niedziela, 18 maja 2014

Rozdział XVIII "...hektolitry alkoholu..."

Jak w każdy weekend przed H&F obecne były tłumy. Całe gromady młodych i niemających co robić w domu nastolatków i młodych dorosłych starało się dostać do wejścia. Ludzie tłoczyli się przy bramce, popychani do przodu przez innych, byleby tylko zaznać trochę luksusu i pobawić się w towarzystwie śmietanki towarzyskiej Miasta Aniołów. Poczuć się jak ktoś ważny i ceniony. To przypominało mi trochę ucztę u Zeusa na górze Olimp. Zwykli śmiertelnicy marzyli o tym, by móc spędzić czas z bogami, napić się ambrozji i prowadzić złudnie idealne życie. Jakie to komiczne. Kolejny raz oceniałam innych, a sama robiłam to samo. Sama chciałam poczuć się jak ktoś wyjątkowy.

Czułam jak Justin łapie mnie za rękę i ciągnie w przeciwnym kierunku – prosto do tylnego wejścia. Czułam się trochę jak VIP, chociaż podświadomie wiedziałam, że tu nie pasuje. Moim życiem była nauka, ciche wieczory z dobrą książką i na wpół ostygłą kawą, a nie głośne imprezy w elitarnym klubie w LA. Wiedziałam, że jednym z powodów mojej wewnętrznej zmiany jest ciągnący mnie za rękę, chłopak.  Cały czas po głowie chodziły mi jego słowa. Przyjaciele z korzyściami. To brzmi dziwnie. Chociaż Justin jest irytującym, pyszałkowatym gnojkiem to lubię go. Dobra może coś więcej niż lubię…Słowo ‘przyjaciele’ to jedyne co podoba mi się w tym układzie… Ha! Ktoś tu kłamie! – krzyknęła podświadomość, a ja dałam jej w twarz. Dobra lubię też nasze wspólne ‘korzyści’.

Umówiliśmy się z Justinem że się zastanowię i dam mu odpowiedź po imprezie. W klubie miał trzymać się ode mnie z daleka, ale obiecał, że odwiezie mnie do domu. Co równało się z tym, że tego wieczoru nie może pić, ani ćpać. Byłam wręcz wzruszona, że jest gotowy tak się dla mnie poświęcić i nie imprezować tak jak zawsze. To chyba znaczyło, że zależy mu na tym układzie..
-Co tam Bob? – usłyszałam głos Justina, który wyrwał mnie z zamyślenia.
Ochroniarz rzucił tylko krótkie „Cześć dzieciaku” i wpuścił nas do środka. Justin, jak dżentelmen, którym nie jest, puścił mnie przodem. W jego spontanicznym napadzie kultury dostrzegłam niezbyt dżentelmeński cel – chciał mi popatrzeć na tyłek. Odwróciłam się w jego stronę i ha! Patrzył mi na tyłek. Jak ja go znam…

Pokręciłam głową i ruszyłam do bardziej ‘ zamkniętej’ części klubu, którą zazwyczaj zajmował Justin i inni ‘elitarni’ goście. Muzyka nie dudniła tutaj tak bardzo jak na głównej sali, więc można było normalnie rozmawiać, ale nadal było ją słychać. Ponad to  były tu lustra weneckie, więc każdy z obecnych w tym ‘VIP Roomie’ mógł widzieć co dzieje się na parkiecie obleganym przez tłumy.
Udaliśmy się do jednej z loży, która wedle życzenia Justina była pusta.
-Czyli idziesz do swoich znajomych, tak? – zaczął Justin, a ja przytaknęłam. Byłam już nieźle spóźniona przez te nasze ‘pogaduszki’. – Dobra, to około pierwszej czekaj na mnie na parkingu.
- A jak nie będzie twojego samochodu to mam jechać do domu, tak? – zapytałam by się upewnić. Nigdy nie wiadomo co strzeli do głowy temu chłopakowi. Może zapomni, że miał nie pić, albo weźmie jakąś laskę na jedną noc i o mnie oleje, a ja będę stała na tym parkingu jak idiotka i czekała, aż się łaskawie pojawi…
-Będę na pewno – odpowiedział pewnym głosem i puścił mi oczko. – Dobra, teraz idź do tych swoich dziwnych znajomych, skoro nie chcesz spędzać ze mną czasu. Zaraz przyjdą moi kumple.
- O boże, Justin. Chcę spędzać z tobą czas jako przyjaciele – dałam nacisk na ‘przyjaciele’ – ale moi znajomi byli pierwsi i wcale  nie są dziwni – dokończyłam i wstałam z miejsca by zejść wreszcie na dół.
Justin przewrócił oczami. – Cokolwiek powiesz, kochanie.
Uśmiechnęłam się jak małe dziecko w sklepie ze słodyczami i już miałam wychodzić kiedy chłopak złapał mnie za rękę. Odwróciłam się do niego zaciekawiona.

-Lepiej żebym nie zauważył żadnego frajera obok ciebie, bo nie ręczę za siebie. Pamiętaj o tym, mała – powiedział z błyskiem zaborczości w oczach, a ja poczułam skurcz w brzuchu.
Cholera, jego słowa były gorące. Czyżby był zazdrosny? Ta ‘mała’ na końcu. Hmm….’mała to jest twoja…’, a dobra nie będę kończyć, bo to kłamstwo, bo nie jest mała. Kopnęłam w twarz moją podświadomość by zakończyła swoje, niepokojące dla mojego zdrowia psychicznego, wywody.
– Takie zachowanie działa w dwie strony, skarbie – odpowiedziałam ze słodkim uśmiechem na ustach i puściłam do niego oczko, a następnie udałam się w stronę wyjścia ze ‘strefy VIP’.

***

Znalezienie mojej ‘paczki’ okazało się niezłym wyzwaniem. Musiałam przeciskać się przez spoconych ludzi, którzy bawili się w najlepsze na parkiecie, aby dostać się do loży w której liczyłam znaleźć moich przyjaciół. Nie pomyliłam się. Sean, Lana, Angie, Mike i Alan siedzieli przy jednym ze stolików, śmiejąc się w najlepsze.
-Kogóż moje piękne oczy widzą? – zapytała Lana kiedy tylko podeszłam do ich stolika.
-Nie dość, że nie dawałaś znaku życia przez tyle czasu, to jeszcze się spóźniłaś! – dodała Angie z udaną naganą w głosie i puściła do mnie oczko.
Przewróciłam oczami uśmiechając się.
-Chciałam zrobić wielkie wejście – odpowiedziałam i zajęłam miejsce obok Alana, który właśnie popijał jakiegoś zielonego drinka.
 -No więc opowiadaj co robiłaś w tygodniu, że wytrzymałaś bez naszego doborowego towarzystwa – zarządził Sean i popatrzył na mnie z uśmiechem.
Popatrzyłam na niego z rozbawieniem. – Uczyłam się. Wykładowcy mają jakiegoś świra na punkcie dodatkowych pracy.
Wszyscy przy stoliku zaśmiali się, a ja spojrzałam na nich jak na idiotów. – No co? – zapytałam zdziwiona ich reakcją. To chyba normalne, że przykładam się do nauki.
- Jesteś takim kujonem – powiedziała Lana, a ja przewróciłam oczami i pokazałam jej język.
-Spadaj. Po prostu bardzo zależy mi na mojej edukacji. Nie chcę być od nikogo zależna – próbowałam się bronić, ale moi znajomi kiwali tylko głowami i mówili ‘tak, tak’ próbując się nie roześmiać.
- Czyli jesteś kujonem – skwitował, krótko Mike i puścił mi oczko.

