasza do
siebie? Yay! Cóż za ogromne wyróżnienie.
-Dlaczego? – zapytałam niepewnie. Zupełnie nie
nadążałam za tym człowiekiem i zmiennością jego decyzji.
Chłopak teatralnie westchnął. – Bo po prostu plany
się zmieniły. Poza tym nigdy u mnie nie byłaś, a ja byłem u ciebie…- zaczął się
jąkać, a ja parsknęłam śmiechem.
-Dobra, dobra. Podaj mi adres – zarządziłam z
uśmiechem.
***
-Cholera, może też zostanę gwiazdą pop, to całkiem
opłacalne – rzuciłam, kiedy tylko Justin otworzył mi drzwi do swojej wypasionej
willi.
Chłopak zaśmiał się pod nosem i teatralnym gestem
zaprosił mnie do środka. – Jeszcze nie widziałaś najlepszego – oznajmił.
-Pokoju zabaw? – poruszyłam zabawnie brwiami,
nawiązując do bestseleru pani James.
Justin tylko pokręcił głową rozbawiony. – I kto tu
jest niewyżyty seksualnie, ja czy ty? – zapytał z irytującym uśmieszkiem.
Popatrzyłam na niego bez emocji. – Skąd wiedziałeś o
jakim pokoju zabaw mówię? Czyżbyś był fanem literatury erotycznej?
Usłyszałam jego głośny śmiech i kąciki moich warg
automatycznie wygięły się ku górze. – Zaraz przełożę cię przez kolano, Claire –
zażartował, a ja pacnęłam go w ramię chichocząc.
-Już raz to zrobiłeś – przypomniałam mu rozbawiona.
– Nie dziękuję, nie chcę więcej.
-Jak to było? Klapsy za karę, bolą bardziej niż te
zmysłowe? – zapytał unosząc brwi.
-Nie wiedziałam, że taki z ciebie Greyomaniak,
Justin. To coś nowego. Justin Bieber lubi literaturę dla gospodyń domowych –
oznajmiłam z bezczelnym uśmiechem.
Chłopak popatrzył na mnie bez emocji i uraczył
klapsem w tyłek, na co zrobiłam krok do przodu. – Ał, to bolało – krzyknęłam
patrząc na niego groźnie i pocierając obolałe miejsce.
- Bo miało – rzucił i ruszył w kierunku jakiegoś
pokoju.
Nie chciałam się zgubić, więc automatycznie ruszyłam
za nim.
Justin zaprowadził mnie do swojego salonu, jak
mniemam. W rogu stała duża choinka, pod którą leżał samotny prezent, obłożony
czerwonym papierem. Chłopak wskazał mi kanapę na której usiadłam, a sam
podniósł pudełko, a następnie zajął miejsce obok mnie. Tak, to jest prezentowy
moment, którego tak bardzo się obawiałam.
-To dla ciebie – powiedział Justin i wyciągnął w
moją stronę rękę.
-Poczekaj – rzuciłam szybko i sięgnęłam do mojej
torebki, próbując zlokalizować mój podarunek. Gdy tylko mi się to udało podałam
mu fioletowe pudełko i zagryzłam wargę. Nie wiedziałam czy będzie się mu
podobać.
Chłopak podał mi prezent i puścił oczko. – Ty
pierwszy – zarządziłam i wstrzymałam oddech kiedy Justin powoli odwijał papier.
W środku była książka ‘Sekrety 50 Twarzy Greya dla
Prawdziwego Faceta’ taki mój mały żarcik. Chłopak popatrzył na mnie z
dezaprobatą i prychnął pod nosem, ale widziałam iskierki rozbawienia w jego
oczach. To jednak nie było wszystko. Pod książką, znajdowało się pudełko zawierające jeden z
najtrudniejszych do zdobycia miniaturowy model samochodu. Był wyjątkowy,
ponieważ konstruktor zadbał o każdy, nawet najmniejszy detal. Sama nie znałam
się na autach i pewnie nie wpadłabym na to by kupić go Justinowi, ale
powiedział w jednym z wywiadów, że kolekcjonuje modele samochodów. Byłam pewna,
że tego jeszcze nie ma w swojej kolekcji, gdyż każdy z nich miał przypisanego
właściciela i numer seryjny. A tak się składa, że mój tata miał znajomego,
który zajmuje się sprzedawaniem takich małych cudeniek.
