sobota, 1 marca 2014

Rozdział XIV "Żałosne i nielogiczne."


"To tak, jakbyś krzyczał,

ale nikt Cię nie słyszy.
Czujesz się zawstydzony,
że ktoś może być tak ważny,
że bez niego jesteś nikim.
Nikt nigdy nie zrozumie, jak bardzo to boli.
Czujesz się tak beznadziejnie,
ale nic nie może Cię ocalić.
A kiedy jest już po wszystkim,
niemal pragniesz, żeby te wszystkie złe rzeczy powróciły,
bo razem z nimi przyjdą też dobre."


Nigdy nie byłam wielką zwolenniczką ‘zapijania smutków’ alkoholem. Skreśl, ja w ogóle nie byłam zwolenniczką alkoholu,  spożywanego w dużych ilościach. Oczywiście, zdarzało mi się pić drinki, lubiłam również wino, ale nigdy się nie upijałam. To była raczej degustacja aniżeli picie dopóki nie będę mogła chodzić. Upijanie się do utraty przytomności było dla mnie czymś zupełnie niepojętym. A picie do lustra? Żałosne i nielogiczne. Jak nisko trzeba upaść by robić coś tak bezsensownego? Nigdy tego nie rozumiałam i zawsze patrzyłam  z góry na ludzi, którzy opowiadali o swoich ‘samotnych pijackich wieczorach’, kiedy zdarzyło im się coś przykrego i próbowali jakoś sobie radzić, zapomnieć. Osądzałam ich chociaż nie miałam do tego podstaw.

Jak to się mówi? Nie zrozumiesz póki nie przeżyjesz czegoś na własnej skórze? Chyba tak. No cóż, ja boleśnie przekonałam się o prawdziwości tego stwierdzenia, kiedy obudziłam się w niedzielny poranek i jedyne na co miałam ochotę to urżnięcie się tak, aby zapomnieć o całym świecie. Pełna entuzjazmu (wyczuj sarkazm) udałam się do osiedlowego sklepiku po alkoholowe zaopatrzenie na jakże cudownie zapowiadający się niedzielny dzień. Pierwotnie miałam plan spędzić go na nauce albo spotykając się ze znajomymi, ale nie chciałam nikogo widzieć i nic mnie nie obchodziło. Pieprzony gwiazdor po raz kolejny zniszczył moje plany.
Siedząc na kanapie, w swoim salonie z kolejną butelką jakiegoś taniego wina w ręce i patrząc tępo w ścianę, zastanawiałam się, jak mogę być taką idiotką. Powielałam schemat zmęczonej dziewczyny, pijącej na umór, bo została wykiwana przez obiekt swojego zainteresowania. Jakie to żałosne i małostkowe. Co jakiś czas, małymi łyczkami opróżniałam butelkę trunku i uśmiechałam się ironicznie sama do siebie. Zabawiłaś się już, czy jeszcze chcesz trochę rozrywki w swoim życiu? – kpiła podświadomość. Pokiwałam głową. – Już mi wystarczy. 

Wypiłam ostatni łyczek wina i skrzywiłam się. Picie na pusty żołądek nie było najlepszym pomysłem. Bolała mnie głowa , ale sama nie wiedziałam czy to od alkoholu czy może od wylanych ostatniej nocy łez. Teraz już nie płakałam. Nie mogłam. Organizm odmówił mi posłuszeństwa. Łez zabrakło mi już około godziny 13. Cudowna niedziela.  Teraz mój lament ograniczał się tylko do pociągania nosem i siedzeniem z grobową miną. Idiotyczne. Mimo, iż wiedziałam, że to nie jest normalne, a tym bardziej zdrowe, to po wypiciu takiej dawki alkoholu było mi lepiej. Nie fizycznie, ale psychicznie. Szumiało mi w głowie i prawie śmieszyła mnie ta cała sytuacja, gdy wyobraziłam sobie jak muszę wyglądać. Sama, w salonie, w rozciągniętym dresie i za dużej koszulce, nieumalowana, z roztrzepanymi włosami, sterczącymi w każdą możliwą stronę, wyglądająca ogólnie jak siedem nieszczęść, a dookoła mnie butelki po tanim winie i zużyte chusteczki. Sceneria jak z filmów, tanich romansideł, które mimo iż czasem oglądałam, to i tak gardziłam nimi. Brakowało mi tylko kubła lodów i zdjęcia z ukochanym, którym mogłabym się jeszcze bardziej torturować. Jak pieprzona masochistka. Nie chciałam być jak jedna z tych kobiet –wypompowana i pozbawiona chęci do życia. Jakiż to los bywa przebiegły… Niszczy twoje plany, a później śmieje się z ciebie, bo jesteś tak naiwny, że uwierzyłeś, iż życie to tylko dobre strony, tęcze i jednorożce.

Trwałam w takim stanie, balansując między otępieniem i brakiem świadomości praktycznie cały dzień. Jedynymi krótkimi przerwami od tej wegetacji były chwile kiedy biegłam do łazienki i w okropnych bólach opróżniałam swój żołądek. Siedziałam przy sedesie na zimnych płytkach i odkryłam, że mój organizm już działa prawidłowo. Łzy ponownie mogły wypływać z moich oczu. Skulona pod ścianą płakałam jak mała dziewczynka. Ból był okropny, biorąc pod uwagę to, iż nie przespałam połowy nocy i nic nie zjadłam. Ale odkryłam drugą zależność, ból fizyczny niweluje ból psychiczny. Dziękuję Justin, dzięki tobie uczę się jak ciężkie jest życie.
***
Około godziny 22 usłyszałam dzwonek, sygnalizujący, że ktoś stoi pod moimi drzwiami. W pierwszej chwili nawet nie zareagowałam. Patrzyłam tępo w jeden punkt, pogrążona w myślach i nieogarniająca co dzieje się wokół mnie. Po chwili jednak denerwujący dźwięk dzwonka nico mnie otrzeźwił. Kto do cholery? – zapytałam się w myślach. Nie chciałam podnosić się z łóżka i stawiać czoła irytującemu przybyszowi, ale on nie dawał za wygraną. Przewróciłam oczami i z marsową miną udałam się do drzwi. Spojrzałam w lustro i to co zobaczyłam trochę mnie przeraziło, ale w tej chwili mnie to nie interesowało. Chciałam tylko, żeby ten rozpraszający dźwięk ucichł i abym mogła wrócić do stanu cudownego otępienia. Chciałam spławić delikwenta, który przerwał mi moją wegetację, nieważne kim był.

Wyprana z emocji złapałam za zamek i otworzyłam drzwi. Widok, który ukazał się przede mną momentalnie sprawił, iż otępienie, które czułam rozwiało się. ON tu był. Stał jakby nigdy nic z rękami w kieszeniach i przygryzał dolną wargę. Szybko oszacowałam jego wygląd. Jak zawsze wyglądał nienagannie, ale to chyba normalne dla posiadaczy statusu super gwiazdy? Cisno opięte na łydkach rurki, spuszczone nisko w kroku, biała koszulka w serek i szary sweter. Do tego rolex na nadgarstku i szare vansy. Idealnie ułożone włosy i złote kolczyki w uszach. Na kimś innym to połączenie mogłoby wyglądać beznadziejnie, ale on miał ten bardzo dobry styl, naturalny urok.
Moje oczy lekko się rozszerzyły i mocnej złapałam za klamkę. Justin już chciał coś powiedzieć, ale zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Nie miałam ochoty go widzieć, nie w tym stanie. Nie, kiedy byłam zupełnie bezbronna i złamana. Poza tym nadal trochę się go bałam i nie byłam pewna jego zamiarów.

Usłyszałam łomotanie do drzwi.
-Otwórz te pieprzone drzwi, Claire – zagrzmiał głos po drugiej stronie. Nie zareagowałam. Modliłam się, aby dał sobie spokój. Zostawił mnie samą i nigdy nie wracał. Nie chciałam go znać po tym co kazał mi zrobić. Poniżył mnie. Usiadłam pod drzwiami i czekałam na jego kolejny ruch.
Poczułam jak drewniana płyta drga pod moimi plecami – chyba w nią kopną. Po chwili znów niewinny przedmiot otrzymywał grad ciosów w akompaniamencie głośnych krzyków Justina.
-Nie odejdę póki mi nie otworzysz! Rozumiesz?! – krzyczał – Dobrze wiesz, że kiedyś będziesz musiała wyjść!