Zrezygnowana pokręciłam głową i postanowiłam tego nie komentować. Może i byłam kujonem, ale co z tego? To chyba nie zbrodnia.
- Okej, koniec tych pogaduszek. Kto co pije? Ja dziś stawiam – zapytał Sean, a wszyscy przy naszym stoliku zaczęli wiwatować.
- Czy to ma coś wspólnego z tym nowym projektem? – zaczęła Lana i poruszyła śmiesznie brwiami patrząc na chłopaka.
-Jaki projekt? – zainteresowałam się. Byłam strasznie ciekawa, co takiego robi Sean w swoim życiu, bo nigdy tak właściwie o nim nie opowiadał.
-Jak wrócę to ci powiem – obiecał chłopak i dał mi pstryczka w nos, a ja sapnęłam z udawanym oburzeniem, chociaż to było słodkie. – To co pijecie.
- Sex on the beach! – wykrzyknęła Angie, a wszyscy popatrzyliśmy na nią ze śmiechem, a ona wzruszyła tylko ramionami i mruknęła pod nosem ‘no co, jest bardzo dobry’.
-Dobra, to ja chcę to samo – powiedziałam.
Kiedy Sean zebrał już nasze ‘ zamówienia’ i razem z Alanem i Mikiem poszli po nasze drinki mogłam wreszcie wyciągnąć od dziewczyn o co chodzi w tym tajemniczym ‘projekcie’ mojego przyjaciela.
-Przecież powiedział ci, że wszystko ci opowie kiedy tylko przyjdzie – zauważyła Lana i wyjęła z torebki komórkę.
Wypięłam jej język i popatrzyłam na Angie. – Czym zajmuje się Sean?
-Nie powiedział ci? – zapytała ze zdziwieniem w głosie. – Jest fotografem i to całkiem niezłym.
-Naprawdę? A co fotografuje? – próbowałam się dowiedzieć.
-Skupia się na krajobrazach z tego co wiem, ale ten nowy projekt ma być jakiś inny – zdradziła mi. –Sama nie wiem dokładnie o co w nim chodzi i czego będzie dotyczył, bo Sean nic nie chciał mówić, dopóki go nie dostanie. Nie chciał zapeszyć czy coś tam.
Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się do niej. Sean fotografem. Nigdy bym na to nie wpadła. Prędzej powiedziałabym, że jest modelem czy coś…Bo jest tak fajnie zbudowany i w ogóle…

 Chwile siedziałyśmy w ciszy patrząc na wyginających się w rytm muzyki ludzi.
-Drinki! – krzyknął Sean kiedy razem z chłopakami wrócił z naszym zamówieniem.
Wzięłam od niego kolorową ciecz i uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
-Dobra, opowiadaj o co chodzi z tym projektem – zarządziła Lana.
Wszyscy popatrzyliśmy na chłopaka z zainteresowaniem wymalowanym na twarzy.
Sean wziął głęboki oddech. – Okej. Wziąłem udział w konkursie dla fotografów i wygrałem – powiedział, a my wszyscy uśmiechnęliśmy się do niego, a Angie dała znak rękę by kontynuował. – Nagrodą jest wyjazd do Europy! – wykrzyknął, a my wszyscy zaczęliśmy mu gratulować i wiwatować. Sean jednak dał nam znak, abyśmy jeszcze się powstrzymali, bo chce coś dodać.
-To nie wszystko. Mam robić zdjęcia najlepszym europejskim krajobrazom i to wszystko trafi do jakiejś gazety zajmującej się właśnie widokami! Cholera nigdy nie byłem w Europie, a teraz mam tam pracować – oznajmił strasznie podekscytowany.  To było takie urocze. Oczywiste było to, że ta praca sprawia mu wielką przyjemność. Alan wstał i zaczął bić brawo, a my przyłączyliśmy się do niego, na co ludzie obecni blisko naszej loży posyłali nam zdziwione spojrzenia. To nas jednak nie powstrzymało – musieliśmy nagrodzić naszego przyjaciela.

Oczywiście, musieliśmy również, należycie opić jego niebywały sukces. Wlewaliśmy w siebie coraz to więcej alkoholu i bawiliśmy się w najlepsze na parkiecie. Zupełnie zapomniałam o tym, że niedługo mam się spotkać z Justinem. Jego propozycja zupełnie wyleciała mi z głowy. Wywijałam na parkiecie jak nie ja, do tego stopnia, że zaczęły boleć mnie stopy, ale nie przestawałam. Czułam się żywa i pełna energii. No i pijana, ale kto by zwracał na to uwagę?

W pewnym momencie poczułam gorący oddech na moim karku i duże dłonie na biodrach. Odwróciłam się i zobaczyłam, nieźle wstawionego Seana, który szeroko się do mnie uśmiechał.
-Siema – powiedział mi do ucha i przyciągnął bliżej do siebie. Nie protestowałam, przecież to mój przyjaciel.
-Strasznie ci gratuluje jeszcze raz – odpowiedziałam mu z uśmiechem. Byłam pod wielkim wrażeniem, chociaż nigdy nie widziałam jego prac…
-Dzięki, to naprawdę wiele dla mnie znaczy – wyszeptał i popatrzył mi prosto w oczy.

