sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział XI „Tylko tyle mogłam zrobić.”

Beep-Beep-Beep–Beep-
Nacisnęłam przycisk drzemki w budziku i otworzyłam oczy. Chciałam wstać, ale para silnych ramion mi to uniemożliwiała. Co do cho… A tak. Bieber.
Przewróciłam oczami i niezbyt lekko wbiłam chłopakowi łokieć w żebro.
-Kurwa, co jest?  - krzyknął zaspany i usiadł. – Claire, masz wpierdol – powiedział i przetarł pięściami oczy jak to robią małe dzieci. Aww… to było takie słodkie.
-Muszę wstać do szkoły, a ty byłeś owinięty wokół mnie jak bluszcz – wytłumaczyłam mu spokojnie.
-Więc to był powód twojego ataku na mnie? – zapytał sceptycznie. – Serio, nie mogłaś spróbować obudzić mnie inaczej? – wyjęczał z miną małego dziecka.
Wzruszyłam ramionami i wyszłam z łóżka. To tylko Bieber. Co mam się przejmować jego gadaniem i samopoczuciem.. Zebrałam potrzebne rzeczy i udałam się do łazienki. Wychodząc z sypialni, kątem oka zauważyłam jak Justin ponownie rzuca się na poduszki i zamyka oczy. Zirytowana pokręciłam tylko głową i postanowiłam, że po przygotowaniu się, zajmę się problemem w postaci śpiącego chłopaka i ciągłym jego przebywaniem w moim domu, pokoju, łóżku.

***    
                                                                                                                      
-Zrobisz naleśniki? – zapytał mnie z miną szczeniaczka Justin, po tym jak bezczelnie zdarłam z niego kołdrę i jakoś wypchnęłam z łóżka. Musiałam posłużyć się groźbami ‘wyłaź z łóżka ty bezczelny kretynie, bo wyleję szklankę wody na twoje głupie włosy!’ itp. zanim łaskawie ruszył swój tyłek.
Popatrzyłam na niego z miną ‘serio?’ i pokręciłam głową.
-Dlaczego? Claire, proszę, proszę, proszę – jęczał mi nad uchem.
Zazwyczaj na śniadania jadam np. płatki z jogurtem greckim posypane jakimiś owocami, więc nie uśmiechało mi się zmieniać swoich przyzwyczajeń dla tego idioty, ale kiedy popatrzył na mnie z tą swoja słodką minką nie mogłam mu odmówić. Cholera, serio wpadłam po uszy…
Zerknęłam na zegarek 7:34. Zajęcia zaczynają się o 8:50 więc chyba zdążę zrobić mu te naleśniki.
- Doobra – przeciągnęłam ‘o’ i niechętnie zabrałam się do robienia tych nieszczęsnych naleśników.
- Claire, jesteś najlepsza. Odpłacę ci się w naturze – oznajmił z pewnym siebie uśmiechem, a ja popatrzyłam na  niego jak na kosmitę. On tylko wyszczerzył się jeszcze bardziej i usiadł przy stoliku w kuchni z telefonem w ręku.
- Kobieta przy garach. Tak powinno być – powiedział i rozsiadł się wygodniej. Na jego twarzy nadal widniał pyszałkowaty uśmieszek, który miałam ochotę mu zetrzeć.
-Jeszcze jeden taki komentarz i robisz wypad – powiadomiłam go z miną zabójcy.
On tylko przewrócił oczami i wysłał mi ‘całusa’. Idiota.

***

O godzinie 8:46 wjechałam na uniwersytecki parking. Niedorozwinięty kretyn, znany także jako Justin Bieber wymyślił sobie bitwę na jedzenie. Cała moja kuchnia wyglądała jak pobojowisko i musiałam to posprzątać. Kompletnie wściekła wyrzuciłam go z domu i kazałam nigdy więcej nie wracać. On skwitował to krótkim ‘nie umiesz się bawić, skarbie’. Pieprzony idiota. Określenie, że mężczyźni to wieczne dzieci, a tylko zabawki im się zmieniają, jest cholernie trafne.

Biegłam jak szalona pod salę wykładową. Miałam szczęście, profesor się spóźnił, więc nie straciłam wykładu.

***

-Zaspałaś? – zapytała mnie w trakcie przerwy,  Jasmine. Popatrzyłam na nią niepewnie. Co mam powiedzieć: Nie, po prostu pewien skretyniały gwiazdor zrobił mi burdel w kuchni i musiałam to sprzątać. Och, co to to nie.
- Można tak powiedzieć. Miałam pewne komplikacje rano – oznajmiłam i uśmiechnęłam się z lekkim przymusem.
- Ah, pewnie jakieś kobiece sprawy. Nie wnikam – powiedziała z uśmiechem. – Co robisz w weekend?
Przez chwilę zastanowiłam się nad odpowiedzią. Pewnie będę czytać, albo uczyć się…
- Znając życie nic ciekawego… Nauka, obijanie się i tak dalej. A ty?
- Idę na imprezę do mojego kumpla, może chcesz dołączyć? – zaproponowała z uśmiechem.
Spojrzałam na nią sceptycznie. – Nie wiem, czy to najlepszy pomysł… Idziesz do kumpla…
- Claire, to żaden problem! Jack mówił żebym zabrała znajomych. – posłała mi uspokajający uśmiech. – Ma duży dom na obrzeżach miasta.
No, cóż. Może to dobry pomysł… Jeśli Sean lub dziewczyny nie chcieliby się gdzieś spotkać i wyjść spędziłabym dzień obijając się. Chyba, że Justin by mnie odwiedził...
- Wiesz, to dobry pomysł. Bardzo chętnie gdzieś z tobą wyjdę. – zgodziłam się z uśmiechem.
- Naprawdę? To cudownie! Musimy iść na zakupy! – paplała, a ja z uśmiechem na ustach jej przytakiwałam. Kiedy tylko poznałam Jasmine, od razu ją polubiłam. Była urocza i miała świetny gust. Czemu miałabym nie iść z nią na zakupy?
- Jutro ci odpowiada? – zapytała podekscytowana dziewczyna, kończąc swoją tyradę na temat wyższości szpilek nad koturnami.
Pokiwałam z rozbawieniem głową. – Jasne.

***

- Te będą świetne. Nie, nie, lepiej weź te. A może jednak nie…. Te szpilki muszę koniecznie kupić! – trajkotała Jasmine. Była w amoku kupowania, ogarnęła ją zakupomania, szał zakupów… nie wiem która nazwa była adekwatna do stanu w jaki wpadła dziewczyna. Z całą pewnością była zakupoholiczką, ale w sumie mi to nie przeszkadzało. Moim przyjacielem był Archer, Fan Number One zakupów, więc mogłam spokojnie rzecz, że widok amoku w jaki wpadła Jass był dla mnie chlebem powszednim. Z racji tego, że rzeczywiście miała wspaniałe wyczucie stylu, ja również na tym skorzystałam. Dziewczyna dobrała mi kilka naprawdę cudownych zestawów. Zawsze miałam problem z wybieraniem dodatków, ale Jasmine była w tym mistrzynią. Posiadała ciuchowy szósty zmysł – jak mawiał Archer.
- Jejku, Claire, zajebiście wyglądasz! – wykrzyknęła zadowolona Jasmine, kiedy wyszłam z przymierzalni w wybraną przez nią wcześniej sukienką.
- Tak myślisz? – zapytałam nieco sceptycznie. Rzeczywiście, sukienka leżała jak ulał, ale coś mi w niej nie pasowało…
Jasmine szeroko się uśmiechnęła i wyjęła zza pleców cudowne buty. Podała mi je i puściła do mnie oczko. Szybko je założyłam i spojrzałam w lustro. Oczywiście, wybór dziewczyny okazał się bezbłędny. Szpilki dodały mi centymetrów, co było bardzo wskazane przy moim niskim wzroście i niezbyt szczupłych nogach. Sukienka opinała się na moich krągłościach, ale nie wyglądała wulgarnie czy niesmacznie.
- Tak, wiedziałam, że te buty będą idealne – oznajmiła Jasmine z samozadowoleniem wypisanym na twarzy.
- Jejku, dziewczyno, czemu nie robisz kariery w wielkim świecie mody? – zapytałam szczerze zdumiona. Ona naprawdę miała do tego talent. Mogłaby nieźle zarobić na stylizowaniu mniej doświadczonych kobiet.
-Skąd wiesz, że nie robię? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, wygładzając jakąś zmarszczkę na mojej sukience.
Popatrzyłam na nią zdziwiona. Ona uśmiechnęła się do mnie lekko. – Prowadzę bloga modowego.
- Och, jesteś bloggerką?
- Tylko nie mów szafiarką, bo uderzę cię w twarz. – powiedziała z groźnym wyrazem twarzy, ale za chwilę się uśmiechnęła. – To fajna zabawa.
- Nie wątpię. Musisz wysłać mi adres swojego bloga. Może mnie zainspirujesz – rzuciłam z uśmiechem, a ona z zadowoleniem pokiwała twierdząco głową.