Miał rację. Kiedyś będę musiała. Cholera, co robić? Bałam się, że któryś z sąsiadów zgłosi to na policję. Mimo, iż byłam zła na Justina, to nadal nie chciałam, aby miał jakieś problemy z prawem. Już czuję co by się stało jakby ta informacja dotarła do mediów. Nie miałabym pieprzonego spokoju. Tłumy paparazzi czatowałyby pod moimi drzwiami, straciłabym anonimowość.
Po chwili uporczywe walenie ustało. Przez chwilę zapanowała cisza i już myślałam, że Justin jednak sobie odpuścił. Marzenie ściętej głowy…

- Claire, proszę. Otwórz drzwi. Musimy porozmawiać – usłyszałam cichy lekko zachrypnięty głos. –Błagam cię, daj mi tylko pieprzone pięć minut. Daj mi wyjaśnić.
Wyjaśnić? Tu nie było czego wyjaśniać. Cicho westchnęłam. Muszę to załatwić, lepiej szybciej niż później. Niechętnie wstałam i ponownie złapałam za klamkę. Może jestem szalona, ale musiałam go wpuścić. Otworzyłam drzwi, a on szybko wparował do środka jakby bał się, że znów zatrzasnę mu je przed samym nosem.
Powoli się do niego odwróciłam. Czas na poważną rozmowę.

-Hej – powiedział cicho i oblizał usta. Nie zareagowałam, czekałam, aż wreszcie przejdzie to konkretów i sobie pójdzie. Justin nie patrzył na mnie. Jego wzrok skierowany był na podłogę. Zaplotłam ręce na piersi i czekałam, minutę, dwie…
Kiedy milczenie zaczęło na nas ciążyć Justin w końcu się przełamał. – Słuchaj Claire…- zaczął. – To wczoraj… głupio wyszło. – podrapał się po głowie, a ja prychnęłam. Głupio? Czy on się do cholery słyszy?!
Podniósł na mnie wzrok. –Przepraszam okej? – powiedział skruszony. – Nie spodziewałem się ciebie na tej imprezie. Cholera, nie odzywałaś się do mnie. Byłem zły i musiałem jakoś odreagować – próbował tłumaczyć.
-To wszystko? – zapytałam i popatrzyłam ze znudzeniem na swoje paznokcie.
Justin przewrócił oczami i zbliżył się do mnie. Automatycznie zrobiłam krok w tył. –Nie zbliżaj się do mnie Justin. Nie mam zamiaru grać w te twoje głupie gierki. Wczoraj przekroczyłeś granicę. Nie mamy ze sobą już nic wspólnego.
-Claire, nie przesadzaj. Wiesz w jakim byłem stanie. Trochę przegiąłem z dragami, a przecież wiesz, że świadomie bym cię nie zranił – oznajmił. Popatrzył na mnie tym swoim wzrokiem od którego miękną mi kolana – Claire, kochanie, skarbie… Wybacz mi.
Parsknęłam śmiechem. – Słuchaj Justin, naprawdę daj sobie spokój. Źle się czuję i nie mam ochoty na kłótnie z tobą.
-No tak, nie wyglądasz najlepiej – rzucił szczerze.
Posłałam mu mordercze spojrzenie i złapałam się za głowę. – Dziękuję za szczerość, nie trzeba było – warknęłam.
Wyszczerzył się do mnie tym swoim olśniewającym uśmiechem za milion dolarów. Miałam ochotę go uderzyć, zetrzeć mu z twarzy ten pieprzony uśmieszek. Jak można tak szybko zmieniać samopoczucie? Nie rozumiałam tego człowieka. Nie chciałam jeszcze bardziej się denerwować, więc postanowiłam zrobić coś innego.
Pokręciłam głową i ruszyłam w stronę łazienki.
-Gdzie idziesz? – zapytał mnie zdezorientowany chłopak.
-Mam zamiar wziąć prysznic. Jak skończę ma cię tu nie być – rzuciłam i zamknęłam za sobą drzwi.
Miałam nadzieję, że Justin opuści moje lokum tak jak ostatnim razem.

Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Tak, tego właśnie potrzebowałam. Zamknęłam oczy i oddałam się przyjemności, którą fundowały mi ciepłe krople wody. Alkohol wyparował już z moich żył i czułam się jak nowonarodzona. Cholera, kogo ja oszukuję? Nadal byłam spięta i bałam się, że kiedy wyjdę zobaczę Justina. Wolałam jednak odbywać tę niezbyt przyjemną rozmowę wyglądając jak człowiek, a nie jak nieboskie stworzenie. Po umyciu zębów i ubraniu się w luźną koszulkę i dres wyszłam z łazienki. Tak jak myślałam Justin okupował kanapę w salonie i czekał na mnie.
-Chciałeś rozmawiać, więc proszę bardzo, mów co masz powiedzieć i idź stąd. Jutro muszę iść na wykłady. – Usiadłam w fotelu i popatrzyłam na niego z wyczekiwaniem.
Justin  oblizał wargi i usiadł opierając łokcie na kolanach. Zamknął oczy jakby próbował zebrać myśli.
- Byłem dupkiem…
-Nie da się zaprzeczyć – wtrąciłam.
Popatrzył na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. – Jest mi przykro. Wiem, że to co zrobiłem było okropne i niewybaczalne, ale zrozum mnie. Straciłem kontrolę – powiedział i złapał się za głowę. – Cały czas ktoś czegoś ode mnie chce. Mam pieprzoną przerwę, ale paparazzi są wszędzie. Nie daje sobie rady – wyznał i popatrzył na mnie.
Kiwnęłam głową żeby kontynuował, ale on milczał. – Justin, co to ma ze mną wspólnego? Cholera, wczoraj zmusiłeś mnie… – przymknęłam oczy, gdy poniżenie i strach uderzyły we mnie. Szybko zebrałam się w sobie i kontynuowałam – zmusiłeś mnie do zrobienia ci cholernej laski – dokończyłam szeptem. – W pieprzonej łazience. Na imprezie, pełnej ludzi.
-Wiem, Claire, ale  nie wiedziałem co robię. Kumpel załatwił mi dragi, mówił, że wyluzuję, że wszystko będzie cacy. Nie miałem innego źródła towaru to kupiłem od niego to gówno. Wcześniej nie traciłem zupełnie kontroli – zagryzł wargi i popatrzył na mnie błagalnie. – Kiedy cię tam zobaczyłem… Cholera, nie widzieliśmy się kilka dni, tęskniłem za tobą – rzucił i przeczesał włosy palcami.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Czy on żartował? – Myślisz, że przyjdziesz tu, przeprosisz i wszystko będzie cudownie? Nie kłam, że za mną tęskniłeś, bo to nieprawda. Jedyne za czym mogłeś tęsknić to moje ciało i orgazmy, które miałeś – powiedziałam ze złością.
Przez chwilę panowała między nami cisza.
-Dobrze wiesz, że to nie tak…- wydusił z siebie Justin, a ja prychnęłam pod nosem. – Dlaczego się nie odzywałaś? – zapytał nagle.
Spojrzałam na niego. Wyglądał na zmęczonego i zrezygnowanego. Pod oczami odznaczały się ciemne cienie jakby się nie wysypiał. Miał wychudzone policzki i wyglądał jakby schudł. Uroki światowej kariery – nigdy nie możesz się zatrzymać i odetchnąć, bo konkurencja cię zniszczy i zostawi w tyle…
Pomyślałam chwilę nad odpowiedzią na jego pytanie. – Bo źle się czuję ze świadomością, że uprawiam sex z zaręczonym kolesiem – odparowałam.
-CO?! – krzyknął Justin i popatrzył na mnie ze zdziwieniem. – Czy ty serio? – próbował coś z siebie wykrztusić, ale nie mógł przez napad śmiechu który go ogarnął. Kolejna zmiana nastoju, och jak miło…
Popatrzyłam na  niego jak na idiotę i czekałam, aż wreszcie się uspokoi i wytłumaczy o co mu chodzi.
Kiedy wreszcie przestał śmiać się jak debil usiadł prosto i przeczesał włosy. – Claire, serio? Uwierzyłaś w tę bzdurę? – zapytał z rozbawieniem.
Przewróciłam oczami i popatrzyłam na niego obrażona. A więc to nieprawda, ciekawe, ciekawe…
-W każdej plotce jest ziarnko prawdy – odparowałam obronnie i założyłam ręce na piersi.
Justin westchnął i zaśmiał się pod nosem. – Nie odzywałaś się, bo byłaś zazdrosna… - zanucił pod nosem i popatrzył na mnie zadowolony z siebie.
Sapnęłam z oburzenia i spojrzałam na niego zirytowana. – Nie byłam zazdrosna. Po prostu źle się czuję z tym całym zdradzaniem.
Justin zaśmiał się i puścił mi oczko. – Jasne, jasne – wymamrotał pod nosem.
Po raz kolejny tego wieczoru przewróciłam oczami i odwróciłam się do niego plecami.
- Dla twojej wiadomości, mnie i Selenę nic nie łączy. Kiedyś byliśmy razem, ale to już dawno skończone. Media i fani sztucznie rozdmuchują tę sprawę – wytłumaczył. – Z tego co wiem ona ma jakiegoś fagasa. Nie musisz być zazdrosna, jestem cały twój – szepnął.
Zacisnęłam ręce w pięści ze złości. Wcale nie byłam zazdrosna, no może troszeczkę…
-Jesteś takim żartownisiem Justin. – Popatrzyłam na niego ze złością. – Widzisz tylko to co chcesz… wcale  nie byłam zazdrosna. Zdaję sobie sprawę, że masz pełną listę panienek, na każdy dzień tygodnia z którymi się pieprzysz. Tacy jak ty nie są zwolennikami monogamii – oznajmiłam.
Dobry humor Justina zniknął tak szybko jak się pojawił. Dostrzegłam w jego oczach złość. – Tacy jak ja? – zapytał pozornie spokojnie. Widziałam jak z trudem hamuje gniew. – Tacy jak ja, czyli jacy?
- Egoistyczni i myślący, że mogą mieć wszystko – odparowałam z uniesionym podbródkiem. – No dalej, nie udawaj, że jesteś urażony. Przez twoje łóżko przewinęło się tyle panienek, że mógłbyś konkurować z niejednym żigolakiem.
Moje słowa podziałały na niego jak płachta na byka. Wstał z kanapy i nieśpiesznie zbliżył się do mnie.
-Co ty powiedziałaś? – Przykucnął na moim poziomie i popatrzył na mnie intensywnym wzrokiem. Okey, trochę się bałam…. – Czy mogłabyś powtórzyć ostatnie zdanie?
Przełknęłam ślinę i próbowałam wykrzesać resztki pewności siebie, ale było to trudne zadanie, gdy był tak blisko mnie. Mimo wszystkich świństw, które mi zrobił moje ciało nadal na niego reagowało i to nie był strach czy obrzydzenie. Mimo wczorajszych wydarzeń nadal go pragnęłam, a on doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Odchrząknęłam i spojrzałam mu w oczy. – To co słyszałeś. Mógłbyś konkurować z żigolakiem – powiedziałam pewnie, obserwując jego reakcję.
Justin zaśmiał się bez humoru i dotknął zewnętrzną częścią dłoni mojego policzka. Czułam jak przeskakują między nami iskry pożądania. – Kochasz mnie prowokować prawda? – zapytał. Kocham ciebie – pomyślałam. Nie, nie, nie.
Przewróciłam oczami i wstałam z miejsca próbując uzyskać trochę dystansu między nami.
- Wyjdź Justin – powiedziałam i założyłam ręce na piersi. Miałam dość. Ten wewnętrzny rollercoaster mnie niszczył.
-Oboje dobrze wiemy, że nie chcesz żebym poszedł – odpowiedział z pewną siebie miną i zmniejszył przestrzeń między nami. Był na wyciągnięcie ręki. Jego zapach dotarł do moich nozdrzy, cholera, on tak dobrze pachnie…
Wzięłam drżący oddech. – Masz rację. Nie chcę żebyś poszedł. Ale nie zawsze wszystko musi być tak jak chcemy. – zamknęłam oczy. - Po prostu idź i zapomnij o mnie.
- Nie potrafię – powiedział i złapał moją twarz w swoje dłonie. – Tak strasznie tęskniłem…
Jego słowa wywołały szybsze bicie mojego serca. Wiedziałam, że kłamie. Wiedziałam, że przyszedł tu tylko w jednym celu. Wiedziałam, że jeśli spędzę z nim jeszcze więcej czasu, ból po jego odejściu będzie nie do wytrzymania. Ale nigdy nie potrafiłam się mu oprzeć i kiedy tylko przycisnął swoje pełne wargi do moich nie odsunęłam się. Odwzajemniłam pocałunek. Czułam jak część mnie umiera kiedy zupełnie mu się oddałam.
_________________________________________________________________________
Ba dum tss. Obiecałam, że będzie dziś, więc proszę bardzo :) 
Nie miałam czasu sprawdzać etc., więc z góry przepraszam za błędy. 
Trochę chaotyczny ten rozdział, ale jest zdecydowanie dłuższy. 
Dziękuję za wejścia i komentarze - to naprawdę motywuje.


środa, 12 lutego 2014

Rozdział XIII ‘Tęsknie za Tobą. Odezwij się do mnie’

Zazwyczaj tego nie robię, ale tym razem muszę to napisać. W rozdziale znajduje się scena +18, która może nie do końca się wszystkim podobać (?). Z góry ostrzegam. Czytasz na własną odpowiedzialność. 

Justin rzucił się na mnie jak dzikie zwierzę rzuca się na swoją ofiarę. Złapał mnie za włosy i odchylił moją głowę do tyłu. Jęknęłam z bólu. Jego druga ręka powędrowała na biodro, w które z całej siły wbił palce. 
- To był zły ruch księżniczko – wyszeptał mi złowrogo do ucha.

Jego słowa mnie sparaliżowały. Nie mogłam drgnąć, nie mówiąc już o wydobyciu z siebie głosu. Widząc moje przerażenie Justin tylko się zaśmiał.
 – Zawsze jesteś taka wygadana. Taka pewna siebie –zanucił cicho i przesunął palcem po moim policzku. – To bardzo podniecające kiedy mi się tak stawiasz, ale bardziej lubię kiedy jesteś taka przestraszona. Taka pokorna.
Otworzyłam usta próbując zaprotestować, zrobić cokolwiek, ale on przyłożył mi palec do rozdygotanych warg skutecznie mnie tym uciszając.
-Cii… -uśmiechnął się przerażająco słodko - Teraz użyjesz swoich słodkich, przemądrzałych usteczek do sprawienia mi przyjemności – powiedział cicho z trudną do zidentyfikowania emocją w oczach. Zaszokowana otworzyłam szerzej oczy.

Zanim się zorientowałam Justin przysunął się do mnie tak, że czułam na brzuchu jego rosnące podniecenie. Jego usta rozbiły się o moje w pełnym dominacji akcie. Byłam tak zdezorientowana, że nawet nie zauważyłam, że wepchnął mi język do gardła. Wiedziałam, że moje szamotanie będzie bezowocne – chłopak był o wiele silniejszy ode mnie, więc oddałam pocałunek.
Justin mruknął z uznaniem kiedy wbiłam mu paznokcie w odkryte barki, chyba myślał, że wreszcie się poddałam. Chciałam uśpić jego czujność, a następnie spróbować jakoś wyrwać się z tej imprezy i zaszyć w swoim domu .

Zdawałam sobie sprawę z tego, że Justin jest bardzo złożoną osobowością i czasem ciężko mu przychodzi panowanie nad sobą. Cholera, ile to  razy czytałam o tym, jak rzucał się z pięściami na paparazzi czy wdawał się w bójki na imprezach? Osiem? Dziewięć? Wiedziałam oczywiście, że do kobiet miał jakiś szacunek i w życiu nie podniósłby na mnie ręki, ale bałam się go. Bałam się, że za sprawą tego co wziął, bo brał coś na pewno, może zrobić mi jakąś krzywdę. A człowiek na prochach nie jest sobą.