- O kurwa – powiedział chłopak, kiedy tylko
uświadomił sobie co to jest i popatrzył na mnie zaszokowany. – Gdzie ty go
znalazłaś? – zapytał, a oczy świeciły mu, jak dziecku w sklepie ze słodyczami.
Parsknęłam śmiechem, rozbawiona jego entuzjazmem. –
Ma się te znajomości – rzuciłam i strzepnęłam niewidzialny pyłek z ramienia.
Justin pokręcił głową, z uśmiechem na ustach. – Jest
idealny. Skąd wiedziałaś, że kolekcjonuję modele?
-Wspominałeś o tym, w jednym z wywiadów –
odpowiedziałam, zgodnie z prawdą.
Chłopak poruszył brwiami. – Jesteś ukrytą
belieberką? – zapytał z pewnym siebie uśmiechem, a ja pokręciłam głową.
- Znam twoje dwie piosenki, więc nie, nie jestem –
oznajmiłam i pokazałam mu język.
Justin wzruszył ramionami i ponownie zaczął oglądać
swój nowy, kolekcjonerski nabytek.
Kamień spadł mi z serca, już się bałam, że prezent
może się mu nie spodobać.
-Otwórz swój – rzucił Justin i uśmiechnął się
wskazując na czerwoną paczkę leżącą na moich kolanach.
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam otwierać pudełko.
Co ten człowiek, znów wymyślił?
- Ojej – udało mi się wykrztusić kiedy zobaczyłam co
jest w środku. Srebrna bransoletka z kilkoma zawieszkami. Parsknęłam śmiechem
kiedy zobaczyłam, że jedną z nich są maleńkie naleśniki i popatrzyłam na
Justina.
-No co? – zapytał zdziwiony. – Robisz najlepsze
naleśniki – oznajmił, a ja poczułam rozchodzące się po moim wnętrzu ciepło. –
Zobacz dalej.
Zaintrygowana jego poleceniem rzuciłam okiem w
stronę pudełka i rzeczywiście, było coś jeszcze. Jakaś koperta.
- Co to? – Popatrzyłam na Justina z pytaniem w
oczach i wzięłam papier do ręki.
Chłopak uśmiechnął się tajemniczo. – Otwórz i sama
sprawdź.
Nie zwlekając rozdarłam kopertę. W środku zobaczyłam
bilet na skok ze spadochronem. Z otwartymi ustami popatrzyłam na roześmianą
twarz Justina.
-Skoczymy razem – powiedział niemożliwie z siebie
zadowolony, a ja ponownie zwróciłam wzrok na bilet. Byłam przerażona!
-Justin, ale ja się boję! – wykrzyknęłam.
Chłopak wzruszył ramionami. – No i co? Przecież
będziesz ze mną.
Parsknęłam śmiechem. Gdyby to było takie proste.
Przez chwilę między nami panowała cisza.
-No weź Claire, chociaż się nad tym zastanów –
usłyszałam nagle.
Poczułam jak chłopak zbliżył się do mnie i przełożył
moje włosy na jedną stronę. Przymknęłam powieki, gdy zaczął składać delikatne
pocałunki na moim odkrytym ramieniu.
-Pomyśl o tym – wyszeptał i zbliżył usta do mojej
szyi.
Pokiwałam delikatnie głową.
-Tak sobie myślę, nawet się dzisiaj porządnie nie
przywitaliśmy – stwierdził chłopak i złapał za mój podbródek, kierując go w
swoją stronę.