***

-Wejdę do kiosku po jakieś gazetki – oznajmiłam Jasmine, kiedy po około trzech godzinach zakupowego szaleństwa zbierałyśmy się do domu.
- O spoko, ja też muszę kupić sobie Vogue’a , albo tę nową gazetę Anji Rubik.


Znalazłam nowy numer Newsweek’a i już miałam udać się do kasy kiedy moje oczy trafiły na jakąś typowo plotkarską gazetę. Na okładce pysznił się Justin Bieber ze swoją dziewczyną. Krzykliwy czerwony napis głosił : Będzie ślub? Mój żołądek skurczył się w nieprzyjemny sposób i czułam jak robi mi się niedobrze. Zgarnęłam gazetę i podeszłam z nią do kasy. Musiałam się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.


- Jejku, Claire, jesteś strasznie blada. Dobrze się czujesz? – zapytała zmartwiona Jasmine kiedy dołączyłam do niej po kupieniu prasy.
- Tak, jasne. Po prostu te zakupy odrobinę mnie zmęczyły – odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem. Chyba byłam świetną aktorką, bo Jass ciepło się do mnie uśmiechnęła i pokiwała głową na znak zrozumienia.
- Masz rację. Dawno się tak nie nachodziłam – wyznała.
- Zdecydowanie. No cóż, ja będę się już zbierać – muszę odkryć czy facet z którym sypiam bierze ślub – dodałam w myślach.
- Jasne. To do jutra. Trzymaj się – powiedziała zadowolona i przytuliła mnie na pożegnanie.


Jadąc samochodem nie mogłam wyrzucić z głowy tego nagłówka. Cholera dlaczego nie pomyślałam o tym wcześniej. Kurde, przecież On ma dziewczynę. Od kilku lat. Gdyby jej nie kochał nie byłby z nią. Tylko dlaczego zabawia się na boku? Może jednak jej nie kocha… no, ale przecież mają wziąć ślub… Zadręczałam się podobnymi myślami całą drogę na moje osiedle. Całe szczęście, że przez moje roztargnienie nie spowodowałam jakiegoś wypadku…

Gdy tylko znalazłam się w mieszkaniu i zrzuciłam buty, natychmiast wzięłam do ręki kolorowe czasopismo. W spisie treści znalazłam interesującą mnie stronę i zaczęłam czytać artykuł.
Po chwili z drżącym sercem odłożyłam pisemko na kolana. Byłam załamana. Okazało się, że Serena czy jakoś tam, dodała zdjęcie pierścionka na instagram i wszystko wskazywało na to, iż jest to pierścionek zaręczynowy. Pismacy rozpisywali się jaka to cudowna para. Młodzi, piękni, zakochani. Nie miałam więcej pytań. Musiałam zerwać z Justinem wszelki kontakt. Powinnam zrobić to już na początku, ale byłam idiotką, którą kierowały hormony. Jejku, jak mogłam być taka ślepa? Postanowiłam odrobinę się zabawić i wyluzować i co z tego mam? Złamane serce. Bo to co czułam do tego idioty było czymś więcej niż tylko zauroczeniem. Chociaż przez cały czas zachowywał się jak idiota, dzieciak i tak dalej, lubiłam z nim przebywać. Moje życie było zdecydowanie prostsze kiedy wszystko dokładnie analizowałam. Poczułam wibrowanie telefonu w moich spodniach. Niechętnie wyjęłam go z kieszeni i zobaczyłam sms’a. Nadawcą była ostatnia osoba z jaką chciałabym mieć coś wspólnego. Justin. Bez przeczytania usunęłam wiadomość i wyłączyłam telefon. Wiedziałam, że jest w Londynie i pracuje nad płytą, co dawało mi pewność, że nie zjawi się u moich drzwi tak jak ostatnio, a przynajmniej nie dzisiaj.
Musiałam wziąć prysznic. Długi, oczyszczający prysznic, który oczyści mój umysł i sprawi, że zapomnę o bólu. Tylko tyle mogłam zrobić.

_____________________________________________________________________

Siema, siema. Tak, wiem miał być już dawno, ale nawaliłam. Nie mogłam zmusić się do napisania czegokolwiek. Kilka razy otwierałam worda, ale kończyło się to tylko kilkoma nowymi słowami, ewentualnie zdaniami. Przepraszam. Jednym z czynników przez które straciłam motywacje było zdjęcie naszego kochanego Justina, które wstawił niedawno. Nie będę ukrywać, że zazdrość po prostu mnie rozsadziła i przez kilka dni byłam w stanie młodzieńczej depresji. Jednakże emocje opadły i wszystko jest już OK J.
Nie będę obiecywać kiedy dodam kolejny, bo nie mam pojęcia.
Szukam kogoś kto potrafi robić szablony! Dajcie mi znać na twitterze!
Trzymajcie się ciepło
Bootylicious


wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział X „Jesteś taka urocza kiedy się złościsz”