W końcu Justin odsunął się ode mnie na tyle, że mogłam spokojnie złapać oddech. Uśmiechnął się cwaniacko i skierował swoje ręce na rozporek. Głośno przełknęłam ślinę kiedy szybkimi i zdecydowanymi ruchami odpinał guziczki swoich szarych, wiszących nisko na biodrach rurek.
Cholera, cholera, cholera – pomyślałam. – On chyba nie będzie mi kazał zrobić tego co myślę…. Boże nie.
Moje modlitwy jednak nie zostały wysłuchane. Zrozumiałam to kiedy tylko na mnie spojrzał.
-Na kolana – rzucił drwiąco Justin.

Popatrzyłam na niego ze strachem. Co robić? Cholera! Jeśli będę się wyrywać on może coś mi zrobić…. Jeśli spełnię jego prośbę, kurwa mać…. Nie jestem jakąś dziwką…. Ale z drugiej strony może dzięki temu zyskam czas i będę miała możliwość ucieczki z tej chorej imprezy…
Toczyłam w głowie bój, rozważając wszystkie za i przeciw. Jezu, w co ja się wplątałam? – zapytałam samą siebie. – Po cholerę przyszłam na tę imprezę?!
Twarz Justina zaczęła ukazywała coraz większe zniecierpliwienie. –Ile jeszcze mam kurwa czekać?! Może ci pomóc, ale uprzedzam to będzie bardziej bolało.
Wzdrygnęłam się na jego słowa. Jak z tak słodkiego i zabawnego chłopaka można zmieniać się w takiego bezuczuciowego chuja?!

Jeszcze przez chwilę się wahałam, ale kiedy zobaczyłam, że na twarzy Justina zaczyna pojawiać się wściekłość powoli osunęłam się na kolana. Podłoga była cholernie twarda i zimna – pieprzony marmur. Popatrzyłam z dołu na Justina. Na jego twarzy malowała się cholerna satysfakcja. Wiedział, że zdominował mnie zupełnie. Był pewny, że zrobię wszystko co tylko będzie chciał, bo wie, że się go boję.

-Grzeczna dziewczynka – rzucił zaczepnie i pogłaskał mnie po głowie jak cholernego pupila. W tym momencie miałam ochotę odgryźć mu tego pieprzonego kutasa…
Spiorunowałam go wzrokiem. Chciałam się odezwać, zrobić cokolwiek, ale byłam na przegranej pozycji. W ogóle jakim kurwa cudem nikt nie chciał skorzystać z łazienki na imprezie? Wszyscy kurde stalowe pęcherze mają? Kiedy trzeba to nikogo nie ma… Nikt nie przerwał tego chorego zdarzenia.

Justin sięgnął ręką i ściągnął do połowy ud swoje spodnie i bokserki. Przede mną jego przyjaciel stał w pewnej chwale. Głośno przełknęłam ślinę. Poczułam łzy gromadzące się w oczach, ale zrobiłam wszystko by tylko się nie rozpłakać.
-Bierz się do roboty – nakazał chłopak i zdecydowanie złapał mnie za włosy. Szarpnięciem przybliżył moją głowę do swojego członka. Nie miałam innego wyjścia, musiałam wziąć go do ust.
Justin wyrzucił z siebie pełen ulgi odgłos. – O tak kochanie.
Wzięłam go głębiej do ust i zaczęłam delikatnie ssać. Im szybciej skończy, tym szybciej stąd wyjdę – powtarzałam sobie w myślach.

Z racji tego, że robiłam to z nim wcześniej wiedziałam jak go zadowolić, a co za tym idzie przyśpieszyć jego orgazm.  Cholera to zabrzmiało tak źle…
Do jednej ręki wzięłam jego jądra i delikatnie masowałam. Drugą ręką owinęłam jego męskość. Justin wydał z siebie coś na kształt syku. Czyli mu się podobało.
Popatrzyłam na niego z pod powiek. Obserwował mnie z wyrazem błogiej rozkoszy. To dobrze wróżyło. Wzięłam go tak daleko jak mogłam, a następnie wyjęłam. Przez kilka minut stymulowałam go dłonią i tylko delikatnie muskałam językiem jego długość. Czułam, że robi się jeszcze twardszy i sztywnieje w moich rękach.

Po chwili wyjęczał moje imię i doszedł prosto w moim gardle. Przez chwilę myślałam, że się uduszę. Zginę zakrztuszona spermą. Nie dzięki, wolę nie.
Justin z zadowolonym wyrazem twarzy oparł się o umywalkę i powoli dochodził do siebie. Postanowiłam nie marnować czasu. Szybko wstałam z kolan, które bolały mnie niemiłosiernie i ruszyłam w stronę drzwi.

Justin był chyba zbyt nieprzytomny by zauważyć moją nieobecność, bo nie rzucił się za mną w pogoń czy coś w tym stylu. Wolałam jednak się pośpieszyć i zniknąć z tej imprezy.
Miałam nadzieję, że nie mam na twarzy jakiś śladów wcześniejszej sytuacji. Byłoby niezręcznie gdybym pokazała się ludziom z nasieniem na policzku czy ustach. Totalnie poniżenie. Jeszcze gorsze niż przed chwilą. Wzrokiem odnalazłam Jasmine. Bawiła się w najlepsze z jakimś kolesiem, którego imienia nie znałam lub nie pamiętałam. Podeszłam do niej szybkim krokiem.
- Jass, nie czuję się najlepiej. Wracam do domu – powiedziałam jej i uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Claire, a już miałam cię szukać – krzyknęła z przejętą miną. – Coś się stało? Może zjadłaś coś niestrawnego? Zawieźć cię do szpitala?– paplała.
- Nie Jasmine, wszystko jest okej, po prostu trochę boli mnie głowa – skłamałam. – Zamówię taksówkę. Nie martw się.
- Nie ma mowy! Muszę cię odwieźć! – oznajmiła z poważną miną.
- Jasmine, serio nie rób sobie kłopotu. Zostań i zabaw się – odpowiedziałam. – Ten przystojniak nie może oderwać od ciebie wzroku. Korzystaj – rzuciłam teatralnym szeptem i puściłam do niej oczko.
Dziewczyna lekko się zaczerwieniła i delikatnie uśmiechnęła. Czyli koleś też jej się podobał. Wyczuwam wspólne śnadanie…
- Dobrze, ale napisz mi jak będziesz w domu, bo zacznę się martwić – zarządziła.
-Jasne. Trzymaj się – rzuciłam i krótko ją przytuliłam.

Zauważyłam Jacka i pomachałam do niego na pożegnanie, a następnie skierowałam się w stronę drzwi. Po wyjściu szybko wyjęłam telefon i zadzwoniłam po taksówkę.
Postanowiłam poczekać na chodniku przed willą. Kiedy stałam tak w samotności uderzyło mnie to co właśnie zrobiłam. Poczułam się zbrukana i kompletnie poniżona. Przyjechałam do LA, aby coś osiągnąć, a jedyne co udało mi się zrobić to lód w łazience. Cholera, wszystko szło nie po mojej myśli. W oczach zapiekły mnie łzy. Dlaczego ja? Dlaczego to właśnie mnie musiał wziąć sobie na celownik Justin? Może i był totalnie odurzony, ale to zdecydowanie go nie tłumaczy.

Kiedy przyjechała taksówka cała moja twarz była mokra od łez. Próbowałam osuszyć ją odrobinę nadgarstkiem, ale skończyło się to tylko rozmazaniem makijażu. W tamtym momencie mnie to jednak nie obchodziło. Podałam kierowcy adres i skuliłam się na tylnym siedzeniu auta.
Taksówkarz, chyba zauważył mój podły nastrój, bo wręczył mi chusteczkę. Nie zadawał pytań. Nie próbował mnie zagadywać. Po prostu oferował mi milczące pocieszenie. Za co byłam mu bardzo wdzięczna.