Czułam, że coś jest nie tak kiedy przybliżył swoją twarz do mojej, ale nie reagowałam na ostrzegawcze dzwony, które biły w mojej głowie. Sekundę później usta Seana znalazły się na moich wargach. Myślę, że ze względu na to, że w moich żyłach płynęły hektolitry alkoholu nie odsunęłam się. Powiem więcej, oddałam pocałunek. Kiedy tylko oderwaliśmy się od siebie i spojrzałam przez ramię mojego partnera wiedziałam, że był to zły pomysł, cholera nawet bardzo zły. Na pierwszym stopniu schodów prowadzących do sekcji VIPów stał Justin, a po jego minie wnioskowałam, że nie jest zadowolony zastałym widokiem. Zaciskał pięści, a jego szczęka był zaciśnięta. Powiedziałabym, że wygląda cholernie seksownie, ale kiedy tylko spojrzałam w jego oczy zmieniłam zdanie. Dosłownie widziałam iskry wściekłości w jego spojrzeniu. Mogłam jedynie się modlić, że ochrona w tym klubie jest dobrze wyszkolona i nie da mu mnie zabić.
___________________________________________________________________
Siema. Komentujcie. Nie zabijajcie. Jak macie pytania (np. do bohaterów) to ask wita. Papa kocham was.

sobota, 3 maja 2014

Rozdział XVII „Przyjaciele z korzyściami, słyszałaś o tym?”

Podśpiewując sobie pod nosem bliżej niezidentyfikowaną piosenkę, nakładałam przed lustrem drugą warstwę tuszu do rzęs. Byłam już w pełnym makijażu i ubraniu, gotowa do wyjścia i podboju parkietu dzisiejszej nocy. Poprawiłam moje wyprostowane włosy i przejechałam bezbarwnym, optycznie powiększającym usta błyszczykiem po wargach. Jeszcze raz zerknęłam na swoje odbicie próbując znaleźć jakieś niedopatrzenie w moim make-upie lub stylizacji.

-Dobra, może być – powiedziałam do siebie i udałam się do przedpokoju. Z szafki na buty wyjęłam czarne, sznurowane lity i założyłam je na stopy. Zerknęłam na srebrny zegarek, który pysznił się na moim przegubie, w celu sprawdzenia godziny. 20:14. Miałam jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam coś szybko zjeść, bo picie na pusty żołądek to zło.

***

Byłam w trakcie wgryzania się w smakowicie wyglądające, idealnie czerwone jabłko, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Zmarszczyłam brwi w konsternacji. Kto o tej porze?  Lekko zirytowana udałam się do źródła dźwięku. Może to Sean? Przecież umowa była, że spotkamy się w klubie…

-Tęskniłaś za mną? – usłyszałam kiedy tylko otworzyłam drzwi. Przewróciłam oczami próbując powstrzymać niezrozumiałe poczucie szczęścia, które wzbudził we mnie mój gość. Oczywiście musiałam zachowywać pozory zupełnie niewzruszonej jego niezapowiedzianym najściem. Szybko zmierzyłam go wzrokiem.

Przede mną stał, jak zwykle perfekcyjnie wyglądający Bieber, z irytującym uśmieszkiem na ustach. Cholera, dlaczego ten koleś zawsze wygląda tak dobrze?

 Nie zdążyłam mu odpowiedzieć, bo bez zaproszenia wparował do mojego mieszkania. Przewróciłam oczami i zatrzasnęłam za nim drzwi. Odwróciłam się w jego stronę z założonymi rękoma.
-Wybierasz się gdzieś? – zapytał przyglądając się mojemu strojowi.
-Tak – odpowiedziałam pewnie – dlatego bardzo mi miło, że mnie odwiedziłeś, ale to już koniec twojej wizyty – dodałam, poprawiając włosy i patrząc dyskretnie na zegarek.
Justin parsknął śmiechem i przybliżył się do mnie. – Claire, Claire, Claire…oboje dobrze wiemy, że tylko czekałaś, aż do ciebie przyjdę. – Puścił mi oczko z pewną siebie miną, a ja pokręciłam głową zirytowana jego narcyzmem. – Tęskniłem za tobą – wyszeptał i złapał mnie za biodra przyciągając do siebie. Wciągnęłam gwałtownie powietrze. Nie spodziewałam się tego.

Przygryzłam wargę i popatrzyłam na niego niepewna co zrobić. Na szczęście nie musiałam sama o tym decydować, bo chłopak pochylił się i delikatnie dotknął swoimi ustami moich.
-Zmieniłaś numer, a ja chciałem usłyszeć twój głos. – Znów musnął swoimi wargami moje, tym razem zostawiając je tam trochę dłużej. – Zarumieniłaś się  - powiedział cicho i z usatysfakcjonowaną miną przejechał palcem po moim policzku. Nie wiem jak on to robił, ale po każdym jego słowie, mój mózg konsekwentnie zamieniał się w papkę. Miał mnie pod kontrolą. Kolejny raz.

Pokręciłam głową i oderwałam się od niego, aby zachować odrobinę zdrowego rozsądku. – Justin, naprawdę cieszę się, że mnie odwiedziłeś, ale umówiłam się ze znajomymi…- nie wiedzieć czemu próbowałam się tłumaczyć.

-Idę z tobą – powiedział od razu z irytującym uśmieszkiem, a ja popatrzyłam na niego jak na wariata.
-Co? Nie – rzuciłam szybko lekko spanikowana. Nikt nie może zobaczyć nas razem. To byłoby…złe. I dla mnie i dla niego.
Zrobił urażoną minę.
- Dlaczego nie? – zapytał jak małe dziecko i złapał mnie za rękę.
- Bo nie! – krzyknęłam i wyrwałam rękę z jego uścisku.

Justin zmarszczył brwi jakby zastanawiając się co jest powodem mojej odmowy. Ja w tym czasie chodziłam w kółko starając się znaleźć jakieś rozwiązanie z tej dziwnej sytuacji. Chciałam spotkać się ze znajomymi, ale z drugiej strony przebywanie z Justinem było bardzo kuszącą opcją…

-Masz kogoś. – Usłyszałam zachrypnięty szept.
Zdziwiona odwróciłam się do Justina i zobaczyłam jak ze złości napina mięśnie. Miałam przeogromną ochotę trochę się z nim podroczyć, ale nie chciałam psuć sobie tego wieczoru jego fochami, więc przewróciłam oczami.
-Nie, nie mam. Umówiłam się ze znajomymi na imprezę – oznajmiłam.
Justin popatrzył na mnie podejrzliwie. – No, więc dlaczego nie możemy iść razem?
Przeczesałam ręką włosy. Jak wytłumaczyć, że nie chce z nim iść, bo moi znajomi myślą, że jako jedna z nielicznych lasek mu nie uległam. Nie chciałam żeby mnie oceniali po tym jak dowiedzą się, że prawda jest zupełnie inna.
Przygryzłam wargę zastanawiając się nad odpowiedzią.
-Widzisz? Nie możesz znaleźć żadnych przeciwwskazań. Możemy iść na imprezę razem – powiedział zadowolony z siebie Justin i ponownie złapał mnie za rękę.
-Spoko, możemy iść razem, ale po wejściu do klubu się nie znamy i masz trzymać się dziesięć metrów ode mnie – powiadomiłam go z uśmiechem i złapałam za skórzaną kurteczkę.