Kolejny dzień przywitał mnie lekkim pulsowaniem skroni. No cóż, niecodziennie wypijam pół butelki wina, sama… Zignorowałam ból wiedząc, że jest on moją karą za naiwność i nazwijmy rzeczy po imieniu – puszczanie się. No dobrze, może przesadziłam...ale zdecydowanie byłam sobą rozczarowana. Jak mogłam się z nim przespać? Do tego dwukrotnie. Cholera, on mnie na własnym blacie kuchennym tentego…  Z drugiej strony, pan B. był uosobieniem seksu, więc nie wiem czy któraś laska mogłaby się mu oprzeć. Z tego co wiem to same wskakiwały mu do łóżka. Biorąc to pod uwagę myślę, że długo się powstrzymywałam. Wręcz sobie kurde, za to medal, latawico -  odzywa się podświadomość, ale ja pokazuje jej środkowy palec i grzecznie każe się jej schować. W głębi duszy jednak, wiem że ona ma rację. Nie powinnam ulegać Justinowi.
Ignorując swoje myśli wychodzę z łóżka i kieruje się do łazienki w celu porannej toalety. Około pół godziny później siedzę w kuchni i popijam herbatę. Dopiero w tym momencie postanawiam sprawdzić swój telefon, który po smsie Justina wyciszyłam. Dostrzegam dwie nowe wiadomości i jedno nieodebrane połączenie. Jedna wiadomość jest od Seana, który pyta czy wszystko u mnie w porządku i czy dojechałam bezpiecznie. Jest taki kochany…. Druga wiadomość i połączenie są od Justina. Kasuje połączenie i przez chwilę waham się czy aby nie zrobić tego z smsem, ale ciekawość jest silniejsza. Drżącym palcem klikam ‘otwórz’. 
Śpisz już?! No nie żartuj Claire! W sumie to korzystaj ze snu, bo kiedy do ciebie wpadnę niewiele będziesz go miała :P  
Czuję nadchodzący atak furii. Powoli odkładam telefon na stolik i biorę uspokajające wdechy i wydechy. Wdech i wydech, wdech i wydech. Oddychaj jak w szkole rodzenia… Po chwili czuje się już lepiej, ale nadal czuje gniew. Tak, gniew jest lepszy niż rozczarowanie. Ten facet to totalny cham i prostak. Nie żebym nie wiedziała tego wcześniej, no ale… jejku, ciężko mi zebrać myśli. Nie zamierzam mu odpisywać, o nie. 
Szybko piszę do Seana, że wszystko było w porządku i dziękuję za troskę, a następnie zbieram się na uniwersytet. Staram wyprzeć z myśli Justina, ale to okazuje się naprawdę trudne. Kurde, dla tego faceta jestem tylko rzeczą. Mam dla niego wartość taką jak dmuchana lala, z tą różnicą, że ja mogę krzyczeć jego imię. Dlaczego, nie mogę o nim zapomnieć? Może to przez jego hipnotyzujący wzrok, który przeszywa mnie i rozpala do czerwoności, albo to wina jego grzesznych ust, które wyginają  się w seksownym uśmieszku i zapraszają do nieprzyzwoitej zabawy.. Może to jego głos, albo niegrzeczne słowa, które wyrzuca z siebie. Nie wiem. Jedyne czego jestem pewna, to to, że nie potrafię o nim zapomnieć. O nim i intymnych, gorących chwilach które razem dzieliliśmy. Przeczesuje włosy w geście irytacji. Nie myśl o nim. Musisz skupić się na nauce i swoim wykształceniu, a nie na cielesnych igraszkach – gdera podświadomość, a ja pierwszy raz przyznaję jej rację. 
***
Czas na uniwersytecie szybko mi minął. Zanim zdążyłam się zorientować byłam już na lunchu z nowopoznaną dziewczyną z literatury, Jasmine. Opowiedziała mi trochę o sobie i poplotkowałyśmy o ludziach na uniwersytecie. W sumie to ona plotkowała, ja tylko słuchałam – przecież nie znałam nikogo. Wbrew pozorom spędziłam miło czas i nie myślałam o moich dziwnych, miłosnych problemach. Później, zanim się obejrzałam byłam już w moim mieszkaniu. Zajrzałam do lodówki w której standardowo świeciło pustkami i postanowiłam wybrać się na jakieś zakupy. Zanim zdążyłam wyjść zadzwonił mój telefon. 
-No hej mamo – powiedziałam po odebraniu. 
- Cześć kochanie. Jesteś po zajęciach? – zapytała moja rodzicielka. 
- Tak mamo. Właśnie jadę na zakupy, kupiłam samochód – mówię i otwieram drzwi. Trzymam telefon między uchem, a ramieniem i zabezpieczam mieszkanie. 
- O to cudownie, kiedy? – pyta z umiarkowanym zainteresowaniem. Wiem, że zależy jej na mnie, ale nie wykazuje zbytniego zainteresowania moim życiem. Dużo pracuje. Kiedyś mi to przeszkadzało, ale teraz jestem z tego zadowolona. Mama wychowała mnie sama. Poznała ojca na jakiejś imprezie firmowej. Ona – zgrabna i urocza sekretarka, on – przystojny i bogaty prezes jakiejś współpracującej firmy. Historia jak z filmu, nic dziwnego, że byli sobą zainteresowani. Przez jakiś czas spotykali się potajemnie, ale ojciec w końcu stwierdził, że potrzebuje kobiety z ‘wyższych sfer’. Dowiedział się, że mama jest w ciąży i obiecał, że pomoże w moim wychowaniu. Nigdy nie ukrywał tego, że ma córkę, ale też otwarcie tego nie przyznawał i nie ‘chełpił’ się tym. No cóż, jego problem. 
- Wczoraj. Wyślę ci zdjęcie, albo wejdź na instagrama, to będziesz mogła je zobaczyć – odpowiadam i wychodzę na zewnątrz. 
- Dobrze Claire. Podoba ci się uniwersytet? 
- Tak mamo. Zajęcia są ciekawe, ludzie mili, nie jest źle. A co u ciebie? – pytam i wsiadam do samochodu kontynuując rozmowę. 
***
Zakupy udaje mi się skończyć w rekordowym czasie 15 minut. Wzięłam tylko najpotrzebniejsze produkty i wróciłam do swojego mieszkania. Po rozmowie z mamą postanowiłam zadzwonić do moich przyjaciół z rodzinnego Chicago. Tęskniłam za nimi. Byliśmy zgraną paczką, ale każdy poszedł w swoją stronę wybierając uniwersytet w innej części kontynentu. Po krótkim namyśle wybrałam numer Archera. 
- Claire ! – krzyknął do słuchawki kiedy odebrał. – Dlaczego się nie odzywałaś frajerko? – zapytał z wyrzutem w głosie. Archer był najwspanialszym facetem na świecie. Zabawny, inteligentny, uroczy i oczywiście gorący. Niestety, jak to zwykle bywa z takimi wspaniałymi kąskami, był gejem. Kobiety mogły obejść się smakiem. 
- Przepraszam Archie, ale wiesz jak to jest, przeprowadzka, nowej miejsce, milion spraw – odpowiedziałam. – Poza tym, ty też nie zadzwoniłeś. 