Do domu dotarłam chwilę po drugiej w nocy. Wyczerpana i pogrążona w rozpaczy rzuciłam się na łóżko nawet się nie rozbierając. Męczyło mnie ogromne poczucie winy. Jak mogłam to zrobić?
Przypomniałam sobie, że miałam napisać Jasmine, kiedy wrócę już do domu. Dziewczyna była dobrą przyjaciółką, więc nie chciałam jej martwić. Ostatkiem sił sięgnęłam na nocny stolik gdzie  leżał mój telefon. Okazało się, że nie na nowej karcie nie mam zapisanego numeru Jass, więc chcąc, nie chcąc musiałam odpalić starą kartę. Bałam się co tam zastanę. Specjalnie zmieniłam numer, aby nie kontaktować się z Justinem. Po włączeniu telefonu, powitało mnie 28 nieodebranych połączeń od Justina, 4 od Archera, 1 od mamy oraz 34 smsów od Justina i jeden z sieci. Targana niesamowitą ciekawością otworzyłam jedną z wiadomości. ‘Tęsknie za Tobą. Odezwij się do mnie’ – głosiła. Znów zaszkliły mi się oczy. Pieprzony kłamca. Usunęłam resztę smsów bez czytania ich. Miałam dosyć tego zakłamanego gwiazdorka. Szybko wystukałam wiadomość do Jasmine i przeniosłam jej numer na telefon. Upewniłam się, że wszystkie numery – z wyjątkiem Justina – są już bezpiecznie przeniesione na pamięć telefonu i wyjęłam kartę sim. Popatrzyłam na nią ze złością i bez skrupułów przełamałam na pół. W wyobraźni nie była kawałkiem plastiku, tylko chłopakiem z brązowymi oczami, który złamał mi serce i zatańczył na nim wesoło macarene.
___________________________________________________________________________
Cześć, cześć! Na wstępie chciałam Wam podziękować za ponad 30 tys. Wyświetleń. WOW ! Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy! Jesteście wspaniali! Dziękuję jeszcze raz!
Jak Wam się podoba szablon? Jest przeuroczy  Troszkę nie pasuje do klimatu opowiadania, ale wydaje mi się, że jest lepiej niż poprzednio xD
Kolejny rozdział postaram się dodać do urodzin Justina, które tak szczęśliwie (lub nieszczęśliwie) się złożyło są w tym samym dniu co moje. Więc pierwszego marca mam podwójne święto :D
Liczę na wasze komentarze. Dajcie mi znać czy chcecie, aby w opowiadaniu pojawiały się sceny +18. Oczywiście będą takie sceny, ale to od was zależy czy będą one opisane itp.
Trzymajcie się
Klaudia

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział XII „To był zły ruch księżniczko”

Sobota była dla mnie jak wybawienie, jak kropla wody dla spragnionego na pustyni. To śmieszne, ale nawet studenci interesują się życiem prywatnym celebrytów, a w tym przypadku niejakiego Justina Bieber’a. Gdziekolwiek się znalazłam ktoś poruszał ten, niezbyt przyjemny dla mnie, temat. Czy były to dwie plotkujące dziewczyny w zabawnych, staromodnych sweterkach, popijające pomarańczową lemoniadę w uniwersyteckiej kawiarence. Czy nawet jakieś laski w supermarkecie w moim ukochanym dziale ze słodyczami. Nawet Jasmine poruszyła ten temat w przerwie między zajęciami, ale widząc moją niechęć do rozmowy zaczęła trajkotać o butach, które ostatnio udało jej się znaleźć w sieci. Chwała jej za to! Zaczęłam podejrzewać, że cały pieprzony świat sprzymierzył się przeciwko mnie. Nie ma to jak kopać leżącego…

Przez cały ten czas nie włączyłam telefonu. Bałam się co mogę w nim zastać. Nie miałam ochoty na jałowe rozmowy. Justin nie pojawił się również w moich drzwiach, więc przypuszczałam, że nadal był w Londynie. Miałam też drugą teorię,  a mianowicie, że zrozumiał moją aluzję i po prostu się odwalił. Była też trzecia propozycja, chyba najbardziej prawdopodobna, a więc ma mnie w dupie i zabawia się ze swoją narzeczoną. Na samą myśl o tym otwierał mi się nóż w kieszeni. Irracjonalna zazdrość – jedna z moich licznych wad. Wiedziałam, że zadręczanie się takimi myślami może mnie jedynie doprowadzić do obłędu. Od tych niedorzecznych wizji zaczynała boleć mnie głowa. Czułam, że jeszcze chwila i zwariuję. Dlatego tak bardzo potrzebowałam tej soboty.

Postanowiłam, że dzisiejszej nocy, na imprezie, na którą idę z Jass będę się dobrze bawić. Bez ograniczeń i jakichkolwiek zobowiązań. Łatwe do realizacji? No cóż, nie dla mnie. Oczywiście, nie jestem jakąś dewotką, ze średniowiecznymi poglądami, ale mam jakieś zasady. Jedną i najważniejszą z nich : Nie spać z przypadkowym kolesiem (a w tym przypadku panem Justinem B.), już złamałam. Nie mogłam zawieść sama siebie i złamać kolejnych. Chciałam dobrze się bawić, ale nie ‘za dobrze’. Co wyjdzie z moich jakże wspaniałych planów? Tego nie wiedziałam.

Jasmine została moją ‘imprezową stylistką’. Nie miała czasu do mnie wpaść, bo szukała ‘modowych inspiracji’ w necie, więc przez skype’a doradziła mi co powinnam ubrać. Stąpałam po cienkim lodzie i poddałam testowi moją silną wolę – używałam Internetu, ale nie zajrzałam na żadną plotkarską stronkę, żadnego kundelka, tmz czy innego gówna. Nie weszłam nawet na twittera. Bałam się, że niektóre tweety lub artykuły mogłyby, lekko mówiąc, wytrącić mnie z równowagi. Jeszcze przeczytałabym tam coś o jakże popularnym panie B. i zrobiła cos głupiego. Nie, nie, nie.


Niezwykły szósty zmysł Jass nie zawiódł i tym razem. Nieskromnie powiem, że w prawie purpurowej, dość krótkiej sukience (podobnej do tej którą miała laska w teledysku Lawson „Juliet”) i wysokich czarnych szpilkach wyglądałam całkiem dobrze. Kogo ja oszukuję? Cholera, wyglądałam gorąco.  Nawet moje krótkie nóżki nie wyglądały jak u świnki Peppy, a to duży postęp. Sukienka opinała się tam gdzie trzeba i uwydatniła wszystkie moje ‘wado-zalety’. Postanowiłam nie szaleć z makijażem, więc postawiłam na tradycyjną kreskę w stylu pin-up girls, a w akcie niezwykłej odwagi pomalowałam usta krwistoczerwoną szminką.
Można by pomyśleć, że to połączenie sprawi, że zacznę wyglądać jak pospolita sucz, ale za sprawą dodatków, skromnych, czarnych rajstop, które ‘ukryły’ moje nogi i nie wyglądałam tak ‘ nago’ oraz delikatnego naszyjnika, dało się ‘przełknąć’ moją stylizację. Włosy rozpuściłam, ale na wszelki wypadek schowałam w staniku gumkę do włosów. Nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać.

***

-Cholera, jestem genialna – zawołała Jasmine, gdy tylko mnie zobaczyła.
Sama również wyglądała zjawiskowo. Chociaż założyła tylko małą czarną, to za sprawą dodatków jej stylizacja nabrała rumieńców. Z przydymionymi oczami i związanymi włosami, Jamine wyglądała jak jedna z celebrytek.
- No cóż, muszę się z tobą zgodzić Jass – powiedziałam i przytuliłam ją na powitanie. – Wyglądasz świetnie.
-Tak, wiem – odpowiedziała z pewnym siebie uśmiechem, ale zaraz potem się roześmiała. – Miałam straszny problem z dobraniem odpowiednich butów, ale chyba udało mi się nie przegiąć.
-Jeśli chodzi o wygląd ty nigdy nie przeginasz – oznajmiłam. Mówiłam prawdę, ta dziewczyna zawsze wyglądała dobrze.
-Claire, jesteś taka kochana. – Rozpromieniła się. – Dobra, dość tych pogaduszek, musimy jechać.
Wsiadłyśmy do srebrnego BMW Jasmine i ruszyłyśmy w drogę.