Chłopak popatrzył na mnie z wyrazem zaskoczenia na twarzy i podszedł do wyjścia.
-Bardzo śmieszne – rzucił i otworzył drzwi. – Panie przodem. – Wskazał na wyjście.
Złapałam za klucze leżące na komodzie i wyszłam na klatkę. Po zamknięciu drzwi Justin ponownie wskazał żebym szła przodem.
-Chcesz żebym szła pierwsza, po to by popatrzeć na mój tyłek, co nie Bieber? – zapytałam odwracając do niego głowę.
Justin wyszczerzył się z pyszałkowatym uśmieszku. – Jak ty mnie znasz, kochanie.
Zrezygnowana pokręciłam głową i ruszyłam przed siebie. To może być ciekawy wieczór.

***

Chwilę przed 21 byliśmy pod, jak zwykle obleganym, klubem. Podróż samochodem minęła mi zaskakująco przyjemnie. Justin chciał włączyć jakieś swoje piosenki, ale po zobaczeniu mojej miny i usłyszeniu komentarza pt. „Słuchanie własnych piosenek, jest jak lizanie własnego tyłka”, przełączył na stację z hitami wszechczasów. Z racji tego, że droga z mojego domu do H&F była krótka, zdążyliśmy zaśpiewać tylko stare, dobre „Nothing Else Matters” jednego z moich ulubionych, bardziej rockowych niż metalowych, zespołów aka Metallica. Byłam zdziwiona, że taki ‘white nigga’ na jakiego nadal kreuje się Justin zna takie klasyczne rockowe ballady. Nigdy nawet przez myśli mi nie przyszło, że możemy spędzić razem czas, po prostu śpiewając piosenki usłyszane w radio. Bez seksu, dotykania i innych. To uświadomiło mi, że nie znam Justina w ogóle. Oraz to, że nie jest tak płytki i zapatrzony w siebie jak zawsze myślałam.

- Dobra, ja wejdę pierwsza, a ty za parę minut, żeby nikt nie pomyślał, że jesteśmy tutaj razem – powiedziałam poważnie kiedy zatrzymał samochód i obserwowałam jego reakcję.
Justin popatrzył na mnie morderczym wzrokiem.
-Haha, nie śmieszne – rzucił i odpiął pas. – Dlaczego do cholery nikt nie może zobaczyć nas razem? Wstydzisz się mnie? – zapytał jakby...urażony?
Popatrzyłam na niego unosząc brwi, odrobię zaskoczona jego wybuchem. Ktoś tu jest nerwowy…
-Szczerze chcesz wiedzieć czy się ciebie wstydzę? – Próbowałam ukryć rozbawienie, żeby jeszcze bardziej go zirytować.
Justin przewrócił oczami i złapał za klamkę, ewidentnie obrażony. Westchnęłam cicho. Trudno, powiem mu, najwyżej mnie wyśmieje czy coś.
-Hej, poczekaj – powiedziałam delikatnie, na co on odwrócił się do mnie z miną bez wyrazu. – Dobrze wiesz dlaczego nie chce się pokazywać w twoim towarzystwie.
-No właśnie, kurwa tego nie rozumiem! – krzyknął i uderzył ręką w kierownicę, na co podskoczyłam.
-Uspokój się, Justin. Dobrze wiesz jak wygląda nasz układ, na który notabene się nigdy nie zgodziłam  - zaczęłam zdenerwowana i zerknęłam na niego. Siedział bez ruchu patrząc w dal. – Tylko sex, zero zobowiązań, pamiętasz? Poza tym każdy cię tutaj zna i wie jaki jesteś.  Ludzie widzą cię z jakąś laską i od razu , wiedzą co jest między wami, dziewczyna automatycznie trafia do szufladki ‘dziwka’ a ja nie chce być oficjalnie zaklasyfikowana jako twoja dziwka, nie rozumiesz? Wystarczy, że sama mam wyrzuty sumienia…-zakończyłam, masując skronie, bo nagle zaczęła boleć mnie głowa. Mogłam oszukiwać siebie, że coś nas łączy i nie jesteśmy tylko ‘nieznajomymi z łóżkowym bonusem’.

-Nigdy, z własnej woli, nie wychodziłem nigdzie z żadną laską, zawsze spotykałem jakąś w klubie i jechaliśmy do niej – oznajmił Justin bezbarwnym głosem, nadal na mnie nie patrząc.
Wystukiwał palcami jakiś rytm na kierownicy, jakby był zdenerwowany.

-No więc dlaczego ze mną jest inaczej? – zapytałam nie rozumiejąc go.
Justin wziął głęboki oddech i przeczesał palcami włosy.
-Lubię cię, jesteś inna niż te laski, które tylko czekają żeby dobrać mi się do rozporka. Łatwe cele szybko się nudzą…- odpowiedział i wreszcie na mnie popatrzył.
Pokręciłam głową, zmęczona jego zachowaniem.
-Cholera Claire, nie mogę obiecać ci Bóg wie czego, ale lubię cię. Kurwa, mam do ciebie słabość – oznajmił z poważnym wyrazem twarzy. – Lubię spędzać z tobą czas, nawet bez jakiś fizycznych zbliżeń. Jesteś w porządku.
Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. O co mu cholera chodzi?
- Czego ode mnie oczekujesz? – zapytałam pozornie spokojnym głosem. Czułam jak moje serce bije w nienaturalnym rytmie.
Na chwilę w samochodzie zapanowała cisza, podczas której Justin wyglądał jakby mocno się nad czymś zastanawiał. Marszczył czoło i zagryzał wargę.
- Mam pewien pomysł, koncepcję naszej znajomości – powiedział wreszcie po chwili ciszy.
Podniosłam brwi i gestem kazałam mu kontynuować to co ma do powiedzenia.

Wziął głęboki wdech i zaczął. – Na początku zaproponowałem ci tylko sex i żadnych zobowiązań, ale coś się zmieniło i lubię spędzać z tobą czas. Nie jestem typem faceta, który pakuje się w związki, więc to nawet nie wchodzi w grę. – Przeczesał palcami włosy. – Jest jednak, jeszcze jedno rozwiązanie. Przyjaciele z korzyściami, słyszałaś o tym? – zapytał patrząc na mnie wyczekująco.

Otworzyłam szeroko oczy zdziwiona jego propozycją. Oczywiście, że o tym słyszałam, ale czy ja się nadaję do takich relacji. Zagryzłam wargę zastanawiając się co zrobić.
-Możemy, albo skończyć to co jest, albo zacząć się przyjaźnić i mieć bonusowo całkiem przyjemny sex. Będziemy zachowywać się jak przyjaciele, wychodzić na imprezy, nie wiem do kina czy coś, a czasem po prostu się zabawiać – oznajmił z poważną miną. – Decyzja należy do ciebie.