- Wiem skarbie, przepraszam, ale jak mówiłaś, przeprowadzka i te inne gówna. Uniwersytet i tak dalej. No, ale opowiadaj. Co u ciebie?
Oczywiście powiedziałam mu o wszystkim co działo się u mnie w tym czasie. Pominęłam tylko sprawę z Justinem – to nie była rozmowa na telefon. Przed rozłączeniem się ustaliliśmy, że spotkamy się w święta w Chicago i narobimy stracony czas. 
***
Oglądałam właśnie nowy odcinek „Czystej krwi”, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Odrobinę zmieszana spojrzałam na zegarek 21.15. Trochę późno na wizyty. Nagle mnie oświeciło – to mógł być Justin. Przez chwilę myślałam czyby nie udawać, że nikogo nie ma w domu, ale stwierdziłam, że to zły pomysł. Musiałam zakończyć to raz na zawsze i to był najlepszy moment. Zdeterminowana podeszłam do drzwi i otworzyłam je na szerz. Na chwilę mnie zamurowało. Przede mną stał Justin z bukietem czerwonych róż w rękach. Zamrugałam zdziwiona oczami. Justin Bieber stoi przed moimi drzwiami z kretyńskim uśmiechem na twarzy i bukietem róż w rękach, przecież to absurd!
- Hej skarbie, wpuścisz mnie? – zapytał rozbawiony i bez mojego pozwolenia wszedł do środka zatrzaskując za sobą drzwi. Odłożył kwiaty na komodę i łapiąc mnie za biodra przyciągnął do siebie. 
Szybko wyrwałam się z jego uścisku i spojrzałam na niego gniewnie. – Co ty tu robisz? 
-Nie odpisałaś mi, więc postanowiłem wpaść i sprawdzić co się dzieje – odpowiedział gładko i szeroko się uśmiechnął. – No dalej Claire, nie mów, że się za mną nie stęskniłaś – wyszeptał i znów próbował mnie do siebie przyciągnąć. 
Zirytowana przewróciłam oczami. – Justin, daj mi spokój. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. 
- Wcale nie musimy rozmawiać – powiedział, sugestywnie unosząc brwi i przejeżdżając językiem po górnych zębach. 
-Jeśli chcesz seksu to przykro mi, ale  musisz sobie znaleźć inną naiwną. Założę się, że cała lista uroczych panienek chętnie spełni twoje potrzeby – syknęłam. – Teraz wyjdź, bo nie mam ochoty spędzać z tobą czasu. 
- Od kiedy Claire? – zapytał z rozbawieniem w głosie – Jakoś ostatnio nie protestowałaś przed spędzaniem ze mną czasu. 
- Justin, daj sobie spokój – odpowiedziałam z rezygnacją w głosie. – Czego ty ode mnie chcesz? Na świecie jest tyle dziewczyn, znajdź sobie inną osobę do nękania. 
- Claire – powiedział i przysunął się do mnie. Znów byłam w potrzasku. Za sobą miałam ścianę, przed sobą jego. Justin podniósł rękę i delikatnie dotknął dłonią mojego policzka. Może to idiotyczne, ale brakowało mi jego dotyku. – Nie chcę innych, chce ciebie – wyszeptał i przycisnął swoje usta do zgięcia mojej szyi. 
- Justin, nie – powiedziałam pewnie. – Wcale mnie nie chcesz. Znajdź sobie kogoś innego do zaspokajania swoich potrzeb. 
Chłopak odsunął się, ze zirytowaniem przeczesał swoje włosy palcami i popatrzył na mnie z gniewem w oczach. – Gdybym cię nie chciał to nie biegał bym za tobą jak jakiś szczeniak, tylko od razu bym sobie odpuścił i znalazł sobie kogoś innego. – krzyknął. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Rany, on naprawdę był wściekły. Ale cholernie seksowny. 
Znów zbliżył się do mnie i złapał za moje nadgarstki przyciskając je do ściany. – Chce cię i kurwa będę cię miał – powiedział groźnie. 
Próbowałam się mu wyrwać, zyskać trochę dystansu, ale nic nie mogłam poradzić na dreszczyk podniecenia który czułam. 
Chwilę później usta Justina znalazły się na moich. Nawet nie próbowałam się mu przeciwstawiać – to i tak nic by nie dało. Ten chłopak robił ze mną to co chciał. Brał moje ciało w zupełne posiadanie. Pocałunek był agresywny i namiętny. Włożyłam w niego całą złość, którą czułam. Justin puścił moje nadgarstki, złapał mnie za biodra i oderwał ode mnie usta. – Też za tobą tęskniłem Claire – wyszeptał mi do ucha, a następnie uniósł do góry. Oplotłam nogami jego biodra, a dłonie wplątałam w jego włosy. Justin ruszył do sypialni. Wiedziałam co za chwilę się zdarzy, ale nie protestowałam. Przez chwilę moje myśli były zamroczone przez podniecenie. 
***
- Uznaj to za pożegnalny seks – powiedziałam zmęczonym głosem kiedy skończyliśmy. Leżałam na brzuchu wykończona i bądźmy szczerzy, obolała. 
Usłyszałam kpiący śmiech Justina za sobą, a chwilę później jego ręka znalazła się na mojej tali. – Nie wydaje mi się – odpowiedział z rozbawieniem w głosie. – Jest tyle rzeczy, które chciałbym z tobą zrobić – zanucił i pocałował mnie w ramię. 
Przewróciłam oczami, ale nie skomentowałam jego wypowiedzi. Głupi, seksowny idiota. 
- Nie wychodzisz? – zapytałam.
- Wyrzucasz mnie? – odpowiedział pytaniem na pytanie i odwrócił mnie w swoją stronę. Na jego twarzy malował się kpiący uśmiech. 
- Po prostu pytam. Gdybym cię wyrzuciła…bądźmy szczerzy i tak byś nie wyszedł – stwierdziłam na niego z udawanym uśmiechem. 
- Trafna uwaga Claire. Nie, nie wychodzę. Lubię z tobą spać jesteś taka mięciutka – oznajmił z rozbawieniem w głosie i uszczypnął mnie w pupę. 
- Według ciebie jestem gruba? – zapytałam urażona i popatrzyłam na niego z mordem w oczach. 
- Gruba nie, ale taka pulchniutka – odpowiedział jeszcze bardziej rozbawiony. 
Wściekła usiadłam na łóżku i szybko zakryłam się kołdrą, kiedy tylko zauważyłam, że jego wzrok kieruje się na mój odsłonięty biust. – Pulchniutka ? – on sobie żartuje? Teraz ten idiota przegiął. 
- Claire, nie denerwuj się – zaśmiał się widząc moją minę. 
Uderzyłam go pięścią w klatkę. – Jesteś takim idiotą Bieber! – krzyknęłam i jeszcze raz go uderzyłam. 
- Ał, ał – zrobił minę dziecka i potarł ‘bolące’ miejsce. Taa, pewnie nawet tego nie poczuł, idiota jeden. Chciałam uderzyć go jeszcze raz, ale złapał mój nadgarstek i przycisnął do łóżka. 
- Jesteś taka urocza kiedy się złościsz – oznajmił i przycisnął swoje usta do moich. 