-Ok, co to za koleś do którego jedziemy na imprezę? – zapytałam szczerze zaciekawiona. Nie znałam zbyt wielu osób w LA, już nie mówiąc o przyjaciołach Jess.
- Jack? Ciężko mi powiedzieć – odpowiedziała i uśmiechnęła się do mnie. – Poznaliśmy się na sesji zdjęciowej. Jack był fotografem, a ja stylistką jednej z modelek. Rozmawialiśmy i jakoś tak się polubiliśmy. Jest naprawdę w porządku.
- Kręcicie ze sobą? – zapytałam z cwanym uśmieszkiem i poruszyłam brwiami, kiedy Jass na mnie spojrzała.
- Ja i Jack?! – roześmiała się. – Nie, no co ty! Koleś jest w porządku, ale zupełnie nie w moim typie. Jest zbyt… kurde, nawet nie wiem jak to opisać. Jest strasznie intensywny i hmm…dominujący? Tak, to chyba dobre określenie – oznajmiła i puściła do mnie oczko. – Jest przystojny, ale nie w oczywisty sposób. Aktualnie jest chyba w związku, ale wiesz, wagonik zawsze można odczepić – dodała sugestywnym tonem.
- Że co? – zapytałam szczerze rozbawiona. – Jaki wagonik? Jasmine, ja nie szukam faceta, więc spoko. Chcę się po prostu dobrze bawić na tej imprezie, bo miałam ciężki tydzień.
- Jeśli chcesz się dobrze bawić to ta impreza to strzał w dziesiątkę. Poza tym nie mów, że nie szukasz faceta. Każda kobieta go szuka – powiedziała z pewnością siebie.

***

Dom Jacka był ogromny. To jedno z tych miejsc, po których musisz chodzić z mapą, bo inaczej się zgubisz. Facet musiał mieć wielu nadzianych znajomych, bo cały podjazd zastawiony był drogimi autami.
- Wszyscy twoi znajomi mają takie domy? – zapytałam Jasmine, kiedy wyszłyśmy z samochodu i ruszyłyśmy do wejścia.
- Nie, no co ty – oznajmiła i puściła oczko do jakiegoś kolesia, który ją obczajał. Koleś trochę się speszył i chyba zaczerwienił. – Większość moich znajomych to początkujące modelki czy stylistki. Mieszkają w kawalerkach, albo w akademikach.

Bez pukania weszłyśmy przez wielkie drzwi. Z głośników wydobywał się rap lub hip-hop, ale nie był na tyle głośno by uszkodzić bębenki w uszach.
W środku dominowała biel. Praktycznie na każdej ścianie wisiały jakieś zdjęcia. Od oszałamiających widoków, przez panoramy miasta do portretów. Widziałam nawet kilka aktów. Korytarz wyglądał jak swojego rodzaju galeria sztuki i bardzo mi się to podobało.
- Zaraz przedstawię ci Jacka – powiedziała Jass i złapała mnie za rękę ciągnąc przez korytarz. Znalazłyśmy się w przestronnym, jak podejrzewam salonie, w którym bawiło się już wiele osób. Na początku myślałam, że mój strój jest zbyt oficjalny jak na domówkę, ale szybko przekonałam się, że każdy tutaj tak wygląda. Trafiłam na imprezę dla śmietanki towarzyskiej Los Angeles.
- Jack stoi tam. – Wskazała na dość wysokiego bruneta stojącego przy barze. Był przystojny i bardzo dobrze ubrany. Jego jedyną wadą było to, że wyglądał na kolesia po 30-stce. Nic dziwnego, że Jass z nim nie jest. Lubię starszych od siebie facetów, ale bez przesady.
Szybko przedarłyśmy się przez tłum i podeszłyśmy do mężczyzny.
- Jasmine! – powiedział zadowolony gdy tylko ją zobaczył. Przytulił ją i odwrócił się do mnie. – Kim jest ta piękność? – zapytał wyraźnie zaciekawiony i podał mi rękę.
- Jack, to jest Claire, moja przyjaciółka. Studiujemy razem – oznajmiła Jasmine.
-Miło mi cię poznać – powiedziałam z uśmiechem.
- Nie jesteś z Los Angeles, prawda? Gdyby tak było pamiętałbym twoją twarz – powiedział i posłał mi oszałamiający uśmiech.
- Nie, jestem z Chicago – powiadomiłam go i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Chicago… rozumiem. – puścił mi oczko. - Chodź, zrobię ci drinka.

Jack okazał się bardzo sympatycznym facetem i świetnym barmanem. On chyba też musiał mnie polubić, bo przedstawił mnie większości swoich znajomych. O dziwo, wszyscy byli bardzo mili i pokojowo nastawieni. Określenie ‘śmietanka towarzyska Los Angeles’ było bardzo trafne, gdyż miałam możliwość spotkania tu różnych celebrytów. Cholera, miałam nawet okazję porozmawiać z Miley Cyrus!

- Cholera Jasmine, naprawdę się wyluzowałam – powiedziałam kiedy usiadłyśmy po wyczerpującym tańcu. – Skąd Jack zna tych wszystkich ludzi?
- Pracuje z nimi. Jack jest szanowanym fotografem w LA. Jego imprezy są zawsze dobre, nigdy nie było na nich jakiś wpadek, więc stąd tu takie tłumy – oznajmiła mi. – Cieszę się, że wychillowałaś. Przez ostatnie dni, serio nie wyglądałaś najlepiej.
Uśmiechnęłam się do niej. – Dzięki za komplement.
Jasmine uderzyła mnie w ramię. – Wiesz o co mi chodzi. Byłaś taka zmęczona i smutna.
- Tak, tak wiem. – zgodziłam się. – Gdzie tu jest łazienka? – zapytałam. Musiałam iść związać włosy, bo było mi niemiłosiernie gorąco.
- Musisz iść tym korytarzem prosto – wskazała mi drogę i uśmiechnęła się. – Na pewno trafisz.
-Ok. Zaraz wracam.

Ruszyłam we wskazanym kierunku. Droga nie była jakość szczególnie skomplikowana, więc po chwili stałam już pod drzwiami jak mniemam łazienki. Na szczęście nikogo w niej nie zastałam, więc weszłam do środka. Chciałam zamknąć drzwi, ale ktoś szybko za nie pociągnął i wszedł za mną do środka. Nie jakiś przypadkowy ‘ktoś’, tylko osoba, której nie chciałam widzieć nigdy więcej.
- Dlaczego kurwa się do mnie nie odzywasz? – zapytał Justin i zamkną drzwi na klucz.
- Justin, wyjdź stąd. Nie zrozumiałeś aluzji? – popatrzył na mnie z pytaniem w oczach i zbliżył się do mnie.
- Jakiej aluzji? O co ci kurwa chodzi?
- Nie chcę cię więcej widzieć. Daj mi spokój – powiedziałam spokojnie i próbowałam go wyminąć. On miał jednak inny plan. Złapał mnie za nadgarstki i przygwoździł do ściany.
- Mówiłem ci, że nie dam ci spokoju – wyszeptał mi do ucha. – Jesteś moja Claire i gówno mnie obchodzi twoje zdanie.
- Ty coś brałeś Justin? – zapytałam odrobinę za głośno i zaczęłam się wyrywać. – Nie jestem twoją własnością. Jeśli nie chcę cię więcej spotykać to tak będzie.
Justin roześmiał się i ‘wbił’ mnie bardziej w ścianę.
- A właśnie, że jesteś moją własnością. Moją prywatną suczką – oznajmił z obrzydliwie pewnym siebie uśmiechem i popatrzył na mnie z wyższością.
Jego słowa podziałały na mnie jak płachta na byka. Pod wpływam adrenaliny, która pojawiła się w moich żyłach zdołałam wyszarpnąć rękę z jego stalowego uścisku i zamachnąć się z całej siły. Po chwili na idealnie gładkim policzku Justina pojawił się czerwony, pulsujący ślad po mojej dłoni. Siła uderzenia była tak wielka, że aż się obrócił.
Zrozumiałam, że to nie był najlepszy ruch, kiedy tylko jego twarz znów odwróciła się w moją stronę. Jego oczy, były po prostu czarne. Czułam jak z każdej części jego ciała bucha wściekłość. Moja pewność siebie zniknęła. Byłam przerażona.
Justin rzucił się na mnie jak dzikie zwierzę rzuca się na swoją ofiarę. Złapał mnie za włosy i odchylił moją głowę do tyłu. Jęknęłam z bólu. Jego druga ręka powędrowała na biodro, w które z całej siły wbił palce.
- To był zły ruch księżniczko – wyszeptał mi złowrogo do ucha.