I co ja mam teraz zrobić?
______________________________________________________________________________

Elo to ja. Wiem, że rozdział powinien pojawić się wcześniej, ale cóż... Nie będę was okłamywać i mówić, że nie miałam czasu czy coś, bo czas miałam. Jedyne czego mi brakowało to chęci. Rozdział nie jest szczytem marzeń, bo miałam na niego inny pomysł, który konsekwentnie zmieniałam. Przepraszam, że nie udało mi się napisać czegoś innego, ale mam dużo pomysłów i ciężko jest mi się zdecydować, który zacząć realizować. Dziękuję Wam, za każdy komentarz oraz za ilość odwiedzin - to naprawdę dużo dla mnie znaczy.
+nie sprawdzałam błędów!

+ zerknijcie na to opowiadanie (LUST), naprawdę polecam! 

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział XVI „To zmienia bardzo dużo”

Wtorek. O dziwo, biorąc pod uwagę ostatnie zawirowania w moim życiu, wstałam wypoczęta. Może ze względu na to, iż wczoraj cały czas się obijałam i ogarniałam mój opłakany wygląd? Tak, pewnie dlatego. Tym razem obyło się bez spóźnień , a co za tym idzie, udałam się spokojnie na zajęcia. Po przeczytaniu wczorajszej rewelacji, trudno mi było się jednak skupić. Cały czas zastanawiałam się, czy nie wyobrażam sobie za dużo. Może to kolejna akcja promocyjna czy coś innego? Rozstania i powroty przecież tak dobrze się sprzedają w dzisiejszych czasach… Złoty chłopiec show-biznesu i słodka gwiazdka, czego chcieć więcej? Jego słowa mogły być wyciągnięte z kontekstu czy coś… Przecież określenie „Nie jesteśmy razem” w sumie nic nie zmienia w naszych relacjach. Cholera, kogo ja oszukuję? To zmienia bardzo dużo, on jest teraz wolnym człowiekiem! Nie ma narzeczonej, dziewczyny czy czegoś tam jeszcze. Nie muszę mieć wyrzutów sumienia, gdyby coś… Kurde, przyznałam się, że liczę na coś więcej. Jestem taka słaba, jeśli chodzi o niego.

-Co tam dziewczyno? Zawiesiłaś się? – Klepnięcie w bark otrzeźwiło mnie.
Siedziałam w kafejce, bezcelowo mieszając w ostygłej już kawie, patrząc w jeden punkt. Tak,  zdecydowanie się zawiesiłam. To szczęście, że przed fakultetami z profesorem Brownem miałam okienko, bo spóźniłabym się na zajęcia. A z tego co zdążyłam się dowiedzieć, profesor nienawidzi spóźnialskich. Poza tym – ja nigdy się nie spóźniam, to znaczy przed spotkaniem Justina nigdy się nie spóźniałam i nie opuszczałam zajęć. Cholerny idiota, sprowadza mnie na złą drogę i wodzi na pokuszenie…   Zamrugałam powiekami i lekko się uśmiechnęłam. Przede mną stała, jak zwykle perfekcyjnie wyglądająca, Jasmine i czekała na jakąś odpowiedź z mojej strony.

- Po prostu zamyśliłam – odpowiedziałam i wstałam by ją uścisnąć.
Zajęłam swoje miejsce i obserwowałam  jak dziewczyna z wrodzoną gracją, odkłada torebkę i siada naprzeciwko mnie.
- Dobra. Teraz powiesz mi, jak księdzu na spowiedzi, dlaczego zwiałaś z imprezy i zmieniłaś numer – zarządziła blondynka i popatrzyła na mnie z ponaglaniem. Trochę zdziwił mnie jej nieustępliwy ton. Przecież mówiłam, że źle się czuję…
Wzięłam głęboki oddech i przez chwilę myślałam o tym co jej powiedzieć. Prawdę? Nie to zbyt niebezpieczne. Kłamać? Nie to też złe rozwiązanie. Nie lubię kłamać. Matko, co zrobić? W sumie mogę trochę pokoloryzować.
- Miałam problem z chłopakiem, a w zasadzie znajomym – wypaliłam i od razu palnęłam się w czoło za mój niewyparzony jęzor – przecież będzie chciała wiedzieć więcej...
Jasmine spojrzała na mnie zaciekawiona. Obudziłam w niej jej sukowatą, lubiącą ploteczki stronę, Boże ratuj.
- Masz kogoś i nic mi nie mówiłaś? – zapytała z urażoną miną. No i klops, zaczną się pytania. Cholera , jak z tego wybrnąć?

Graj Claire! – syknęła podświadomość. Przewróciłam oczami i popatrzyłam na nią z politowaniem.

- Nie było o czym mówić. Jakiś koleś przyczepił się do mnie na imprezie, jakiś czas temu. Dałam mu swój numer, ale był strasznie irytujący, więc go olałam. Przez jakiś czas dał mi spokój, ale spotkałam go ponownie u Jacka i znów zaczął być wkurwiającym, małym palantem – oznajmiłam i rozparłam się wygodniej na tym niewygodnym plastikowym krzesełku w kafejce. Starałam się zachować minę niewiniątka. W sumie nie czułam się winna. Nie skłamałam… o tym wkurwiającym, małym palancie. 
Dziewczyna popatrzyła na mnie sceptycznie, ale nie skomentowała mojej rewelacji. Czyli jednak moja gra aktorska daje radę. Dzięki Ci Boże.
- To trochę dziwne, bo wybiegłaś z imprezy jak oparzona, ale w sumie faceci potrafią być małymi, irytującymi kutasami, więc ci wierzę. – Uśmiechnęła się, a ja w duchu wypuściłam powietrze. Uff Mission Complete!