__________________________________

Hej, hej, hej ! Dziękuję za wszystkie wyświetlenia i komentarze! Nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział, ale postaram się do końca roku go dodać :)
Korzystając z okazji życzę Wam wszystkiego najlepszego z okazji świąt Bożego Narodzenia ! :)
Trzymajcie się ciepło :) 
Bootylicious 
PS. Nowa płyta Jusa jdfsdhbvkd <3 ;) 
PS2. Przepraszam za błędy - rozdział niesprawdzony !


sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział IX "Dobranoc kochanie"

Reszta weekendu minęła mi na czytaniu i powtarzaniu materiału, który już zdążyliśmy przerobić na zajęciach. Z racji tego, że nie było go wiele, szybko się z tym uporałam. Wymieniłam kilka smsów z Justinem i dowiedziałam się, że zaczyna pracę nad nową płytą. Pisał, że będzie miał strasznie mało czasu, ale że wpadnie do mnie niedługo. Może i byłam idiotką, ale strasznie się ucieszyłam. Mimo, że był skończonym palantem, lubiłam spędzać z nim czas. 
Poniedziałek nadszedł zdecydowanie za szybko. Po wypiciu mocnej herbaty popędziłam na przystanek by móc dostać się na uniwersytet. Moje wykłady zaczynały się od 10.30, ale chciałam jeszcze wpaść do biblioteki. 

Zdecydowanie podróże publicznymi środkami transportu nie należały do przyjemnych. Autobusy były pełne hałaśliwych studentów, którzy zupełnie z nieznanych dla mnie powodów postanowili iść na uniwersytet. Siedząc w fotelu obok chłopaka z nastroszonymi, farbowanymi na niebiesko włosami i słuchającym muzyki na słuchawkach, tak głośno, że miałam możliwość dowiedzieć się, że jest fanem black metalu, postanowiłam, że kupie sobie samochód. To byłoby najlepsze wyjście z tej sytuacji. Myślałam o tym wcześniej, ale nigdy nie mogłam się zdecydować. Miałam pieniądze, tzn. mój ojciec je miał i co miesiąc wpłacał mi „kieszonkowe” na konto. Chyba myślał, że dzięki temu nadrobi stracony czas i może zacznę z nim normalnie rozmawiać, bez grymasu na twarzy. Tak jakby drogie prezenty i pieniądze miały mi zastąpić ojcowską miłość i zainteresowanie w czasie kiedy byłam dzieckiem. Niedoczekanie jego. Postanowiłam o tym nie rozmyślać i skupić się na wyobrażeniu wymarzonego samochodu. Miałam kilka wizji jego idealnego wyglądu, ale wiedziałam, że jestem niedoświadczona w tych sprawach i pewnie jakiś sprytny sprzedawca wciśnie mi jakiś bubel. 

Wysiadając z autobusu poczułam jak jakiś koleś klepie mnie w tyłek i to przelało czarę goryczy. Postanowiłam, że zaraz po zajęciach udam się do jakiegoś komisu samochodowego. 