__________________________________________________________________________
Ding, dong to znowu ja! Tęskniliście?! Oczywiście, że TAK! xD Dobra nieważne. Mam za dużo energii. Także ten…
Przybywam z nowym rozdziałem. Dawno mnie tu nie było, za co strasznie przepraszam. Wiecie jak to jest…szkoła koniec semestru, sratatata i inne gówna, więc nie miałam za bardzo czasu, ani bądźmy szczerzy, ochoty na pisanie. Teraz jednak nastał jakże szczęśliwy dla mnie czas, a mianowicie ferie! Będę miała więcej czasu na pisanie, więc kolejny rozdział pojawi się raczej szybciej niż później.
Szukam kogoś kto potrafi robić szablony! Szata graficzna tego bloga mnie przeraża i myślę, że to jeden z powodów tak małego zainteresowania nim.
Nie chcę wyjść na niewdzięczną sukę, albo jakąś zrzędę, ale proszę wszystkich czytelników o jakiś komentarz. Dajcie znać, że nie piszę dla siebie, że doceniacie to co robię. Każdy komentarz bardzo mnie motywuje i sprawia, że siadam przed komputerem z myślą, że ktoś na ten rozdział czeka i muszę spiąć pośladki i coś napisać.
Chętnie nawiążę z kimś współpracę na zasadzie ‘ ty polecasz mój blog u siebie, a ja twój u mnie’.  Wszystkich chętnych zapraszam na twitter’a, albo aska, ewentualnie tutaj w komentarzu, ale wolałabym nie spamować pod rozdziałem xD
+nowy teledysk Justina <33 Kocham jego uśmiech i to ‘i’m Justin’ jsdhvusjdvskjd ok
Trzymajcie się
Klaudia

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział XI „Tylko tyle mogłam zrobić.”

Beep-Beep-Beep–Beep-
Nacisnęłam przycisk drzemki w budziku i otworzyłam oczy. Chciałam wstać, ale para silnych ramion mi to uniemożliwiała. Co do cho… A tak. Bieber.
Przewróciłam oczami i niezbyt lekko wbiłam chłopakowi łokieć w żebro.
-Kurwa, co jest?  - krzyknął zaspany i usiadł. – Claire, masz wpierdol – powiedział i przetarł pięściami oczy jak to robią małe dzieci. Aww… to było takie słodkie.
-Muszę wstać do szkoły, a ty byłeś owinięty wokół mnie jak bluszcz – wytłumaczyłam mu spokojnie.
-Więc to był powód twojego ataku na mnie? – zapytał sceptycznie. – Serio, nie mogłaś spróbować obudzić mnie inaczej? – wyjęczał z miną małego dziecka.
Wzruszyłam ramionami i wyszłam z łóżka. To tylko Bieber. Co mam się przejmować jego gadaniem i samopoczuciem.. Zebrałam potrzebne rzeczy i udałam się do łazienki. Wychodząc z sypialni, kątem oka zauważyłam jak Justin ponownie rzuca się na poduszki i zamyka oczy. Zirytowana pokręciłam tylko głową i postanowiłam, że po przygotowaniu się, zajmę się problemem w postaci śpiącego chłopaka i ciągłym jego przebywaniem w moim domu, pokoju, łóżku.

***    
                                                                                                                      
-Zrobisz naleśniki? – zapytał mnie z miną szczeniaczka Justin, po tym jak bezczelnie zdarłam z niego kołdrę i jakoś wypchnęłam z łóżka. Musiałam posłużyć się groźbami ‘wyłaź z łóżka ty bezczelny kretynie, bo wyleję szklankę wody na twoje głupie włosy!’ itp. zanim łaskawie ruszył swój tyłek.
Popatrzyłam na niego z miną ‘serio?’ i pokręciłam głową.
-Dlaczego? Claire, proszę, proszę, proszę – jęczał mi nad uchem.
Zazwyczaj na śniadania jadam np. płatki z jogurtem greckim posypane jakimiś owocami, więc nie uśmiechało mi się zmieniać swoich przyzwyczajeń dla tego idioty, ale kiedy popatrzył na mnie z tą swoja słodką minką nie mogłam mu odmówić. Cholera, serio wpadłam po uszy…
Zerknęłam na zegarek 7:34. Zajęcia zaczynają się o 8:50 więc chyba zdążę zrobić mu te naleśniki.
- Doobra – przeciągnęłam ‘o’ i niechętnie zabrałam się do robienia tych nieszczęsnych naleśników.
- Claire, jesteś najlepsza. Odpłacę ci się w naturze – oznajmił z pewnym siebie uśmiechem, a ja popatrzyłam na  niego jak na kosmitę. On tylko wyszczerzył się jeszcze bardziej i usiadł przy stoliku w kuchni z telefonem w ręku.
- Kobieta przy garach. Tak powinno być – powiedział i rozsiadł się wygodniej. Na jego twarzy nadal widniał pyszałkowaty uśmieszek, który miałam ochotę mu zetrzeć.
-Jeszcze jeden taki komentarz i robisz wypad – powiadomiłam go z miną zabójcy.
On tylko przewrócił oczami i wysłał mi ‘całusa’. Idiota.

***

O godzinie 8:46 wjechałam na uniwersytecki parking. Niedorozwinięty kretyn, znany także jako Justin Bieber wymyślił sobie bitwę na jedzenie. Cała moja kuchnia wyglądała jak pobojowisko i musiałam to posprzątać. Kompletnie wściekła wyrzuciłam go z domu i kazałam nigdy więcej nie wracać. On skwitował to krótkim ‘nie umiesz się bawić, skarbie’. Pieprzony idiota. Określenie, że mężczyźni to wieczne dzieci, a tylko zabawki im się zmieniają, jest cholernie trafne.

Biegłam jak szalona pod salę wykładową. Miałam szczęście, profesor się spóźnił, więc nie straciłam wykładu.

***

-Zaspałaś? – zapytała mnie w trakcie przerwy,  Jasmine. Popatrzyłam na nią niepewnie. Co mam powiedzieć: Nie, po prostu pewien skretyniały gwiazdor zrobił mi burdel w kuchni i musiałam to sprzątać. Och, co to to nie.
- Można tak powiedzieć. Miałam pewne komplikacje rano – oznajmiłam i uśmiechnęłam się z lekkim przymusem.
- Ah, pewnie jakieś kobiece sprawy. Nie wnikam – powiedziała z uśmiechem. – Co robisz w weekend?
Przez chwilę zastanowiłam się nad odpowiedzią. Pewnie będę czytać, albo uczyć się…
- Znając życie nic ciekawego… Nauka, obijanie się i tak dalej. A ty?
- Idę na imprezę do mojego kumpla, może chcesz dołączyć? – zaproponowała z uśmiechem.
Spojrzałam na nią sceptycznie. – Nie wiem, czy to najlepszy pomysł… Idziesz do kumpla…
- Claire, to żaden problem! Jack mówił żebym zabrała znajomych. – posłała mi uspokajający uśmiech. – Ma duży dom na obrzeżach miasta.
No, cóż. Może to dobry pomysł… Jeśli Sean lub dziewczyny nie chcieliby się gdzieś spotkać i wyjść spędziłabym dzień obijając się. Chyba, że Justin by mnie odwiedził...
- Wiesz, to dobry pomysł. Bardzo chętnie gdzieś z tobą wyjdę. – zgodziłam się z uśmiechem.
- Naprawdę? To cudownie! Musimy iść na zakupy! – paplała, a ja z uśmiechem na ustach jej przytakiwałam. Kiedy tylko poznałam Jasmine, od razu ją polubiłam. Była urocza i miała świetny gust. Czemu miałabym nie iść z nią na zakupy?
- Jutro ci odpowiada? – zapytała podekscytowana dziewczyna, kończąc swoją tyradę na temat wyższości szpilek nad koturnami.
Pokiwałam z rozbawieniem głową. – Jasne.