Musnął moje usta i zjechał swoimi rękami na moje
biodra. – Tęskniłem za tobą – powiedział przesuwając swoje wargi na mój
policzek i delikatnie sadzając mnie na swoich kolanach.
Przeniosłam dłonie na jego twarz i spojrzałam mu w
oczy. – Jak mógłbyś nie tęsknić? Przecież jestem taka cudowna – odpowiedziałam z
rozbawieniem. Chłopak parsknął śmiechem i przyciągnął mnie do pocałunku.
A później się witaliśmy. Długo i namiętnie.
____________________________________________________________________________
Yeeeeah udało mi się skończyć rozdział! Miał być wcześniej, ale wiecie jak to jest - w wakacje człowiek jest mniej zorganizowany niż w roku szkolnym. Co do następnego to nie wiem kiedy się pojawi, ale mam już na niego pewien pomysł. Chcecie scenę +18 czy nie? To zależy od Was.
Jeśli macie jakieś pytania to piszcie ask i twitter jest do Waszej dyspozycji :)
Prosiłabym, aby każdy kto czyta ten rozdział skomentował go. Chociażby słowem 'czytam' - chce wiedzieć ile Was jest, bo opowiadanie jest już praktycznie w końcowym etapie.
Pracuję nad nowym projektem, ale do jego publikacji jeszcze daleko. Może niedługo zdradzę Wam fabułę? ;)
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze i wyświetlenia - to naprawdę budujące :)
Wygraliśmy w konkursie na blog miesiąca na http://spisfanfiction.blogspot.com/ !!!
Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!! <3
PS. Panno sekjut. z bloga http://love-is-hard-baby.blogspot.com/ , kiedy będzie rozdział?! Ja tu usycham! :D
niedziela, 3 sierpnia 2014
Rozdział XXIII "Co dać człowiekowi, który ma wszystko?"
- Myślałaś, że się kurwa nie dowiem?! – krzyknął
Justin, a ja podskoczyłam, nieprzygotowana na atak z jego strony. – Co to jest za kutas?!
Przymknęłam oczy i z jękiem rzuciłam się na łóżko.
Znowu mnie kontroluje i bezpodstawnie oskarża. W co ja się wplątałam?
-Gdybym nie była zmęczona zaczęłabym się śmiać – powiedziałam zrezygnowana i opadłam na poduszki.Zachowanie Justina dawno przekroczyło granicę ‘kumpli do pieprzenia’. Jego wieczne wyrzuty zaczynały mnie irytować. Niby jest zazdrosny, ale nie wiem czy to z powodu tego, że zależy mu na mnie, czy po prostu nie lubi się dzielić i znając moje szczęście odpowiedź numer dwa jest bliższa prawdzie.
-Claire, daje słowo, że za chwilę wsiądę w samolot i znajdę cię w tym pieprzonym Seattle, jeśli nie powiesz mi co to za frajer na tym zdjęciu? – usłyszałam.
Był zły, ale to żadna nowość. Lata obcowania w półświatku showbiznesu, mogły nadszarpnąć jego psychikę.
Ziewnęłam i podrapałam się po głowie próbując wymyślić najprostsze wyjście z sytuacji. Mogłabym po prostu powiedzieć mu prawdę, ale znając jego charakter mógł mi nie uwierzyć i zrobić coś głupszego niż zazwyczaj.
-Wejdź w osoby, które obserwuje na insta i znajdź Archera – w końcu powiedziałam i przymknęłam powieki, rozkoszując się chwilową ciszą.
-Po co? – zapytał zdezorientowany, a ja głęboko westchnęłam.
-Po prostu to zrób, Justin. A teraz, przepraszam, ale idę spać – oznajmiłam i rozłączyłam się.
Położyłam telefon na szafce nocnej, a następnie wygodnie ułożyłam na poduszce.