Odwzajemniłam jej gest, biorąc łyka zimnej kawy. Zrobiłam zdegustowaną minę i odłożyłam kubeczek na bok. Zimna kawa, ble ohyda. Przez chwilę towarzyszyła nam przyjemna cisza, ale niestety Jasmine to gadatliwa osoba, więc przebywanie w ciszy jej nie kręci. Ona musi mówić…dużo.
- Wiesz kogo poznałam kiedy już wyszłaś? – zapytała podniecona, a ja wzruszyłam ramionami. Na tej imprezie było wiele sławnych osób, więc nie wiedziałam o którą z nich może jej chodzić.
-Nie wiem, ale zaraz pewnie mi powiesz – rzuciłam rozbawiona jej entuzjazmem.
-Oczywiście, że ci powiem, bo cholera dziewczyno to największa gwiazda ostatnich lat – wykrzyknęła i podniosła ręce do góry, w geście emmm… zwycięstwa? Popatrzyłam na nią z lekkim niedowierzaniem jak połowa ludzi obecnych w  kafejce. Ta dziewczyna studiuje na poważnym uniwersytecie? Aha, nie mam więcej pytań.
Lekko zawstydzona, odchrząknęła i opuściła ręce. Parsknęłam śmiechem, bo jej mina była arcyzabawna.
-Tak, zdecydowanie to musi być ktoś ważny, bo zrobiłaś z siebie kretynkę – oznajmiłam szczerze i popatrzyłam na nią z politowaniem.
-Zaraz zapomną, wyluzuj – odpowiedziała szybko, już zupełnie nieprzejęta.
-Nieważne – powiedziałam. – Kogoż to ciekawego spotkałaś na tej imprezie, że jarasz się jak pochodnia?
Dziewczyna wzięła głęboki wdech i przybliżyła się do mnie, jakby miała zamiar zdradzić mi tajemnicę jakiejś międzynarodowej rangi. 
-Dobra tylko nie krzycz. – Popatrzyła na mnie ostrzegawczym wzrokiem, a ja przewróciłam oczami i skinęłam głową. No powiedz wreszcie o kogo kurde chodzi!
-Szłam do łazienki i cholerka nie uwierzysz. Spotkałam…- zrobiła pauzę i pisnęła jak jakaś gimnazjalistka widząca swojego idola bez koszulki.
-No mówże kogo spotkałaś! – powiedziałam autentycznie ciekawa. No co? Jestem kobietą, lubię plotki.
-Okey – ponownie wzięła głęboki oddech. – Szłam sobie do łazienki i on z niej wychodził.
-Kto do kurwy, Jasmine?! – zapytałam będąc na granicy wytrzymałości. Kim ona się tak jara? Mam nadzieję, że nie…
-No Justin Bieber! – wydusiła podnieconym szeptem, a ja przymknęłam oczy.
Cholera, cholera, cholera! Mam kłamać, że go nie znam? Od tych kłamstw jeszcze urośnie mi nos i będę wyglądać jak Pinokio – o nie, nie.
-Wow – wykrztusiłam z wymuszonym uśmiechem. – I co było dalej?
- Myślałam, że o to nie zapytasz! – wykrzyknęła ponownie skupiając na sobie uwagę tłumu, ale zupełnie się tym nie przejęła. – Puścił do mnie oczko!
Mimowolnie parsknęłam śmiechem. Czymże się jarasz? Ze mną robił dużo ciekawszych rzeczy…-szepnęła podświadomość z miną godną królowej angielskiej i rozparła się na swoim tronie zwycięstwa. Uch, zdecydowanie muszę poskromić moją fantazję. – Aha. To wszystko? Koniec twojej jakże poruszającej historii? – zapytałam z trudem próbując opanować rozbawienie.
-Śmiej się, śmiej. To było naprawdę emocjonujące wydarzenie – oznajmiła z miną urażonej księżniczki, ale po chwili się zaśmiała. – Dobra, przegięłam. Ale koleś jest naprawdę gorący!
-Kwestia gustu – odparłam z udawanym niezainteresowaniem. Gorący jak piekło, słońce i cholera jeszcze wie co! No, ale przecież nie powiem tego głośno..-A co z tym kolesiem z którym rozmawiałaś, no wiesz, kiedy wychodziłam? – Starałam się odwrócić jej uwagę.
Zmarszczyła brwi próbując sobie przypomnieć o kim mówię.
-A! Marcus! No cóż…było całkiem przyjemnie – odparła i poruszyła zabawnie brwiami.
-Kolacja ze śniadaniem? – zapytałam, a ona pokiwała głową z szelmowskim uśmiechem. – Jesteś niepoprawna! Pewnie narobiłaś chłopakowi nadziei na jakiś wspaniały związek, a później go spławiłaś.
-Nie spławiłam – szybko zaprzeczyła. – Byliśmy u niego. Po prostu wyszłam – dodała nie wiedzieć dlaczego, bardzo zadowolona z siebie.
Przewróciłam oczami i popatrzyłam na nią z uśmiechem.  – Oj Jasmine.

***

Nawet nie zauważyłam kiedy minął mi cały tydzień. Byłam tak zajęta zajęciami i górami materiałów, które musiałam przerobić, że nie miałam nawet czasu myśleć o panu B. No dobra, przyznaję się – czasem o nim myślałam i aby być do końca szczerą dodam, że sprawdziłam co obecnie robi. Jak się okazało był w Nowym Yorku z powodu premiery jakiś majtek, czy coś. Nie żebym oglądała jego zdjęcia z sesji dla Calvina Kleina, och co to to nie. Em…coś się zrobiło gorąco…

Nie miałam pomysłu co robić w sobotę, a ze względu na moje kujońskie przyzwyczajenia – odrabianie pracy domowej na zapas – miałam wolny wieczór. Postanowiłam napisać do Seana. Trochę było mi głupio, bo zmieniłam numer i nawet go o tym nie powiadomiłam, a bądź co bądź to jednak mój, dość dobry, znajomy. Wystukałam kilka zdań i czekałam na odpowiedź, ubrana jak menel, w rozciągniętym, starym dresie, białej koszulce i rozpadającym się warkoczu, patrząc przez okno, na jakże piękny krajobraz rozciągający się przed moim oknem. Plac zabaw i kosz na śmieci – zawsze marzyłam o takim wysublimowanym widoku. Nie mogłam jednak narzekać, ojciec chciał kupić mi apartament w centrum LA, ale stanowczo odmówiłam i sama wynajęłam sobie mieszkanko na obrzeżach miasta.  Nie muszę chyba mówić, że ojciec nie był zbyt zadowolony, ale nie miał nic do gadania. Mój telefon prawie wylądował na podłodze, gdy poczułam nagłą wibrację. Spojrzałam na wyświetlacz. Sean do mnie dzwonił. Szybko dotknęłam zielonej słuchawki i przyłożyłam Antonio to ucha.