***
Nie uśmiechało mi się samej wybierać auta. Na szczęście na pomoc przyszedł mi Sean. Powiedział, że chętnie doradzi mi w sprawie modelu itp. gdy do niego napisałam. Umówiliśmy się, że zaraz po wykładach Sean po mnie przyjedzie i tak też zrobił. 
Podczas podróży czułam dystans między nami. Może Seanowi było głupio przez ten pocałunek? Nie żartował, nie pytał o nic…
-Sean. – zwróciłam jego uwagę, a on zerknął na mnie. – Jeśli chodzi o to..
- Claire, spoko – przerwał mi i lekko się uśmiechnął. – Jesteśmy przyjaciółmi, tylko. Rozumiem. Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- Naprawdę? – zapytałam. Czułam się odrobinę winna. Bardzo lubiłam Seana, ale nie chciałam tworzyć z nim związku. Oczywiście, skoro w twojej głowie jest cały czas boski Justin – szepnęła podświadomość.  Pokręciłam głową, próbując wyrzucić z głowy tę myśl. Tu nie chodziło o niego. A może jednak chodziło? – Naprawdę bardzo sobie cenię twoją przyjaźń – wyszeptałam i uśmiechnęłam się nieśmiało. 
- Ja też cenie sobie twoją. – uśmiechnął się. – Jak na studentkę prawa jesteś całkiem spoko – oznajmił i puścił mi oczko. 
- Całkiem spoko? – zapytałam rozbawiona, a on przytaknął. 
Reszta podróży nie była już tak niezręczna. Sean opowiadał mi różne śmieszne historyjki ze swojego życia. Zdecydowanie był szaloną osobą – średnio co trzydzieści sekund wybuchałam śmiechem. Przez chwilę zupełnie zapomniałam o Justinie. 
***
Po odwiedzeniu kilku auto-komisów i obejrzeniu masy zupełnie nietrafionych w mój gust modeli samochodów znalazłam perełkę. Cudownego, turkusowego garbusa. Sean otaksował go wzrokiem i stwierdził, że „szału nie ma, ale może być”. Ja uważałam, że jest przepiękny, idealny, super, ekstra, retro itp. itd. Zapłaciłam należne pieniądze nieco dziwnemu sprzedawcy, który bez przerwy patrzyła na mój biust i wreszcie obracałam w dłoni kluczyki do mojego pierwszego, własnego samochodu. Byłam niesamowicie zadowolona. 
- Trzeba to opić! – wykrzyknął Sean, kiedy wyszliśmy na zewnątrz i z uśmiechem na ustach zaproponował, abyśmy wybrali się do jakiegoś pubu. Byłam odrobinę sceptyczna, ale Sean potrafił być bardzo przekonujący.

Umówiliśmy się, że o 20.00 spotkamy się w H&F. Sean miał zadzwonić do Lany, Angie i chłopaków z zapytaniem czy nie chcieliby pobalować z nami. Nie byłam pewna co do ich decyzji, (na Boga, był dopiero poniedziałek!) ale cała ekipa odpowiedziała z wielkim entuzjazmem na nasze zaproszenie. Podjechałam moim uroczym, słodkim autkiem pod moje mieszkanie. Wyszłam na zewnątrz i przez chwilę podziwiałam to cudo. Kochałam klasyczne samochody. Do tego ten kolor, który błyszczał w wieczornym słońcu. Byłam totalnie oczarowana moim nowym nabytkiem. Z samozadowoleniem wpadłam na szatański plan. Wyjęłam mój telefon i zrobiłam zdjęcie, a następnie wstawiłam je na instagrama. A co, lansik musi być. Jejku, czasem zaskakiwała mnie moja głupota i pustota. Spojrzałam na zegarek i otworzyłam szerzej oczy. 18.54. Kurde muszę biec do domu i się przygotować. 
***
W różowych szpilkach, szarej koszulce, skórzanej kurtce i spodniach wysiadłam z mojego pięknego, turkusowego autka. Pod klubem było nieco mniej tłoczno niż w weekend, ale nadal przy oficjalnym wejściu tłoczył się spory tłum. Ci ludzie nie mają co robić w domu? – zapytałam siebie w myślach i potrząsnęłam głową. Sama tu jesteś, frajerko – odpowiedziałam sobie. Nieważne. 
Lana i Angie stały przy tylnym wejściu i zaczęły machać i szczerzyć się kiedy tylko mnie zobaczyły.
- No i gdzie to cudo? – zapytała roześmiana Lana i przytuliła mnie na powitanie.     
-Stoi na parkingu. Musiałam je zostawić, niestety – odpowiedziałam ze smutną minką. 
Angie roześmiała się i przyciągnęła mnie do uścisku. – Hej Pinky! Świetnie wyglądasz.
- Pinky? – zapytałam z uśmiechem. – Dlaczego Pinky? 
- No przez buty, laska! – oznajmiła z miną znawcy. – Są tak neonowe, że widziałam je z daleka. 
- Ej nie śmiej się. One są urocze – powiedziałam lekko obrażona. Po chwili jednak parsknęłam śmiechem.  Miała rację – buty było widać z daleka, ale co mogłam na to poradzić? Kochałam neonki!
-Wchodzimy? – zapytała Lana. Angie i ja, zgodnie przytaknęłyśmy głowami.
***
Standardowo zajęłyśmy miejsca w loży. Chłopaków jeszcze nie było, co odrobinę mnie zdziwiło – to przecież kobiety zawsze się spóźniają… 
- Co pijecie? – zapytałam dziewczyn wstając z miejsca. – Dzisiaj ja stawiam. 
- To co zawsze – oznajmiła Lana i uśmiechnęła się do mnie. 
Udałam się do baru. Czułam jak ciężki bit przenika do mojego ciała. Zamówiłam dwa mojito i soczek pomarańczowy dla mnie (byłam kierowcą, nie mogłam pić) . Kiwałam się jak pingwin w rytm muzyki i obserwowałam tłum. To co zawsze – napruci ludzie, ocierający się o siebie, ewentualnie liżący się lub coś podobnego, standard w klubie. Zapłaciłam barmanowi i nie bez problemu zabrałam nasze zamówienie. Cały czas bałam się, że ktoś mnie popchnie i trunki się wyleją. Na szczęście dotarłam do dziewczyn bez przykrych przygód. 
- Soczek? – zapytała zaszokowana Lana i wskazała na moją szklankę. – Żartujesz sobie?
- Lana, ja prowadzę, nie mogę pić – odpowiedziałam. 
Lana podniosła brwi do góry i popatrzyła na mnie z miną ‘ serio?’, ale nie powiedziała już nic więcej.
- Dobra Pinky, pij ten swój soczek i idziemy na parkiet – oznajmiła Angie. – Czas pokazać które dziunie są królowymi parkietu i kręcą najlepiej swoimi boskimi tyłeczkami!
Popatrzyłyśmy na siebie z Laną i parsknęłyśmy śmiechem – Angie była czasem taka dziwna. 
- Z czego się śmiejecie? – zapytał Sean przysiadając się do nas. – Mike nie mógł przyjść, ale Alan powiedział, że może wpadnie później – oznajmił. 
- Pewnie Mike spędza czas ze swoją lady – powiedziała Angie z grymasem na twarzy. 
- Ta dziewczyna to totalna porażka – westchnęła Lana. 
- Dlaczego? – zapytałam lekko zdezorientowana. Zupełnie nie wiedziałam o co im chodzi. 
- Mike ma dziewczynę, ale ona jest z nim tylko dlatego żeby zrobić na złość Bieberowi – oznajmiła, a ja poczułam nieprzyjemny skurcz w brzuchu. Co?
- Idiotka – stwierdziła Lana. – Liczy na to, że on jeszcze zwróci na nią uwagę. 
- Byli razem? – zapytałam słabym głosem. 
- Nieoficjalnie. – powiadomiła mnie Angie. – To był tylko sex, spotkania w domu i tak dalej. Oficjalnie cudowny Justinek jest w związku z tą całą gwiazdką Gomez czy jakoś tam jej było, są idealną, szczęśliwą parą. W rzeczywistości Bieber śpi z kim popadnie, czasem „wiąże się” z jakąś laską na dłużej, ale zwykle nie trwa to więcej niż miesiąc. 
Poczułam jak robi mi się słabo, ale musiałam wiedzieć coś jeszcze. – Skąd to wiecie? 
Angie i Lana parsknęły śmiechem. 
- Mieszkamy tutaj nie od dziś. Znamy ludzi. Poza tym Justin często tu bywa, zazwyczaj z inną laską – oznajmił Sean. – Dobrze, że wtedy go olałaś. – złapał mnie za rękę i lekko uścisnął. 
Taa olałam go, pewnie…. 
- Uderzał do ciebie? – zapytała Lana i puściła do mnie oczko. – To dziwne, że mu odmówiłaś, chyba byłaś pierwsza – zaśmiała się. 
- Nie wiem – odpowiedziałam. Nagle zrobiło mi się duszno i muzyka stała się zdecydowanie za głośna. – Bardzo was przepraszam, ale muszę już wracać. 
- Co? Już? Dlaczego? – zapytał zmartwiony Sean. – Dobrze się czujesz?
- Tak Sean jest super. – wymusiłam uśmiech. – Jutro mam zajęcia od rana. 
- Aha, ok – zaśmiał się chłopak. – To jedź do domu kujonie. Spotkamy się w sobotę. 
- Tak jasne – szybko powiedziałam. Pożegnałam się z wszystkimi uściskiem i udałam się w stronę wyjścia. Chciałam jak najszybciej wyjść z tej ciasnej przestrzeni i znaleźć się w domowym zaciszu. 
Znalazłam swoje auto na parkingu i ruszyłam w kierunku mieszkania. Starałam się powstrzymać łzy podczas podróży, bo nie chciałam spowodować wypadku. 
Będąc już w domu szybko zdjęłam z siebie ubrania i udałam się pod prysznic. Pod ciepłymi strumieniami wody wreszcie dałam ujście emocjom. Łzy popłynęły kaskadami i mieszały się z kroplami wody. Po chwili wyszłam spod prysznica i wytarłam się z miękki ręcznik wiszący na wieszaku. Zmyłam rozmazany makijaż i nago ruszyłam do sypialni po bieliznę i piżamę, idealną na takie sytuacje. Już ubrana udałam się do kuchni i z szafki wyjęłam czerwone wino. Nie trudniłam się szukaniem kieliszka – i tak nie był mi potrzebny. Zerknęłam na zegarek, dziesięć po dziesiątej. Mam jeszcze czas na zapijanie smutków. 
Usiadłam na kanapie, a w mojej głowie pojawiły się tysiące myśli. Jak mogłam być taką idiotką? To było zbyt piękne, aby być prawdziwe. Skąd w ogóle pomysł, że mogłabym być dla niego kimś wyjątkowym? Jestem taka naiwna. Wierzyłam, że chociaż trochę mu zależy. Łzy ponownie popłynęły z moich oczu, a ja nie zatrzymywałam ich. Popijałam wino prosto z butelki, siedząc na czerwonej kanapie w moim salonie. Musiałam wyglądać żałośnie. Sama, ze złamanym sercem. A może po prostu byłam rozczarowana? Przecież to niemożliwe żebym zakochała się tak łatwo… 