***

- Te będą świetne. Nie, nie, lepiej weź te. A może jednak nie…. Te szpilki muszę koniecznie kupić! – trajkotała Jasmine. Była w amoku kupowania, ogarnęła ją zakupomania, szał zakupów… nie wiem która nazwa była adekwatna do stanu w jaki wpadła dziewczyna. Z całą pewnością była zakupoholiczką, ale w sumie mi to nie przeszkadzało. Moim przyjacielem był Archer, Fan Number One zakupów, więc mogłam spokojnie rzecz, że widok amoku w jaki wpadła Jass był dla mnie chlebem powszednim. Z racji tego, że rzeczywiście miała wspaniałe wyczucie stylu, ja również na tym skorzystałam. Dziewczyna dobrała mi kilka naprawdę cudownych zestawów. Zawsze miałam problem z wybieraniem dodatków, ale Jasmine była w tym mistrzynią. Posiadała ciuchowy szósty zmysł – jak mawiał Archer.
- Jejku, Claire, zajebiście wyglądasz! – wykrzyknęła zadowolona Jasmine, kiedy wyszłam z przymierzalni w wybraną przez nią wcześniej sukienką.
- Tak myślisz? – zapytałam nieco sceptycznie. Rzeczywiście, sukienka leżała jak ulał, ale coś mi w niej nie pasowało…
Jasmine szeroko się uśmiechnęła i wyjęła zza pleców cudowne buty. Podała mi je i puściła do mnie oczko. Szybko je założyłam i spojrzałam w lustro. Oczywiście, wybór dziewczyny okazał się bezbłędny. Szpilki dodały mi centymetrów, co było bardzo wskazane przy moim niskim wzroście i niezbyt szczupłych nogach. Sukienka opinała się na moich krągłościach, ale nie wyglądała wulgarnie czy niesmacznie.
- Tak, wiedziałam, że te buty będą idealne – oznajmiła Jasmine z samozadowoleniem wypisanym na twarzy.
- Jejku, dziewczyno, czemu nie robisz kariery w wielkim świecie mody? – zapytałam szczerze zdumiona. Ona naprawdę miała do tego talent. Mogłaby nieźle zarobić na stylizowaniu mniej doświadczonych kobiet.
-Skąd wiesz, że nie robię? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, wygładzając jakąś zmarszczkę na mojej sukience.
Popatrzyłam na nią zdziwiona. Ona uśmiechnęła się do mnie lekko. – Prowadzę bloga modowego.
- Och, jesteś bloggerką?
- Tylko nie mów szafiarką, bo uderzę cię w twarz. – powiedziała z groźnym wyrazem twarzy, ale za chwilę się uśmiechnęła. – To fajna zabawa.
- Nie wątpię. Musisz wysłać mi adres swojego bloga. Może mnie zainspirujesz – rzuciłam z uśmiechem, a ona z zadowoleniem pokiwała twierdząco głową.

***

-Wejdę do kiosku po jakieś gazetki – oznajmiłam Jasmine, kiedy po około trzech godzinach zakupowego szaleństwa zbierałyśmy się do domu.
- O spoko, ja też muszę kupić sobie Vogue’a , albo tę nową gazetę Anji Rubik.


Znalazłam nowy numer Newsweek’a i już miałam udać się do kasy kiedy moje oczy trafiły na jakąś typowo plotkarską gazetę. Na okładce pysznił się Justin Bieber ze swoją dziewczyną. Krzykliwy czerwony napis głosił : Będzie ślub? Mój żołądek skurczył się w nieprzyjemny sposób i czułam jak robi mi się niedobrze. Zgarnęłam gazetę i podeszłam z nią do kasy. Musiałam się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.


- Jejku, Claire, jesteś strasznie blada. Dobrze się czujesz? – zapytała zmartwiona Jasmine kiedy dołączyłam do niej po kupieniu prasy.
- Tak, jasne. Po prostu te zakupy odrobinę mnie zmęczyły – odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem. Chyba byłam świetną aktorką, bo Jass ciepło się do mnie uśmiechnęła i pokiwała głową na znak zrozumienia.
- Masz rację. Dawno się tak nie nachodziłam – wyznała.
- Zdecydowanie. No cóż, ja będę się już zbierać – muszę odkryć czy facet z którym sypiam bierze ślub – dodałam w myślach.
- Jasne. To do jutra. Trzymaj się – powiedziała zadowolona i przytuliła mnie na pożegnanie.


Jadąc samochodem nie mogłam wyrzucić z głowy tego nagłówka. Cholera dlaczego nie pomyślałam o tym wcześniej. Kurde, przecież On ma dziewczynę. Od kilku lat. Gdyby jej nie kochał nie byłby z nią. Tylko dlaczego zabawia się na boku? Może jednak jej nie kocha… no, ale przecież mają wziąć ślub… Zadręczałam się podobnymi myślami całą drogę na moje osiedle. Całe szczęście, że przez moje roztargnienie nie spowodowałam jakiegoś wypadku…

Gdy tylko znalazłam się w mieszkaniu i zrzuciłam buty, natychmiast wzięłam do ręki kolorowe czasopismo. W spisie treści znalazłam interesującą mnie stronę i zaczęłam czytać artykuł.
Po chwili z drżącym sercem odłożyłam pisemko na kolana. Byłam załamana. Okazało się, że Serena czy jakoś tam, dodała zdjęcie pierścionka na instagram i wszystko wskazywało na to, iż jest to pierścionek zaręczynowy. Pismacy rozpisywali się jaka to cudowna para. Młodzi, piękni, zakochani. Nie miałam więcej pytań. Musiałam zerwać z Justinem wszelki kontakt. Powinnam zrobić to już na początku, ale byłam idiotką, którą kierowały hormony. Jejku, jak mogłam być taka ślepa? Postanowiłam odrobinę się zabawić i wyluzować i co z tego mam? Złamane serce. Bo to co czułam do tego idioty było czymś więcej niż tylko zauroczeniem. Chociaż przez cały czas zachowywał się jak idiota, dzieciak i tak dalej, lubiłam z nim przebywać. Moje życie było zdecydowanie prostsze kiedy wszystko dokładnie analizowałam. Poczułam wibrowanie telefonu w moich spodniach. Niechętnie wyjęłam go z kieszeni i zobaczyłam sms’a. Nadawcą była ostatnia osoba z jaką chciałabym mieć coś wspólnego. Justin. Bez przeczytania usunęłam wiadomość i wyłączyłam telefon. Wiedziałam, że jest w Londynie i pracuje nad płytą, co dawało mi pewność, że nie zjawi się u moich drzwi tak jak ostatnio, a przynajmniej nie dzisiaj.
Musiałam wziąć prysznic. Długi, oczyszczający prysznic, który oczyści mój umysł i sprawi, że zapomnę o bólu. Tylko tyle mogłam zrobić.

_____________________________________________________________________

Siema, siema. Tak, wiem miał być już dawno, ale nawaliłam. Nie mogłam zmusić się do napisania czegokolwiek. Kilka razy otwierałam worda, ale kończyło się to tylko kilkoma nowymi słowami, ewentualnie zdaniami. Przepraszam. Jednym z czynników przez które straciłam motywacje było zdjęcie naszego kochanego Justina, które wstawił niedawno. Nie będę ukrywać, że zazdrość po prostu mnie rozsadziła i przez kilka dni byłam w stanie młodzieńczej depresji. Jednakże emocje opadły i wszystko jest już OK J.
Nie będę obiecywać kiedy dodam kolejny, bo nie mam pojęcia.
Szukam kogoś kto potrafi robić szablony! Dajcie mi znać na twitterze!
Trzymajcie się ciepło
Bootylicious