-Cześć Sean – powiedziałam radośnie.
-Masz wpierdol Claire – usłyszałam po drugiej stronie słuchawki. Zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co chodzi.
-Okej? – odpowiedziałam trochę zmieszana. – Mogę wiedzieć dlaczego?
-Dlaczego? – krzyknął, a ja skrzywiłam się i odsunęłam telefon od ucha. – Próbowałem się do ciebie dodzwonić przez cały tydzień! Wiesz jak się martwiłem?!
Uniosłam brwi do góry i czekałam na dalszą część jego reprymendy. To jak się o mnie martwił było urocze.
- Pytam dziewczyn czy coś wiedzą, ale nie wiedziały! Co się z tobą działo Claire? – zapytał już trochę spokojniej.
-Sean ja studiuje. Miałam strasznie dużo zajęć i po prostu nie miałam głowy do niczego innego – wytłumaczyłam. – Zmieniłam numer chyba w niedziele, ale zupełnie zapomniałam porozsyłać go do znajomych, więc przepraszam. Przykro mi, że, nie wiem, martwiłeś się, ale to zupełnie niepotrzebne.
Usłyszałam jak Sean wziął głęboki oddech. – Cholera Claire, myślałem, że się coś ci się stało. Chwała Bogu, że wszystko jest ok. Co do twojej wiadomości to tak. Mam dziś wolny wieczór – powiedział kusicielskim tonem, a ja parsknęłam śmiechem.
- To dobrze, bo nie mam z kim iść do klubu – oznajmiłam i usiadłam na kanapie. – Zbierz ekipę i spotkajmy się w H&F około 21.
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. – usłyszałam rozbawiony głos Seana. – Będziemy gotowi na 21. Trzymaj się.
- Do zobaczenia – rzuciłam krótko i rozłączyłam się.

Nareszcie w moim studenckim życiu zaczęło robić się fajnie. 

________________________________________________________________________

Nie sprawdziłam błędów, więc jak jakieś będą to dajcie mi znać :)
Dziękuję Wam za prawie 57 tys. wyświetleń! WOW Jesteście niesamowici :)
Trochę mi przykro, że jest tak mało komentarzy, ale być może to moja wina. Rozdziały są rzadko itp. 
Jeśli macie jakieś pytania zapraszam na aska lub twittera (linki po prawej xd)
Trzymajcie się :)

piątek, 28 marca 2014

Rozdział XV "...rozpali maleńką iskierkę nadziei w moim sercu."

Obudziłam się czując chłód. Zdezorientowana otworzyłam oczy i spojrzałam na lewą stronę łóżka, która przez całą noc była przez Niego zajmowana. Pusto. Podniosłam głowę i rozejrzałam się po pokoju. Nic. Żadnych śladów Jego obecności. Wyszedł zanim wstałam. Zrezygnowana opadłam na poduszki i przymknęłam powieki. Mogłam się przecież tego spodziewać, ale naiwnie wierzyłam, że po wczorajszej rozmowie coś się zmieniło. Nie wyobrażałam sobie Bóg wie czego, ale miałam nadzieję, że ze mną zostanie, że nie zostawi mnie ponownie bez słowa. Nadzieja matką głupich. Kątem oka zerknęłam na zegarek i jęknęłam. 12:14 – jestem spóźniona. Przez chwilę rozważałam czy aby jednak nie udać się na zajęcia, ale tym razem lenistwo zwyciężyło. Jeden dzień wolnego jeszcze nikomu nie zaszkodził. Poza tym i tak nie mogłabym skupić się na nauce. Nie kiedy byłam w takiej rozsypce. Chciałam przewrócić się na bok, ale ból po wewnętrznej stronie moich ud, skutecznie mi to uniemożliwił. Byłam obolała, ale zdziwiłabym się gdyby było inaczej po wczorajszej nocy…

Czułam jak jego ręce zjeżdżają na mój tyłek i mocno go ściskają. Niekontrolowanie jęknęłam i wbiłam palce w jego barki. Byłam zła, smutna i zraniona, ale chciałam tego samego co on. Chciałam uzewnętrznić swój gniew, zadając mu rozkosz. 
Jego pulchne usta dotarły do mojej szyi i zaczęły zachłannie ssać delikatną skórę, zdobywając coraz więcej, pełnych uznania okrzyków, które wypływały z mojego gardła. Chciałam jak najszybciej dostać się do jego nagiej skóry, więc złapałam za koniec jego koszulki i niecierpliwie podciągnęłam do góry. Chłopak oderwał się ode mnie i zręcznie zrzucił zakrywający go t-shirt. Natychmiast zaczęłam badać nowoodkrytą skórę, ozdobioną niekończącymi się, czarnymi liniami i wzorami. Uwielbiałam jego tatuaże, chociaż ich ilość przyprawiała mnie o zawrót głowy i sama na pewno nie zrobiłabym sobie żadnego z nich. Nie dane mi było jednak, w pełni nacieszyć się tym boskim ciałem, które stało przede mną. Chłopak pełnym niecierpliwości gestem zdarł ze mnie koszulkę, a chwilę później spodnie. Jego ruchy nie miały w sobie nawet odrobiny finezji czy delikatności, ale nie przeszkadzało mi to. Podobno zły sex jest najlepszy, prawda?
Stałam przed nim w samych majtkach, ale nie czułam skrępowania – widział mnie przecież już nago. Chłopak zrobił krok w tył i spod przymkniętych powiek obserwował moje ciało, w tym samym czasie odpinając swoje spodnie. Czułam jego palący wzrok na moich odkrytych piersiach, biodrach i innych częściach ciała. Nie wiedziałam gdzie podziać ręce. Wręcz czułam swoje własne podniecenie. Moje centrum zaciskało się od niekontrolowanych skurczy mięśni. 
Kiedy tylko jego spodnie opadły do kostek zobaczyłam potężne wybrzuszenie w jego czerwonych bokserkach od Calvina Kleina. Zacisnęłam ręce w pięści nie mogąc się powstrzymać od dotykania go. Może to zabrzmi zdzirowato, ale uwielbiałam go dotykać i robić mu dobrze. Uwielbiałam widzieć go w momencie kiedy rozpada się na kawałki. Kiedy jest najbardziej bezbronny. W tych momentach należał tylko do mnie. 
Jego głodny wzrok skierował się na moją twarz, a na ustach pojawił się ironiczny uśmiech obiecujący grzeszne przyjemności. Przygryzłam wargę, aby nie jęknąć. Stał tam, prawie nagi, wyluzowany i mogący zrobić ze mną co chce. Zazdrościłam mu pewności siebie i opanowania. Ja cały czas poruszałam biodrami by złagodzić trochę ucisk między nogami. 
Chłopak nieśpiesznie podszedł do mnie i złapał mocno za włosy, odchylając moją głowę do tyłu. Mimo, że był brutalny wiedziałam, że nie zrobi mi krzywdy. Oczywiście wtedy kiedy jest ‘czysty’…
-Ktoś był dziś niegrzeczną dziewczynką i powiedział kilka słów za dużo – zanucił i wolną ręką powędrował w stronę mojego podbrzusza. 
Zamknęłam oczy jeszcze bardziej podniecona. Miałam ochotę powiedzieć mu żeby się zamknął i w końcu mnie zerżnął, a nie prezentował swoją przewagę nad mną.
-Niegrzeczne dziewczynki zasługują na karę – wyszeptał mi do ucha i włożył swoją rękę pod moją bieliznę wreszcie dotykając wrażliwego miejsca. Niemal skręcałam się z przyjemności. 
-Jesteś mokra – zachichotał cicho i włożył we mnie palec, a ja niemal natychmiast zacisnęłam się wokół niego. – A do tego jaka nienasycona… Chcesz dojść? – zapytał przesadnie słodkim głosem i zaczął zataczać kciukiem kółka na mojej łechtaczce. Głośno jęknęłam i złapałam go za przedramiona, niezdolna wykrztusić z siebie słowa. 
- Bardzo chciałbym ci pomóc, ale byłaś niegrzeczna, więc może nie pozwolę ci dojść – powiedział cicho i wyjął ze mnie palec. Z szelmowskim uśmiechem włożył go do ust. – Smakujesz tak cholernie dobrze, aniołku. 
Popatrzyłam na niego zaszokowana i próbowałam zebrać myśli. Nie da mi dojść? Co to znaczy do cholery?! Nie miałam jednak czasu na przemyślenia, gdyż chłopak złapał mnie mocno za tyłek i podniósł do góry. Szybkim ruchem rzucił mnie na kanapę i klęknął między moimi nogami. Bez ceregieli zerwał ze mnie bieliznę i przycisnął swoje pulchne usta do mojej łechtaczki. Wygięłam plecy w łuk czując ogromną przyjemność. Byłam tak blisko. 
Nie dane mi było jednak dojść, bo gdy tylko moje ścianki zaczęły się zaciskać chłopak przerwał swoją czynność i podniósł głowę. Jego świecące od mojego pożądania usta, wygięły się w zadowolony uśmieszek. Jęknęłam niezadowolona i podniosłam biodra do góry dając mu znać, że chce więcej.. 
- Trzeba było być grzeczną dziewczynką – powiedział zadowolony z siebie i oblizał usta. 
Niewyobrażalnie rozpalona patrzyłam jak zdejmuje z siebie bokserki. Chłopak złapał swojego penisa w rękę i zaczął delikatnie nim poruszać, sprawiając sobie przyjemność na moich oczach. Przymknął oczy i jęknął kiedy przejechał kciukiem po główce swojej męskości. Nie mogłam tego znieść. To było niewłaściwe, ale strasznie gorące. Miałam ochotę błagać o jego penisa. Prosić na kolanach o jego uwagę, byleby tylko zaznać spełnienia. Nie musiałam jednak uciekać się do takiego poniżenia, gdyż w pewnej chwili chłopak odwrócił mnie na brzuch, podniósł moje biodra tak, że klęczałam tyłem do niego. Rozszerzył kolanem moje uda i bez ostrzeżenia wszedł we mnie. Zacisnęłam zęby z przyjemności i bólu, który odczułam. Wycofał się ze mnie powoli, by chwilę później znów wejść do mojego ciasnego wnętrza. Jeszcze mocnej i głębiej. Nie mogłam powstrzymać okrzyków przyjemności kiedy wreszcie zaczął ostro mnie posuwać…