Usłyszałam dźwięk SMS’a i niechętnie ruszyłam do przedpokoju gdzie zostawiłam kurtkę. Z kieszeni wyjęłam telefon i odblokowałam go. Chociaż nie wiedziałam, że to możliwe, ale zaczęłam płakać jeszcze bardziej kiedy zobaczyłam treść wiadomości. 

Od: Justin 
Dobranoc kochanie ;**

_____________________________________________________

Na początek przepraszam. Wiem miałam dodać rozdział tydzień temu, później mówiłam o środzie, a dodałam dopiero dziś. Nie mam nic na swoją obronę - no może tylko to, że nie miałam ochoty, ani pomysły żeby coś napisać. Rozdział to taki 'zapychacz'. Nienajlepszy, ale po prostu brakuje mi weny. Dziękuję za wszystkie wejścia i komentarze. Mamy prawie dziesięć tysięcy odwiedzin!! aaaaa! <3 Kocham was wszystkich! <33
Trzymajcie się, 
Bootylicious 

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział VIII „Mam takie drobne pytanie…”

- Kochanie, nie gniewaj się – wyszeptał mi do ucha. – To był tylko żart, skarbie.
Popatrzyłam na niego i już miałam mu powiedzieć, żeby wypierdalał stąd i nigdy nie wracał, ale on standardowo, aby mnie uciszyć przycisnął swoje usta do moich. To był gwałtowny i przepełniony namiętnością pocałunek. A ja… znów nie potrafiłam się mu oprzeć.

Po chwili przyszło jednak otrzeźwienie. Cała namiętność, którą czułam przed sekundą wyparowała kiedy pomyślałam o tym jak Justin mnie potraktował. Położyłam swoje ręce na jego klatce i z całej siły go odepchnęłam. 
- Nie mam zamiaru być twoją zabawką Justin – powiedziałam lekko drżącym głosem. – Wyjdź stąd, proszę.
Justin przewrócił oczami i wyszedł z pokoju. Myślałam, że posłuchał mojej prośby i sobie poszedł, ale chwilę później usłyszałam jak wchodzi do sypialni.  Zupełnie wyczerpana ruszyłam w ślad za nim. Co ten dzieciak znów wymyślił?
 Chłopak zdjął już koszulkę i był  w trakcie pozbywania się spodni. Jego nagi tors zdecydowanie wytrącił mnie z równowagi. Patrzyłam jak urzeczona kiedy odkrywał przede mną tajemnice swojego  perfekcyjnego ciała. Idealne mięśnie brzucha, seksowne tatuaże, grzeszne usta na których właśnie pojawił się szelmowski uśmiech.
- Zrób zdjęcie skarbie, zostanie ci na dłużej – rzucił i puścił mi oczko. Automatycznie przestałam patrzeć na niego jak na coś do zjedzenia. Zrobić zdjęcie? Ok Justin. Wyjęłam z kieszeni swojego iPhona i włączyłam aparat.
- Popatrz tutaj – powiedziałam i zrobiłam mu zdjęcie. Jedno, drugie, trzecie… 
Justin popatrzył na mnie jak na idiotkę. – Co ty robisz? – zapytał zdezorientowany. 
Stał przede mną w samych skąpych bokserkach. Aww…smakowity widok. Emm… nieważne.
- Miałam zrobić ci zdjęcie – powiedziałam jakby to było oczywiste. – Teraz sprzedam je jakiejś stronie plotkarskiej, zarobię dużo pieniędzy, a ty będziesz na mnie wściekły i dasz mi spokój. Dlaczego ja na to nie wpadłam wcześniej? Dzięki Bieber – oznajmiłam z uroczym uśmiechem.
Justin popatrzył na mnie sceptycznie i szybko wyrwał mi mój telefon. 
- Ej! – krzyknęłam wściekła. Jak ten burak, mógł odebrać mi go aż tak łatwo?! Jestem taką idiotką… – Oddawaj to złodzieju. 
- Oj niunia – Justin zaśmiał się i podniósł rękę z moją własnością do góry. – Jesteś za niska. Ojej malutka Claire, nie może dosięgnąć do swojego telefonu – nabijał się ze mnie.
Skakałam wokół niego jak idiotka próbując odebrać to co moje. Po chwili jednak się poddałam. Zirytowana wyszłam z sypialni i udałam się do łazienki. Zostawiłam go samego z moim telefonem zdanym na jego łaskę.  Pewnie teraz usunie te urocze zdjęcia. Co za pech. Nie będzie kasy i nienawiści…
 Zmyłam swój makijaż i związałam włosy w niedbały koczek na czubku głowy, a następnie umyłam zęby. Postanowiłam, że prysznic wezmę rano. Zerknęłam na zegarek wiszący na ścianie w łazience. 3:43. Ja pierdole - pomyślałam entuzjastycznie. Na szczęście moje pranie wisiało na suszarce, wzięłam więc jakiś t-shirt i poszłam do sypialni, zupełnie nie wiedząc czego się mogę tam spodziewać. W mieszkaniu było cicho. Może Justin sobie poszedł? Phi, nadzieje matką głupich. Bieber leżał sobie na moim łóżku, w samych bokserkach, z rękami pod głową. Kiedy tylko weszłam do pomieszczenia na jego ustach pojawił się zadowolony uśmieszek. 
- Nareszcie – powiedział i zmierzył mnie wzrokiem. Zatrzymał się dłużej na moim biuście. Z racji tego, że moje ‘dziewczynki’ do małych nie należą, bardzo wyraźnie było widać, że nie założyłam stanika. No hej w końcu szłam spać! 
- Mam takie drobne pytanie. – Podeszłam do końca mojego łóżka. – Co ty tutaj jeszcze robisz? 
Justin oblizał wargi i popatrzył na mnie głodnym wzrokiem. Już sobie wyobrażam co się dzieje w jego głowie. Sex, sex, sex…pff.
- Nie wiem na co liczysz Justin, ale ja mam zamiar iść spać. Jestem strasznie zmęczona, więc nie zamierzam z tobą walczyć o to żebyś wyszedł. – Wzięłam głęboki wdech. - Nie dotykaj mnie, nie mów do mnie, daj mi spokój. 
- Niunia… - zaczął. – Będę grzeczny. Nie chce mi się wracać do domu, więc dostąpisz zaszczytu spania w mojej obecności. Wiem, że tego chcesz – powiedział z pewnym siebie uśmieszkiem. 
Phi, jasne. No dobra chce tego, ale nigdy nie powiem tego głośno…
Położyłam się po swojej stronie łóżka i przykryłam  kołdrą. 
-Dobranoc skarbie. – Justin wyłączył lampkę i sam ułożył się pod przykryciem. Przez chwilę nic się nie działo.  Klika minut później poczułam jak Bieber przesuwa się w moją stronę. Położył rękę na mojej tali i przytulił się do mnie na ‘łyżeczkę’.
- Justin… – szepnęłam ostrzegawczo. 
- Przecież nic nie robię – odszepnął. – Tak nam będzie wygodniej. 
Byłam tak zmęczona, że nawet nie miałam ochoty się mu sprzeciwiać. W sumie w takiej pozycji było mi dobrze. Chociaż to zupełnie irracjonalne i głupie, ale przez chwilę czułam, że wszystko jest na swoim miejscu. Ja i On. Razem. Wtuleni w siebie.  Szybko odgoniłam od siebie tę myśl. On ma cię za swoją sukę. Nic dla niego nie znaczysz – gderała podświadomość. Wiedziałam, że miała rację. Ale w środku mojego serca zaczęło dziać się coś niebezpiecznego. Zaczynałam się zakochiwać w tym aroganckim, chamskim, kochającym tylko siebie dupku. 