Pięć minut później, kiedy byłam już w półśnie, usłyszałam wibrację. Z jękiem podniosłam telefon i
odebrałam wiadomość od Justina.
Przepraszam ;(
Wybaczysz mi?
(załącznik)
Uśmiechnęłam się pod nosem i ponownie rzuciłam na poduszki. Problem rozwiązany.
***
-No pomóż mi do cholery – powiedziałam maksymalnie zirytowana.
Od dwóch godzin chodziliśmy po galerii próbując znaleźć jakiś prezent dla Justina. Zdradziłam Archerowi, że mój kumpel jest obrzydliwie bogaty, więc prezent nie może być banalny.
-Może po prostu wskocz w jakąś seksowną bieliznę, owiń się kokardką i pozwól mu decydować – rzucił spokojnie Archer przeglądając jakieś idiotyczne koszulki. Na jego słowa przewróciłam oczami i prychnęłam<i>. O tak, jemu to by się spodobało.</i>
- Archer, to nie może być nic banalnego, mówiłam ci już. – Wzięłam głęboki wdech i próbowałam coś wymyślić, ale nic nie przychodziło mi do głowy. <i>Co dać człowiekowi, który ma wszystko? </i>Pokręciłam głową, zupełnie zrezygnowana. Nagle pomysł Archiego przestał być taki głupi.
- Nie możesz kupić mu czegoś, nie wiem, zabawnego? – zapytał w końcu Archer i podrapał się po głowie. – Ile w ogóle ten koleś ma lat?
- Dwadzieścia dwa - powiedziałam, nie do końca pewna swojej odpowiedzi.
Archer przewrócił oczami. – Kumple od pieprzenia – wymamrotał pod nosem i zaczął przyglądać się
jedwabnemu sweterkowi, który prawdopodobnie przypadł mu do gustu, bo jego oczy przybrały radosny wyraz.
- Ten zabawny prezent to może być całkiem niezły pomysł – wymamrotałam i mimochodem przygryzłam wargę. – Justin , jest jak duży dzieciak, więc jakaś głupota może się mu spodobać – oznajmiłam.
-A więc ma na imię Justin, tak? – Archer spojrzał na mnie unosząc brwi, a ja mentalnie uderzyłam się w twarz. Pokiwałam głową i poprawiłam włosy.
-Chodź, kupię sobie to cudo i wejdziemy obok – zarządził chłopak i nie czekając na mnie popędził do
kasy z zielonym sweterkiem na ramieniu. Pokręciłam tylko głową i udałam się do wyjścia.
***
-Naprawdę myślisz, że kupiłabym mu coś takiego? - zapytałam rozbawiona.
Archer trzymał w rękach zielone...kąpielówko-szelki? - Co to w ogóle jest? - zaśmiałam się kiedy Archer pokazał mi tył tego cudeńka i poruszył zabawnie brwiami. - O Boże, czy to stringi?
Popatrzyliśmy na siebie z Archerem i wybuchneliśmy śmiechem.
- Dobra, to chyba przesada - powiedział chłopak i odłożył ten dziwny gadżet, nadal trzęsąc się ze śmiechu. W mojej głowie pojawiła się wizja Justina w tym uroczym wdzianku przez co ponownie zaczęłam się śmiać. Archer popatrzył na mnie z uśmiechem.
- Dobra Claire, idziemy stąd. Znajdziemy coś w internecie - rzucił i złapał mnie za rękę.
- Archie, ale ja nawet nie mam pomysłu. - Pokręciłam głową i ruszyłam za nim. - Mamy mało czasu, a ja jestem w ciemnej dupie.
- Zostaw to mnie mała. Archer, król zakupów coś znajdzie dla twojego kochanka - usłyszałam od mojego przyjaciela.
Popatrzyłam na niego morderczym wzrokiem. - Zamknij się - rzuciłam, a on parsknął śmiechem.