Zamknęłam oczy czując przyjemność budującą się gdzieś w moim podbrzuszu. Wspomnienia z poprzedniej nocy zalały mój umysł. Na początku nie dał mi dojść i tylko jeszcze bardziej mnie rozpalał, ale kiedy niemal płonęłam z rozkoszy wreszcie się nade mną zlitował. Prawie straciłam przytomność. Zaczęliśmy na kanapie w salonie, ale później przenieśliśmy się do łóżka w sypialni, zaliczając po drodze numerek pod ścianą w przedpokoju. Nie wiem skąd u mnie wczoraj tyle siły, ale ciągle nie miałam dość.

Pokręciłam głową zażenowana. – Jesteś napaloną suką! – krzyknęła podświadomość. Nie miałam ochoty kłócić się z dziwnymi głosami w mojej głowie, więc kazałam im iść do diabła. Dosłownie wyprana z emocji podniosłam się z łóżka, próbując ignorować bolące siniaki na udach. Cholerny Justin.
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Miałam wolny cały dzień, ale zdawałam sobie sprawę, że zamiast się obijać powinnam spróbować się uczyć. No cóż, łatwo powiedzieć gorzej zrobić.

***

Południe minęło mi szybko. Nie zdążyłam zjeść śniadania, więc zabrałam się za lunch, którego tak naprawdę nie zjadłam. Podłubałam trochę w talerzu i z wielkimi wyrzutami sumienia wyrzuciłam więcej niż połowę dania. Mimo, że byłam głodna to jedzenie utrudniał mi zaciśnięty, jakby z nerwów, żołądek. Nie chciałam patrzeć w lustro, bałam się, że znów zobaczę tego umęczonego potwora, tak jak wczoraj, przed przyjściem Justina.

W końcu zmotywowałam się do zajrzenia do książek i przerobienia maleńkiej części zadań, które powinnam była zrobić już wcześniej. Starałam się ignorować kłębiące się myśli w mojej głowie, ale ta misja nie zakończyła się sukcesem. Cały czas, podczas czytania najróżniejszych doktryn i kodeksów, rozmyślałam o gównianym położeniu w jakim się znalazłam. Dobrze wiedziałam, że znajomość z wielką gwiazdą pop nie przyniesie mi nic dobrego, ale nadal brnęłam w to bagno. Szkoda, że nie byłam stanowcza w jego obecności i nie wykopałam go na bruk kiedy tylko miałam okazję.

Około godziny 21 rzuciłam książki w kąt i postanowiłam jakoś odciążyć umysł. Przeprosiłam swojego laptopa i weszłam w internet. Facebook, instagram, jakieś portale z wiadomościami. Głupia i niezdrowa ciekawość powiodła mnie na tmz, gówniany portal z idiotycznymi plotkami. Nie wiem czego się spodziewałam wchodząc na tę stronę, ale na pewno nie tego. Nie myślałam, że zobaczę tam informację, która rozpali maleńką iskierkę nadziei w moim sercu.
____________________________________________________________________
Przepraszam, że musieliście tyle czekać. Macie prawo dać mi w tyłek. Możliwe, że niezupełnie tylko ja byłam winna, ale to nieważne. Przepraszam i obiecuję poprawę.
Poza tym zapraszam na przecudownego bloga, który ogromnie mnie ujął, bo... nie wiem dlaczego, ale ma w sobie to coś :) http://lust-jbfanfiction.blogspot.com/
Dziękuję za każdy komentarz i ilość wyświetleń - to bardzo motywuje :)