***

-Księżniczko – usłyszałam szept przy swoim uchu, ale zignorowałam to. – Hej kochanie, wstawaj. 
-Zamknij się – oznajmiłam i jeszcze szczelniej owinęłam się kołdrą. Przez chwilę mogłam znów rozkoszować się moim ciepłym i wygodnym łóżeczkiem. Niestety nie potrwało to długo…
-Kurwa, Claire rusz swój smakowity tyłek, jestem cholernie głodny! – usłyszałam. 
Otworzyłam jedno oko i obróciłam się na plecy. Zobaczyłam Biebera ze sterczącymi zupełnie we wszystkie strony włosami, który patrzył na mnie ze zdenerwowaną miną. 
- Jesteś głodny? – zapytałam słodkim głosem, a on przytaknął. – To wspaniale ! Ja też chętnie coś zjem. Idź i to przygotuj – zarządziłam i ponownie zamknęłam oczy. 
Cisza. Ach jak słodko. 
- Co ty robisz idioto?! – krzyknęłam kiedy Justin chamsko zdarł ze mnie moją ciepłą kołderkę i przerzucił mnie sobie przez ramię. 
- Potrzebujesz pobudki skarbie – oznajmił i dziarskim krokiem ruszył w stronę…łazienki.
- Nie zrobisz tego Bieber! Postaw mnie głupku! – wrzeszczałam i próbowałam jakoś wyrwać się z jego uścisku, niestety bezskutecznie, ten głupi troll był ode mnie silniejszy…. Z drugiej strony, z tej perspektywy miałam świetny widok. Mmm…witam, panie tyłeczku. Kurde, nie, zapomnijcie o tym. Tego nie było. Wcale nie zachwycałam się tyłkiem tego głupka…
Głupi troll śmiał się jak nienormalny.  Po wejściu do łazienki od razu skierował się do kabiny prysznicowej. Odkręcił wodę i na nasze ciała spadły pierwsze krople lodowatej wody. 
- Bieber ty durniu! – krzyczałam, a on zupełnie się tym nie przejmując postawił mnie i przycisnął do ściany. 
-Obudziłaś się księżniczko ? – zapytał uroczym głosem. 
- Nienawidzę cię – oznajmiłam i wyrwałam się z jego uścisku. 
- Wcale tak nie myślisz skarbie. Uwielbiasz mnie – powiedział pewny siebie.
Przewróciłam oczami i cała mokra wyszłam z pod prysznica. Wzięłam suchy ręcznik z szafki i wytarłam swoją twarz i włosy. Justin w tym czasie, zupełnie nie przejmując się moją obecnością zdjął swoje bokserki i zaczął brać prysznic. Moim oczom ukazała się jego imponujące uzbrojenie. Przełknęłam ślinę i zasunęłam drzwi od kabiny prysznicowej, tym samym zdystansowałam się od jego gorącego ciała na które miałam wielką ochotę się rzucić. Co ten facet ze mną robi? Czuję się taka zgorszona. To zupełnie do mnie nie podobne…
Korzystając z nieuwagi Justina szybko zdjęłam swoje przemoczone ubrania i owinęłam się ręcznikiem. Wyślizgnęłam się z łazienki i udałam do mojej sypialni, w której założyłam bieliznę, jeansy i kolorową koszulkę. Zastanawiałam się co takiego założy Justin, przecież jego bokserki były mokre… W sumie, to nie mój problem. 
Postanowiłam być dobrą gospodynią i zrobić nam jednak coś na śniadanie, oczywiście pod warunkiem, że Justin znów mnie nie zostawi bez pożegnania. Weszłam do kuchni i od razu skierowałam się do lodówki w celu wyjęcia z niej mleka i jajek na naleśniki – nie miałam ochoty i pomysłu na nic innego. 
Byłam w trakcie smażenia drugiego naleśnika kiedy poczułam dłonie na moich biodrach. Skoczyłam zaskoczona. – Justin nie skradaj się tak – rzuciłam do niego i przełożyłam naleśnika na talerz. 
-Jesteś taka seksowna, skarbie – wyszeptał mi do ucha i lekko klepnął mnie w tyłek odsuwając się i siadając przy stoliku. 
Pokręciłam głową i postanowiłam nie skomentować jego wątpliwego komplementu. 
Skończyłam przygotowywać nasze śniadanie i ułożyłam talerz z naleśnikami i różnymi dodatkami na stole. Justin cały czas obserwował mnie z lekkim uśmiechem błąkającym się na jego pełnych ustach. 
-Smacznego – powiedziałam cicho i napiłam się mojej ziołowej herbatki. Zawsze zaczynałam dzień od napicia się czegoś - taki mój dziwny nawyk. 
- Na pewno będzie, skarbie. – Justin zajął się jedzeniem. 
Z pewnym rozbawieniem obserwowałam jak polewa swojego naleśnika syropem klonowym – robił to z takim skupieniem. Widziałam jak marszczy brwi, kiedy delikatnie przechylał naczynie by wydobyć tylko odrobinę słodkiego syropu. Był taki uroczy. Mimo iż nie spędziliśmy ze sobą zbyt wiele czasu zdołałam zauważyć jego pewne odruchy. Marszczenie brwi i czoła, zagryzanie i oblizywanie dolnej wargi, puszczanie oczka, jego szelmowski uśmiech – bezkonkurencyjny wabik na kobiety w każdym wieku. Mimo jego oczywistych wad  było w nim coś z wrażliwego człowieka, chociaż nie znaliśmy się długo to widziałam, że nie jest do końca taki na jakiego się kreuje.
- Gapisz się na mnie – powiedział i wyszczerzył swoje zęby. Widziałam jednak, że patrzy na mnie odrobinę badawczo.
Otrząsnęłam się z chwilowej zadumy – rzeczywiście, od kilku chwil siedziałam ze wzrokiem wbitym prosto w niego z kubkiem herbaty przy ustach. Odstawiłam moje ziółka na stolik i również zabrałam się za jedzenie. 
- Dzięki, że mnie nie wyrzuciłaś wczoraj – zaśmiał się Justin i włożył do ust kolejny kawałek naleśnika.
- Nie żebym miała wybór. – Wywróciłam oczami i zaśmiałam się lekko. – Poza tym mam zbyt dobre serce żeby po prostu wyrzucić cię w środku nocy z domu. 
- A do tego jesteś taka skromna – skomentował i popatrzył na mnie z zaciekawieniem. – Lubię cię, wiesz? 
Popatrzyłam na niego odrobinę zaskoczona. Swoim stwierdzeniem trochę wytrącił mnie z równowagi. Lubi mnie? Jejku…
- A czego tu nie lubić – zażartowałam, aby się trochę rozluźnić. 
Justin zaśmiał się głośno i popatrzył na mnie rozbawiony. – Właśnie o tym mówię! Jesteś strasznie urocza. Do tego tak słodko się czerwienisz. 
Spuściłam głowę zawstydzona. Tak wiem, czerwienie się cały czas.
- Studiujesz ? – zapytał w pewnym momencie chłopak.
Pokiwałam głową zaskoczona – to pierwszy raz kiedy pyta mnie o coś tak banalnego. 
- Jesteś na pierwszym roku prawda? Na jakim kierunku? – dopytywał i włożył do ust kawałek naleśnika.
- Tak, na pierwszym. A odpowiadając na twoje drugie pytanie, studiuje prawo – odpowiedziałam i wzięłam łyka herbaty, patrząc na niego z zaciekawieniem. 
- Prawo wow – zagwizdał z uznaniem. – Seksowna pani adwokat, podoba mi się to. – Puścił mi oczko.
- W zasadzie to myślałam raczej o aplikacji w prokuraturze, więc powinieneś powiedzieć pani prokurator – oznajmiłam z dumą.
Justin otworzył usta ze zdziwienia. – Prokurator? Kurde skarbie, ale nie wniesiesz oskarżenia za to, że palę sobie trawkę? – popatrzył na mnie poważnie.
Zaśmiałam się. – No nie wiem Justin, muszę się nad tym zastanowić… - droczyłam się z nim. Wywrócił oczami i pokazał mi język. Nastąpiła krótka chwila ciszy.
- Wiem, że tego nie zrobisz, bo uwielbiasz spędzać ze mną czas. Tęskniłabyś. Wnoszę odrobinę radości i zabawy do twojego kujońskiego życia – powiedział w końcu z poważną miną, ale zauważyłam iskierki rozbawienia w jego oczach. 
- Nie pochlebiaj sobie – ucięłam odrobinę wkurzona. – Wcale nie jestem kujonem. Czy widzisz żebym chodziła w sweterkach w serek i okularkach? – zapytałam retorycznie.
Justin uśmiechną się do mnie słodko i znów zabrał się za jedzenie. Miałam właśnie zapytać czy spakują mu moje naleśniki, ale coś mi przeszkodziło.  
W tym momencie zadzwonił jego telefon. Justin spojrzał na wyświetlacz i jęknął. Odłożył sztućce i wziął ostatniego łyka herbaty. Pośpiesznie wstał ze swojego miejsca.
- Przepraszam skarbie, ale muszę się zbierać. Dzięki za przenocowanie i śniadanie. Jesteś aniołem – powiedział i obdarował mnie krótkim buziakiem w usta. 
Zarumieniłam się i odprowadziłam go wzrokiem, aż nie usłyszałam zatrzaskujących się drzwi. 
Kiedy wyszedł uświadomiłam sobie, że to pierwszy raz kiedy spędziliśmy ze sobą czas i nie doszło między nami do stosunku. Uśmiechnęłam się na tę myśl. Może jednak nie jestem mu do końca obojętna… Wyprosiłam tą myśl z mojego umysłu – lepiej nie robić sobie nadziei. Justin to Justin, może dla niego to część gry? 
Wypuściłam powietrze z płuc i zajęłam się sprzątaniem po śniadaniu. Kiedy myłam naczynia usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Wytarłam ręce w ściereczkę leżącą na blacie i udałam się do sypialni w której zostawiłam telefon.

Od: Narcyz
Już za tobą tęsknie Claire x

Moje serce zabiło tysiąc razy szybciej kiedy przeczytałam co mi napisał. Jejku, on naprawdę wie jak sprawić żeby dziewczyna myślała o nim 24/7. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Kiedy chce potrafi być taki uroczy i kochany… Nie wiedziałam co mogłabym mu odpisać, więc nie zrobiłam tego – niech pożyje sobie w niepewności. Wyłączyłam wiadomość i to co zobaczyłam sprawiło, że otworzyłam szerzej oczy w zdumieniu, a następnie parsknęłam śmiechem. Na tapecie widniało zdjęcie Justina. Bez koszulki, na moim łóżku. Miał seksownie wzburzoną fryzurę i szelmowski uśmiech na ustach. Pokręciłam głową z rozbawieniem. Musiał zrobić to zdjęcie kiedy byłam w łazience i brałam prysznic, nie rozumiem jak wcześniej mogłam go nie zauważyć? W ramach rekonesansu weszłam w galerię i czekał tam na mnie cały zestaw nowych, seksownych zdjęć Biebera. Podarował mi pełną, intymną sesję zdjęciową przeznaczoną tylko dla moich chciwych oczu. Oglądałam jego zdjęcia i byłam coraz bardziej urzeczona tym chłopakiem. Przez chwilę czułam się wyjątkowa. To tak jakby zostawił jakąś część siebie, abym o nim nie zapomniała kiedy nie jesteśmy razem. Jedyne co mnie zaskoczyło to ostatnie zdjęcie w galerii. Byłam na nim ja, podczas snu. Nie umiałam wytłumaczyć sobie dlaczego je zrobił. Dlaczego uwiecznił mnie akurat wtedy kiedy spałam? Może za dużo gadam, albo coś? Pokręciłam głową na swoją głupotę – nie czas się nad tym zastanawiać. Postanowiłam zapytać go o to przy najbliższym spotkaniu. Jeśli to takiego dojdzie, oczywiście.

___________________________________________________________________
I'm so sorry! Rozdział jest zły, okropny itp. Jestem w kropce, dopadła mnie niemoc twórcza itp. itd. Przepraszam. Postaram się żeby kolejny rozdział był lepszy. 
Dziękuję za wszystkie wyświetlenia i komentarze - to bardzo miłe i motywujące. Jesteście kochani ! <3
Jeśli macie jakieś pytania zapraszam na ask'a. 
+może chcielibyście abym dodawała jakieś spojlery rozdziału na tt? Cytat czy coś? Decyzja należy do Was. 
++ aww już w poniedziałek teledysk do ATM ajjj jaram się jaram się <3 
Ok koniec mojego biadolenia. 
Trzymajcie się 
Bootylicious