- Claire ma kochanka - naśmiewał się ze mnie, a ja zmroziłam go spojrzeniem. - No co, może nie mówię prawdy? - zapytał z irytującym uśmieszkiem na ustach. Uderzyłam go w ramię i ruszyłam przed siebie.
- Zaczekaj kochanie - powiedział rozbawiony Archer i zrównał ze mną tempo.
Przewróciłam oczami i razem udaliśmy się do domu mojej matki.
***
- Tak, mamo - odpowiedziałam znudzona na pytanie o treści "Masz jakiś kontakt ze swoim ojcem" i obserwowałam jak mama chodzi w dwunastocentymetrowych szpilkach po kuchni. "Robiła" kolację, co w jej świecie znaczyło, że wykładała kupione wcześniej jedzenie na talerz. Przewróciłam oczami na jej lenistwo. To nie tak, że nie umie gotować. Po prostu uważa się za zbyt ważną, by wykonywać tak przyziemną czynność jak gotowanie.
- Masz dla niego jakiś prezent? - zapytała pozornie niezainteresowana, ale wiedziałam, że umiera z ciekawości. Była zazdrosna. Chciała wiedzieć czy prezent , który dostanie ojciec jest bardziej wartościowy niż jej.
- Ponownie tak, mamo - powiedziałam i ziewnęłam, czekając na posiłek.
Kobieta posłała mi ponaglające spojrzenie, a ja westchnęłam. - Tato dostanie złoty zegarek. Wiesz jak uwielbia zegarki - oznajmiłam i zajęłam się jedzeniem mojego posiłku.
Mama usiadła przede mną, chyba zadowolona z odpowiedzi. Zegarek był wygodną i całkiem bezpieczną alternatywą. Tato ma w swojej kolekcji całe mnóstwo Rolexów i innych drogocennych świecidełek, ale lubi dostawać nowe. Jest zupełnym materialistą.
Natomiast moja mama sprawia tylko wrażenie osoby dla której liczą się tylko pieniądze. W rzeczywistości jest kochaną i wrażliwą kobietą, która była beznadziejnie zakochana i straciła wiarę w miłość.
Całe życie modliłam się, aby nie być w takiej samej sytuacji jak ona i popatrzcie na mnie. Facet, którego kocham chce mnie tylko pieprzyć. Nic dla niego nie znaczę. Przypadek? Nie sądzę.
- Justin, nie wiem kiedy przylecę - powiedziałam do monitora i zrobiłam smutną minkę.
Od dwóch godzin rozmawiam z Justinem na skypie. Najpierw zachciało mu się jakiś sex-telefonów (co nie powiem, było przyjemne), a później tak się napalił, że kazał mi wracać. Próbowałam tłumaczyć mu, że są święta i to czas spędzania czasu z rodziną, ale on oczywiście nie chciał przyjąć tego do wiadomości.
- Claire, kochanie, nie siedź tam tak długo. Przyjedź w pierwszy dzień świąt - prosił. Westchnęłam.
Ponownie zachowywał się jak dziecko.
- Przyjadę zaraz po świętach - oznajmiłam pewnym głosem, a on przeklną pod nosem. Parsknęłam śmiechem, patrząc na jego niezadowoloną minę. - dlaczego w ogóle chcesz żebym tak szybko przyjechała? Nie wyjechałeś do domu? - zapytałam autentycznie zaciekawiona. Podobno Justin ma wspaniałe kontakty z rodziną.
- Nie, nie wyjechałem - rzucił ze zirytowaną miną, a następnie wziął głęboki wdech. - Brakuje mi Ciebie, Claire - oznajmił i popatrzył na mnie tymi swoimi cudownymi oczami, a ja poczułam jak moje serce zaczyna morderczy bieg.
______________________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki.
Przepraszam, że tak późno.
Przepraszam, że nie informuję. (Jak tylko będę w domu to to zrobię)
Przepraszam, że są błędy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


